Leczenie otyłości opłaca się ekonomicznie. Prof. Ostrowska: Są ważne grupy pacjentów
Pani Profesor, dużo mówimy o leczeniu choroby otyłościowej, które jest ważne dla wszystkich, którzy na nią chorują. Czy są grupy pacjentów, dla których to leczenie jest najbardziej istotne?
Prof. Lucyna Ostrowska, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości w latach 2023-2025: Ekonomicznie leczenie opłaca się praktycznie dla wszystkich pacjentów z chorobą otyłościową. Powołam się na dane za rok 2024: aż 4,3 mld zł wyniosły koszty leczenia choroby otyłościowej i sześciu powikłań, m.in. cukrzycy, zespołu bezdechu sennego, endoprotez kolanowych. Nie uwzględniono w tych obliczeniach innych powikłań, które generuje ta choroba, m.in. kosztów chorób nowotworowych, depresji, a także wynikających z nich kosztów absencji chorobowej, rent.
Jako lekarz i praktyk uważam, że leczenie choroby otyłościowej jest inwestycją w zdrowie publiczne, które spowoduje oszczędności zarówno dla NFZ jak ZUS, a także dla pracodawców, bo pacjent będzie pracował, płacił podatki, nie będzie absencji chorobowej, zmniejszy się liczba hospitalizacji. Zmniejszą się koszty społeczne i koszty opieki społecznej.
W podejściu do choroby otyłościowej odchodzimy od wagocentrycznego podejścia. Właściwie dlaczego? To nie utrata wagi jest najważniejszym celem leczenia?
Nie, w tej chwili stan wiedzy, jeśli chodzi o pacjenta z chorobą otyłościową jest taki, że sam wynik na wadze o niczym nie mówi. Mamy nawet takie stany kliniczne, że redukcja kilogramów jest pogorszeniem stanu zdrowia, ponieważ jeśli pacjent rzeczywiście się odchudzał i zależało mu tylko na szybkiej utracie masy ciała, to mógł utracić masę mięśniową. Pogorszył się metabolizm i stan kliniczny. Odeszliśmy od wagocentryzmu, nie skupiamy się na utracie kilogramów, a raczej na poprawie składu ciała, czyli na redukcji tkanki tłuszczowej. Zależy nam na utrzymaniu masy mięśniowej.
Coraz częściej mówi się o wprowadzeniu programu lekowego, w którym mogliby znaleźć się najbardziej chorzy pacjenci, ale też pacjenci, którzy mogliby osiągnąć największe korzyści z leczenia. Kto powinien w takim programie lekowym znaleźć się w pierwszej kolejności?
Na pewno dzieci, młodzież i młodzi dorośli, ponieważ im wcześniej leczymy chorobę otyłościową, tym mniej rozwija powikłań. Pacjent z nadwagą, nieleczoną w ciągu pięciu lat, rozwiną stan przedcukrzycowy, rośnie ryzyko cukrzycy. Pacjent z chorobą otyłościową, nieleczoną przez kolejne pięć lat, rozwinie cukrzycę (ryzyko rośnie ponad pięciokrotnie). Wczesne leczenie choroby otyłościowej chroni przed rozwojem stanu przedcukrzycowego i cukrzycy, ale również przed nadciśnieniem tętniczym, zespołem bezdechu sennego, uszkodzeniem stawów kolanowych, biodrowych: ta choroba może wygenerować ponad 200 powikłań.
Inwestycja w leczenie da oszczędności. Dlatego grupą, o którą szczególnie w tej chwili zabiegamy, jeśli chodzi o refundację farmakoterapii, są młodzi dorośli, czyli osoby w wieku 18-26. Z powodu konieczności zawężenia wskazań refundacyjnych wzięliśmy po uwagę młodych dorosłych z BMI 35 i więcej, mających już któreś z powikłań choroby otyłościowej, niestety tych „gorszych” powikłań metabolicznych, niosących ryzyko kolejnych powikłań, jeśli nie będą skutecznie leczone: sercowo-naczyniowych, stanu przedcukrzycowego, zespołu bezdechu sennego. Rozważamy i bardzo byśmy chcieli pomóc również dzieciom, ponieważ jeśli wcześniej będą miały leczoną tę chorobę, to nie rozwiną powikłań.
