Polskie serca biją na alarm. Prof. Gierlotka: Tykająca bomba, której nie rozbroimy tylko leczeniem

Dodano:
Prof. Marek Gierlotka
Przez ponad dwie dekady umieralność z powodu chorób sercowo-naczyniowych w Polsce spadała. Dziś ten trend wyhamował, a wiele wskaźników zaczyna się pogarszać. Otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, palenie i brak ruchu tworzą tykającą bombę, której nie rozbroimy samym leczeniem – mówi prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Katarzyna Pinkosz, Wprost, NewsMed: Polska kardiologia ma świetnych specjalistów, nowoczesne technologie i bardzo dobre wyniki w wielu obszarach. A jednak nadal mamy wysoką umieralność z przyczyn sercowo-naczyniowych i kolejki do części nowoczesnych terapii. Gdzie tkwi największy problem: w pacjentach, którzy zbyt późno trafiają do lekarza, w organizacji systemu czy w jego finansowaniu?

Prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: Najprościej można by odpowiedzieć, że w każdym z tych obszarów po trochu. Jak doskonale wiemy, na tę wysoką i co istotne zdecydowanie wyższą umieralność z powodu chorób układu krążenia w Polsce niż w krajach Europy Zachodniej, odpowiada przede wszystkim wyższa zapadalność na choroby serca i naczyń. Po prostu częściej chorujemy, w tym na powikłania miażdżycy takie jak zawał serca czy udar mózgu. W tym obszarze nie radzimy sobie tak jak chcielibyśmy. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy rozkłada się zarówno na nas lekarzy, system opieki zdrowotnej, ale też na społeczeństwo i pacjentów.

Rzeczywiście, jeśli chodzi o kompetencje lekarzy oraz możliwości diagnostyki i terapii chorób serca, możemy w Polsce zastosować praktycznie wszystko, co oferuje nowoczesna medycyna naprawcza i prewencyjna. Możemy, ale nie wszystko jest dostępne w naszych aptekach i trzeba wtedy lek sprowadzić zza granicy.

Doskonałym przykładem jest tu kwas bempediowy, stosowany w farmakoterapii dyslipidemii, szczególnie u pacjentów z nietolerancją statyn lub jako element terapii skojarzonej w celu obniżenia cholesterolu LDL, gdy standardowa terapia nie jest wystarczająco skuteczna. Jest praktycznie niedostępny w naszych aptekach. Jako konsultant wojewódzki coraz częściej podpisuję zgody na sprowadzenie leku zza granicy, oczywiście pacjent musi zapłacić z własnej kieszeni.

Możemy, ale nie wszystko jest refundowane, a drogie terapie są poza zasięgiem finansowym nie tylko pacjentów, ale również szpitali.

Mamy obecnie przełom w leczeniu choroby otyłościowej – skuteczne leki, które nie tylko zmniejszają masę ciała, ale też istotnie redukują ryzyko groźnych powikłań i incydentów sercowo-naczyniowych. To ważny aspekt prewencji, który powinien być w najbliższym czasie rozwiązany.

Możemy, ale na wiele innowacyjnych i bezpośrednio ratujących życie terapii zabiegowych narzucone są limity płatnika, co przekłada się na wydłużające się kolejki oczekujących. W kardiologii kolejka to nie jest tylko niedogodność i kwestia komfortu. Upływający czas niesie za sobą ryzyko progresji choroby lub nawet nagłego zgonu. Bolesnym przykładem jest dostępność do procedury TAVI, czyli przezcewnikowego wszczepienia zastawki aortalnej.

To nierzadko jedyny ratunek dla pacjentów – zwłaszcza tych w podeszłym wieku, z licznymi obciążeniami – dla których klasyczna operacja kardiochirurgiczna z otwarciem klatki piersiowej niesie zbyt duże ryzyko. Pewnie jeszcze wrócimy do tego w rozmowie. Podobnie jest ostatnio z dostępnością terapii oferowanych w programach lekowych, w tym B.162 leczenia kardiomiopatii przerostowej i amyloidozy transtyretynowej czy B.101 leczenia zaburzeń lipidowych u pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną i w prewencji wtórnej po zawale serca inhibitorami PCSK9. Z jednej strony sukces – refundacja w systemie nowoczesnej farmakoterapii, z drugiej strony porażka – brak środków finansowych w programach lekowych i tym samym brak dostępności terapii dla nowo kwalifikowanych pacjentów do leczenia.

Ale wróćmy do tego na co mamy jednak w pełni wpływ jako pacjenci i jako lekarze. Wysoka zapadalność na choroby serca i naczyń to w przeważającej mierze konsekwencja braku kontroli nad klasycznymi czynnikami ryzyka. To tutaj jest klucz do zmniejszenia liczby pacjentów wymagających później skomplikowanego i drogiego leczenia.

