Nie tylko porodówka. Szpitalowi w Lesku grozi zamknięcie
Anna Kopras-Fijołek, NewsMed, Wprost: Podczas naszej rozmowy o porodach powiedziała pani, że walczy pani nie tylko o oddział, ale o szpital. Jak wygląda sytuacja placówki?
Małgorzata Bryndza, p. o. Dyrektora SP ZOZ w Lesku:
W tej chwili to jest walka o utrzymanie działalności szpitala.
Mamy bardzo trudną sytuację.
Z czego ona wynika?
To problem kadrowo-finansowy. Zamknęliśmy oddział ginekologiczno-położniczy, bo nie mamy pediatrów, neonatologów, oddział generował największe straty. Natomiast mamy też problem z pozyskaniem specjalistów chirurgii, anestezjologii, oprócz pediatrów. Sytuacja jest więc bardzo trudna, jeżeli chodzi o tryb pracy na ostro szpitala.
Kiedy zaczęło się pogarszać?
W 2024 roku, kiedy objęłam funkcję, chirurgia była już przez krótki okres zawieszona. Natomiast faktem jest, że mamy kadrę medyczną starzejacą się i jesteśmy w momencie, w którym duża częśc personelu wchodzi w wiek emerytalny. Walczymy cały czas. Jest problem w naszym województwie z pozyskaniem specjalistów w tych dziedzinach.
Czy to dotyczy tylko Leska?
Jeżeli chodzi o anestezjologię, chirurgię, pediatrię, to jest problem w ogóle w naszym województwie. Tak samo jest z psychiatrią. Jest deficyt tych specjalności. Dodatkowo nasza sytuacja finansowa na pewno nam nie pomaga w znalezieniu lekarzy.
Jakie są oczekiwania lekarzy?
Poza województwem, jeżeli udaje się nawiązać kontakt, są to stawki, które bardzo znacznie przekraczają obowiązujące – moim zdaniem – ceny rynkowe.
Nas na to po prostu nie stać.
Nie ma takiej możliwości, żeby zapłacić tyle pieniędzy.
Czy te wysokie stawki wiążą się z tym, że jest za mało lekarzy, za mało specjalistów?
Lekarz w większym szpitalu ma podobną stawkę godzinową jak u nas, może czasami dodatkowe profity za wypracowane procedury, ale do nas musi jeszcze dojechać. Nie ma praktycznie konkurencji. To napędza stawkę godzinową. Lekarz oczekuje, że będzie ona wyższa. Dla szpitala powiatowego jednak trudna do udźwignięcia. To są czasami stawki znacznie przekraczające to, co płacimy normalnie. To jest dla nas nieosiągalne.
Ilu pacjentów trafia do szpitala?
Jesteśmy szpitalem powiatowym powiatu leskiego, ale wiadomo, że trafiają do nas także pacjenci z okolicznych powiatów. Jesteśmy też najbliższym SOR-em na terenie Bieszczad. Wiadomo, jak to wygląda też w sezonie turystycznym, narciarskim. Trafiają do nas pacjenci z różnymi urazami itd. Musimy zapewnić całodobową opiekę w trybie ostrym. To jest kosztowne i wymaga z naszej strony dużego wysiłku w tej chwili.
Jak reagują pacjenci? Niepokoją się – co będzie dalej?
Walczymy, szpital działa normalnie w tej chwili. Stajemy na wysokości zadania wraz z pracownikami. Jestem rdzenną mieszkanką tego regionu i nie wyobrażam, żeby tutaj, w powiecie, nie było opieki zdrowotnej w formie szpitala. Myślę, że tak wszyscy mieszkańcy myślą, natomiast obawa zawsze jakaś jest. To jest też największy zakład pracy, w powiecie.
Ile osób zatrudnia placówka?
323 osoby – na umowy o pracę.
Ilu pracuje lekarzy, ile pielęgniarek?
Na umowę o pracę – 21 lekarzy i 117 pielęgniarek.
Jak daleko pacjenci musieliby jechać, gdyby szpital przestał istnieć?
Nie zakładam takiego scenariusza, że tej placówki nie ma. Na dzień dzisiejszy nie mamy oddziału ginekologiczno-położniczego i Kobiety z powiatu leskiego muszą pokonać 37 kilometrów do najbliższego oddziału.
Na SOR-ze dyżurują położne – czy zdarzały się pilne sytuacje?
Oddział był zawieszony od lipca. 31 grudnia został zamknięty. Mieliśmy trzy przypadki wymagające transportu. Nie było sytuacji krytycznych ani porodów na SOR-ze.
Dla kobiet w ciąży to stresująca sytuacja – muszą jechać dalej, szczególnie teraz – zimą...
Dla mnie w ogóle jest nie do pomyślenia, że powiatowa ochrona zdrowia w Polsce przy tym finansowaniu po prostu przestaje powoli istnieć, bo tak to wygląda. Szukanie oszczędności w szpitalach powiatowych i łatanie w ten sposób dziury budżetowej, to jest dla mnie jakieś nieporozumienie.
To szpital powiatowy jest pierwszą linią obrony i pierwszą linią pomocy dla pacjentów.
