Ten model hospicjum działa lepiej i taniej. Polska go nie wykorzystuje
W poprzednich częściach rozmowy dr n. med. Paweł Grabowski opowiadał o swojej drodze do medycyny paliatywnej, tworzeniu pierwszego w Polsce wiejskiego hospicjum domowego i o tym, jak bardzo chorowanie i umieranie na wsi różni się od doświadczeń mieszkańców dużych miast.
W czwartej części wywiadu założyciel i prezes Hospicjum Proroka Eliasza mówi o modelu opieki, który został przebadany, uznany za skuteczny i tańszy, a mimo to wciąż nie stał się elementem systemowych rozwiązań.
Anna Kopras-Fijołek, NewsMed, Wprost: Prowadzony przez was model hospicjum, działający na terenach wiejskich, okazał się innowacyjny… Ktoś tę innowacyjność zauważył, docenił, postanowił wdrożyć w innych miejscach w Polsce?
Dr Paweł Grabowski: Badania wykazały, że to prawdopodobnie jest to tańszy sposób na opiekę, skuteczniejszy na obszarach wiejskich. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wzięło ten projekt do skalowania. W ubiegłym roku, we wrześniu, to skalowanie zakończyło w 21 miejscach w Polsce. Wyszło, że sposób sprawowania opieki, który my proponujemy, jest rzeczywiście skuteczniejszy niż to, co proponuje system. Ale – cisza. Wylądowało to gdzieś na półce.
Docenione zostało na forum europejskim...
Ponad rok temu ukończyliśmy realizację grantu z Unii Europejskiej. Projekt dotyczył zapewnienia opieki na obszarach wyludniających się, defaworyzowanych. Dostało je tylko siedem instytucji w całej Europie. My – jako jedni z siedmiu w Europie, jako jedyni w Polsce. Mimo, że jesteśmy małą instytucją, która działa na terenie zaledwie pięciu podlaskich gmin. Nasze rozwiązanie okazało się na tyle interesujące.
Wspólnie z badaczkami z Polskiej Akademii Nauk, ze współpracy z Regionalnym Ośrodkiem Polityki Społecznej, z Ośrodkiem Wspierania Organizacji Pozarządowych zrobiliśmy duże, dwuletnie badania. Pokazaliśmy, jak można zorganizować opiekę, żeby lepiej funkcjonowała.
Dlaczego jest to tak ważne?
Sytuacja demograficzna na Podlasiu jest teraz taka, jaka za lat kilkanaście, dwadzieścia parę, będzie już w całej Polsce. Społeczeństwo się starzeje, coraz mniej jest ludzi młodych. Żyjemy dłużej, ale mimo że ten czas średni życia się wydłuża, nie wydłuża się czas życia w zdrowiu. Żyjemy dłużej jako osoby zależne od innych. Mówimy: skoro na Podlasiu dzieje się to, co będzie się działo wkrótce w całej Polsce, potraktujcie nas jak laboratorium. Zobaczcie, jakich szukamy rozwiązań, jak chcemy pomagać. Po to, żeby być może za lat dwadzieścia nie obudzić się z ręką w nocniku. Nasze „opowieści” trafiają jednak jak groch o ścianę.
Mówimy o tym na różnych konferencjach. Czasem spotykamy się ze zrozumieniem, czasem niestety nie, bo medycy cały czas mają taki redukcjonistyczny model: na chorobę A – lekarstwo B, na chorobę C – operacja D i chory już jest zdrowy. A tak nie jest. Medycyna pokazuje, że chorujemy w całym kontekście społecznym, duchowym, psychicznym. Choruje nasze ciało i chorują nasi bliscy. Dopiero jak się spojrzy na to chorowanie w takiej szerokiej perspektywie, widać, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.
Mówi się o tzw. kosztach zaniechania.
Powstają wyliczenia, ile kosztuje to, że się danemu człowiekowi czegoś nie zrobiło. Na przykład – ile może kosztować to, że nie trafi pod opiekę hospicjum domowego albo do ośrodka stacjonarnego. Liczy się koszt pobytu w ośrodku, hospicjum domowym i porównuje z tym scenariuszem – ile byłoby wezwań karetki pogotowia, ile niepotrzebnych transportów medycznych, ile pobytów w szpitalu z procedurami, które niczego by nie wniosły w życie tego człowieka, ile byłoby w tym wszystkim jego cierpienia.
Teraz badania osiągnęły kolejny etap czy kolejny stopień rozwoju – liczy się tzw. wpływ społeczny. Co się dzieje z człowiekiem chorym i z jego otoczeniem, kiedy pewnych rzeczy się nie zrobi. Jak wiemy, nie tylko ten człowiek chory, choruje też całe jego otoczenie.
W 2050 roku co trzecia osoba będzie powyżej 65 roku życia. Dwie osoby nie będą mogły zająć się tą trzecią, bo ktoś musi pracować w szkole, w fabryce. Będzie potrzebna pomoc instytucjonalna. I o tym zawczasu trzeba myśleć. Będą potrzebne rozwiązania systemowe.
ZOBACZ też wcześniejsze części wywiadu z dr Pawłem Grabowskim:
Nie odpuścił marzenia o medycynie. Droga, która zaczęła się od porażki, zmieniła wszystko (cz. 1)
„Zakochałem się w medycynie paliatywnej”. Decyzja, która zaprowadziła go na Podlasie (cz. 2)
Hospicjum na końcu świata. „Na wsi choruje się i umiera inaczej” (cz. 3)