Właśnie, jak ocenia Pan stan zdrowia serc Polaków? Czy po latach poprawy sytuacja zaczyna się pogarszać? Jakie zjawiska – otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, palenie, brak aktywności fizycznej – uważa Pan obecnie za największe zagrożenie?

Niestety, nie wygląda to dobrze. Polacy żyją średnio 78,7 lat, czyli o ponad dwa lata krócej niż statystyczny obywatel Unii Europejskiej. Co jeszcze bardziej dramatyczne, statystyczny Polak cieszy się dobrym zdrowiem zaledwie do 63. roku życia.

Faktycznie, przez ponad dwie dekady, od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, obserwowaliśmy w Polsce spektakularny spadek umieralności sercowo-naczyniowej. To był ogromny sukces naszej medycyny, w tym gwałtownego rozwoju kardiologii inwazyjnej. Jednak ten pozytywny trend najpierw wyhamował, a obecnie, co pokazują dane epidemiologiczne, sytuacja zaczyna się odwracać na naszą niekorzyść. Według najnowszych map ryzyka Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC), Polska nadal znajduje się w strefie wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. W skali Europy choroby układu krążenia wciąż odpowiadają za ponad 40 proc. wszystkich zgonów, ale w Polsce ten wskaźnik historycznie i wciąż utrzymuje się powyżej unijnej średniej. Do tego dołożyliśmy potężny, wieloletni „dług zdrowotny” zaciągnięty w czasie i po pandemii COVID-19.

Gdzie leży błąd? Utrzymujemy w Polsce jeden z najbardziej reaktywnych modeli opieki w Europie. Koncentrujemy się na finansowaniu i leczeniu powikłań. To tam są głównie kierowane środki finansowe, choć i tak ich brakuje. A na profilaktykę przeznaczamy zaledwie 1,7 proc. wydatków zdrowotnych, co w przeliczeniu daje około 22 euro na mieszkańca. Tymczasem średnia unijna to 4 proc. budżetu, co stanowi 202 euro na obywatela. To 10 razy więcej! Te liczby mówią same za siebie.

Warto powiedzieć, że wskaźnik zgonów możliwych do zapobieżenia dzięki profilaktyce jest w Polsce o 67 proc. wyższy niż średnia w UE. Czyli mamy potężny potencjał na dalszą redukcję naszej wysokiej umieralności i dołączenie do krajów umiarkowanego, czyli średniego ryzyka sercowo-naczyniowego.

Który czynnik ryzyka jest dla Polaków najgroźniejszy?

Trudno tak wartościować, który czynnik ryzyka jest większym zagrożeniem a który mniejszym. Nadal nie radzimy sobie w pełni z obniżaniem LDL cholesterolu, osiąganiem celów terapeutycznych, nie lepiej jest w przypadku nadciśnienia tętniczego. To miliony Polaków z nierozpoznaną dyslipidemią lub za wysokim ciśnieniem, nieleczonych lub leczonych nieskutecznie. Choć mamy skuteczne leki i programy lekowe. Problemem jest znów zarówno nasz pacjent, który nie korzysta z badań profilaktycznych jak np. „Moje Zdrowie”, nie chce się leczyć lub boi się stosować skuteczne leki jak np. statyny. Mamy z tym problem. Potrzebna jest jeszcze bardziej skuteczna i w pewnym sensie agresywna edukacja, ale zarówno naszych obywateli jak i nas lekarzy, żebyśmy byli skuteczniejsi w przekonywaniu pacjentów, że ich zdrowie jest w ich rękach, z naszą pomocą, ale ich, nie w naszych. Mamy też na horyzoncie kolejne innowacyjne terapie – mam nadzieję że głos naszego środowiska i PTK przyczyni się szybkiej ich refundacji.

Dym tytoniowy uszkadza naczynia krwionośne, prowadząc bezpośrednio do zawału i udaru mózgu. Odpowiada on za 20 proc. wszystkich zgonów i aż za 2/3 zgonów nowotworowych w Polsce. Przerażający jest wzrost popularności e-papierosów wśród młodzieży – korzysta z nich aż 21,2 proc. chłopców i 23,4 proc. dziewcząt w wieku 13-15 lat. Dlatego postulujemy, wspólnie z PTO i PTN radykalną strategię „Pokolenie wolne od tytoniu”, obejmującą zakaz sprzedaży tych wyrobów osobom urodzonym po ustalonym punkcie czasowym. Natomiast wielkim i narastającym problemem, nie tylko w Polsce, jest choroba otyłościowa i cukrzyca.