Nie jest dobrym rozwiązaniem kumulowanie wszystkich usług w szpitalach dużych, w centralnych ośrodkach. Tutaj, w Bieszczadach też są ludzie i oni też potrzebują opieki zdrowotnej. Uważam, że powiatowe szpitale odgrywają bardzo ważną rolę. Pandemia pokazała, jak ważne są szpitale powiatowe i gdzie trafiali najpierw pacjenci.
Nie wszystko powinno się oceniać przez pryzmat pieniędzy – chodzi o bezpieczeństwo pacjentów...
Dokładnie. Rozumiem, że jest potrzebna reforma, restrukturyzacja szpitala, rozumiem, że nie powinniśmy dublować oddziałów z sąsiadami, rozumiem, że jest taki, a nie inny trend demograficzny, ale szpital powiatowy powinien być w tym podstawowym zakresie i powinien być dobrze finansowany. Nie sądzę, że duże ośrodki ogarną całe społeczeństwo, chyba, że kolejki będą po pół roku czy rok np. do zoperowania przepukliny. Będzie na tym cierpiał pacjent.
Są wokół inne powiatowe szpitale. Pani zdaniem byłby możliwy taki scenariusz, że w jednym działa oddział ginekologiczno-położniczy, w drugim – np. ortopedyczny itd.
Byłoby to możliwe, ale do tanga trzeba trojga, jak ja mówię. Myślę, że każdy też musi ocenić swoje zasoby kadrowe, jakie ma możliwości. Potrzebna jest przede wszystkim pomoc państwa w tych przekształceniach. Restrukturyzacja to jest kosztowny i długi proces, na to trzeba pieniędzy. Nie można tylko mówić do kamer, że szpital musi się zrestrukturyzować. Szpital musi dostać na to środki, musi funkcjonować w tym czasie, i jeszcze do tego musi później spłacać zadłużenie. To nie jest prosty proces, tylko bardzo kosztowny i długofalowy.
Jak duże jest zadłużenie szpitala?
120 milionów złotych.
Od kiedy jest takie duże?
Zadłużenie Szpitala narastało latami. Poczyniono inwestycje, na które brakujące środki zabezpieczono kredytem. Szpital powinien przejść zmiany już parę lat temu. Brano kolejne kredyty w parabankach, aby szpital mógł utrzymać bieżącą działalność. Jak wiemy, to droga donikąd – dziś jesteśmy w trudnej sytuacji.
Zarządzający popełnili błędy?
Powiat jest organem nadzorującym. Za zarządzanie szpitalem odpowiada dyrektor. Nie ma idealnych ludzi czy to dyrektorów, czy radnych, tak samo jak nie ma idealnych ministrów. To jest już przeszłość i tego nie cofniemy w czasie. Musimy być tu i teraz, i patrzeć do przodu. Trzeba zmierzyć się z tą skalą problemu.
Nie żałuje pani dzisiaj decyzji o zostaniu dyrektorem szpitala?
Ja nie jestem politykiem i mnie polityka w ogóle nie interesuje. Najgorsze, co mnie przeraża, to właśnie to, że tu jest dużo, za dużo, polityki. Podjęłam się tej funkcji, bo jestem pracownikiem tego szpitala od piętnastu lat. To jest moje miejsce pracy i zamieszkania i uważam, że mieszkańcom ten szpital jest potrzebny. Nie żałuję swojej decyzji. Co było w mocy decyzji dyrektorskich, niezależnych od spraw politycznych, zrobiłam. Na pewno jest wiele osób, którym może się to nie podobać, ale ja odwagę czerpię z tego, że nigdy swojej wartości jako człowiek nie budowałam w oparciu o opinie innych ludzi. Nieważne, jaką funkcję się pełni, ważne, z jakimi intencjami w sercu się działa. Zredukowałam trzydzieści etatów, pozmienialiśmy pewne rzeczy w szpitalu, ale w tej strukturze ja już więcej zrobić nie mogę. Tu jest potrzebna zmiana struktury.
Restrukturyzacja jest droga. Szpital sam tego na pewno nie ogarnie,
a jeszcze jak dojdzie spłata długów, nie ma najmniejszych szans, żebyśmy sami temu podołali. W pełni popieram konsolidacje z większymi ośrodkami, ale też potrzebne jest wsparcie finansowe takiego procesu.
Czego pani oczekuje od osób, które mają wpływ na wasze funkcjonowanie, na waszą przyszłość?
Powiem to, co powtarzam od początku swojej kadencji, co powiedziałam też pani minister zdrowia, co mówię na sesjach rady powiatu i swoim pracownikom – żeby szpital mógł „złapać” płynność, żeby go uratować, muszą zaangażować się wszyscy – od najwyższego szczebla do najniższego, włącznie z pracownikami. Problem choćby naszego szpitala w Lesku to wynik błędów popełnionych w przeszłości ze strony zarządczej i nadzorczej, ale też finansowania systemu, finansowania świadczeń, wynagrodzeń pracowników, na które nie ma celowanych środków. Dzisiaj nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać i przerzucać się odpowiedzialnością – przeszłością nie uratujemy jutra. Trzeba przystąpić do działań. Trzeba działać dwutorowo: rozmowy o konsolidacji i jednocześnie dokonywanie zmian w szpitalu. Trzeba umożliwić zmiany szpitalu w Lesku odpowiednimi decyzjami.
Bez tych decyzji jutra nie będzie.