Bardzo ważne jest też leczenie osób w wieku reprodukcyjnym. Otyłość bardzo zaburza procesy reprodukcyjne, zarówno płodność żeńską, jak i męską. Również dużo mniej skuteczne jest zapłodnienie pozaustrojowe in vitro. Jeśli chcemy mieć przyrost demograficzny, to musimy o tę grupę zadbać, dlatego ta grupa jest rozpatrywana jako pierwsza pod kątem refundacji lekowej.
A jeśli chodzi o dzieci, o grupę nastolatków, to dlaczego również oni powinni być objęci leczeniem? Czy to leczenie byłoby bezpieczne w tej grupie?
Zawsze się uważało, że dzieci „wyrosną” z otyłości. To nieprawda. Wiemy już, że dzieci i młodzież, jeśli nie mają skutecznie leczonej choroby, stają się osobami chorymi na otyłość, ale już otyłość powikłaną, metaboliczną.
Druga rzecz: bardzo trudno wprowadzać metody leczenia niefarmakologicznego u dzieci, bo tak naprawdę trzeba leczyć ich rodziców oraz osoby, które zajmują się żywieniem dzieci i ich behawiorem, aktywnością ruchową. Poza tym leki pozwalają działać przyczynowo. Jeśli przyczyna choroby jest biologiczna, to żadna dieta i żadne starania rodziców nie pomogą.
Obecnie mamy bardzo dobre badania kliniczne, które wykazały skuteczność leczenia choroby otyłościowej u dzieci w wieku 6 lat i więcej. Mamy zarejestrowany do leczenia dzieci od 6 lat analog GLP-1, krótkodziałający, czyli liraglutyd. Natomiast od 12. roku życia badania kliniczne udowodniły skuteczność u dzieci zarówno liraglutydu, jak i semaglutydu, czyli analogu GLP-1 długodziałającego.
Od wielu lat zajmuje się Pani leczeniem choroby otyłościowej. Czy rzeczywiście na naszych oczach dokonuje się ogromny przełom, jeżeli chodzi o leczenie tej bardzo trudnej choroby?
Tak. Jeszcze 2-3 lata otyłość była postrzegana jako choroba, która jest z „winy” pacjenta, który za dużo jadł, nie chciał się ruszać, albo nie lubił się ruszać, nie miał czasu na ruch, zaniedbał sam siebie Obecnie 62 proc. pacjentów jest świadomych, że jest to choroba.
Pacjent jest świadomy, że jest to choroba i konieczne jest leczenie. Wcześniej pacjent stosował metody wręcz szarlatańskie – użyję takiego słowa – albo np. zajęcia na siłowni. Na początku, na skutek ujemnego bilansu energetycznego, dawały one kilka kilogramów spadku masy ciała. Ale spadała masa mięśniowa. Obecnie nauczyliśmy się, że leczenie tej choroby trzeba zaprojektować, uszyć na miarę dla pacjenta.
Dużo zadziało się, jeśli chodzi o rozpoznawalność choroby otyłościowej u lekarzy POZ. Pojawił się program Moje Zdrowie, które „wymusza” zdiagnozowanie tej choroby i jej powikłań. Mam nadzieję, że dopracujemy ścieżkę pacjenta. Mam nadzieję, że diabetolog nie będzie leczył tylko cukrzycy, ale też zajmie się jej przyczyną, czyli chorobą otyłościową.
Mam nadzieję, że kardiolog nie tylko zajmie się sercem, ale również zwróci uwagę na leczenie choroby otyłościowej. Podobnie nefrolog, endokrynolog. Mamy jeszcze niezaopiekowanych pacjentów także wśród dzieci, dlatego obecnie w komisji eksperckiej przy Ministerstwie Zdrowia pracujemy nad ścieżką pacjenta z chorobą otyłościową. Później musimy stworzyć ścieżkę tranzyzji pacjenta dziecięcego do świata dorosłych i ścieżkę dla pacjenta z chorobą otyłościową osób dorosłych.