W Polsce nadmierna masa ciała dotyczy już 70 proc. mężczyzn i blisko połowy kobiet. W dzisiejszych czasach to nie jest już kwestia estetyki, lecz olbrzymi problem zdrowotny, który zwiększa częstość występowania nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, wpływa na progresję miażdżycy a w konsekwencji zawałów serca, udarów, miażdżycy tętnic kończyn dolnych i w końcu przedwczesnych zgonów. Nadmierna masa ciała odpowiada także za około 20 proc. przypadków nowotworów.

Dlatego, również wspólnie z PTO i PTN, postulujemy systemowe rozwiązania, jak wydzielenie wpływów z opłaty cukrowej – około 1,4-1,6 mld zł rocznie – w całości na leczenie i profilaktykę otyłości. Warto jeszcze wspomnieć, że nieskutecznie leczony stan przedcukrzycowy i cukrzyca drastycznie zwiększają ryzyko niewydolności serca i uszkadzają układ nerwowy.

Nieprawidłowa dieta wiąże się w Polsce z około 20 proc. zgonów. Z kolei aż 84 proc. kobiet i 70 proc. mężczyzn rzadko lub nigdy nie podejmuje aktywności fizycznej, wyprzedzając w tych anty-statystykach średnią unijną. Tymczasem regularny ruch to najtańszy lek. Wzmacnia mięsień sercowy, poprawia ukrwienie mózgu chroniąc przed demencją i stymuluje system odpornościowy do walki z nowotworami.

Jako społeczeństwo powinniśmy też odejść od mitu „kieliszka na zdrowie”. Bezpieczna dawka alkoholu nie istnieje. To substancja toksyczna dla mózgu i serca oraz silnie rakotwórcza, odpowiadająca w Polsce za 6 proc. zgonów. Uważam, że konieczne jest wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy alkoholu i jego promocji w przestrzeni publicznej.

Podsumowując, powinniśmy wdrożyć model finansowania oparty na jakości (value-based healthcare), ale też premiujący osiąganie przez pacjentów celów terapeutycznych, chociażby w zakresie ciśnienia, poziomu LDL, czy niepalenia tytoniu. Dla osób, które w pełni realizują swój plan profilaktyki wprowadźmy jakieś zachęty finansowe, podatkowe, składkowe, to moim zdaniem będzie obok edukacji najbardziej skuteczne.

A na koniec trzeba zrozumieć jeszcze jedno. Doświadczenia pandemii i obecna sytuacja geopolityczna pokazały, że populacja schorowana i obciążona chorobami przewlekłymi jest dużo bardziej narażona na kryzysy. Zintegrowana profilaktyka, o którą dziś tak głośno apelujemy wspólnie z onkologami i neurologami, to już nie jest tylko problem zdrowotny. To jeden z najważniejszych filarów odporności gospodarczej i bezpieczeństwa naszego państwa.

Jakie najważniejsze wyzwania stoją obecnie przed polską kardiologią i przed Polskim Towarzystwem Kardiologicznym?

Skutecznie dokończyć to co obecnie robimy w zakresie prewencji, edukacji i cyfryzacji i stworzyć plany na kolejne ważne projekty i działania. Zadbać o to, aby kardiolodzy dla naszych pacjentów mogli wykonywać szerszy zakres badań obrazowych, w tym w szczególności TK i MR serca. Wspierać rozwój opieki koordynowanej, współpracy wielodyscyplinarnej, rozwijać Krajową Sieć Kardiologiczną i Narodowy Program Chorób Układu Krążenia i pełną cyfryzację opieki zdrowotnej. Zabezpieczyć środki finansowe na prewencję i podejść do niej systemowo, jednocześnie skracając ścieżkę do innowacyjnych terapii wydłużających życie w zdrowiu. Nie może tak być, że dana terapia lekowa lub interwencja, zalecana przez wytyczne w celu redukcji groźnych powikłań i zgonów, nie jest refundowana lub jest refundowana, ale z takimi limitami i obostrzeniami, że w praktyce nie jest dostępna dla wszystkich, którzy powinni ja otrzymać. Skąd wziąć na to pieniądze? Polskie Towarzystwo Kardiologiczne nie udzieli na to odpowiedzi, ale może wskazać najlepsze kierunki działań, aby to w niedalekiej przyszłości osiągnąć.


Prof. dr hab. n. med. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kierownik Kliniki i Oddziału Kardiologii w Opolu, dyrektor Instytutu Nauk Medycznych Uniwersytetu Opolskiego, konsultant wojewódzki na Opolszczyźnie.

Artykuł został opublikowany w wydaniu Wprost o Zdrowiu, wrzesień 2026

Źródło: NewsMed
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...