Lex szarlatan „przeszedł” przez Sejm. Rzecznik Praw Pacjenta: Ta ustawa nie uderza w ziołolecznictwo
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Pacjenci od lat wskazują, że ich największym problemem są kolejki do lekarzy, długi czas oczekiwania na badania, opisy, na rozpoczęcie leczenia. Skoro tak, do dlaczego właśnie ustawa popularnie nazywana „lex szarlatan” stała się jednym z najważniejszych projektów, o które zabiega Rzecznik Praw Pacjenta? To dziś rzeczywiście jeden z najpilniejszych problemów polskich pacjentów?
Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta: Kwestia dostępności do diagnostyki i leczenia jest niezwykle ważna, z czego wszyscy zdajemy sobie sprawę. Jednak w ramach odpowiedzialności za system ochrony zdrowia inne zadania ma Ministerstwo Zdrowia czy NFZ, a inne Rzecznik Praw Pacjenta. Rzecznik reaguje tam, gdzie może dochodzić do naruszenia praw pacjentów, prowadzi postępowania wyjaśniające, interweniuje w sprawach indywidualnych i zbiorowych, wskazuje problemy systemowe oraz działa na rzecz bezpieczeństwa pacjenta. Szczególnie ważnym obszarem jest także ochrona praw pacjentów korzystających ze świadczeń psychiatrycznych, w tym pacjentów szpitali psychiatrycznych. Oczywiście, my też jasno mówimy o tym, że dostępność do świadczeń zdrowotnych jest jednym z największych wyzwań w systemie ochrony zdrowia.
Ustawa, nazywana popularnie „lex szarlatan” jest niezwykle ważna z dwóch powodów. Pierwszy: wzmacnia instytucję Rzecznika Praw Pacjenta, a im jest ona mocniejsza i silniejsze są narzędzia, którymi możemy reagować na różnego rodzaju patologie, tym mocniejsza pozycja pacjenta. Przepisy ustawy wzmacniają nasze kompetencje w kwestii prowadzenia postępowań o naruszenie zbiorowych praw pacjenta, jeśli chodzi o podmioty medyczne.
Po drugie, obserwujemy, że szarlataństwo ma coraz większe zasięgi. Sprzyja temu celowe podważanie autorytetów, dezinformacja – tworzona również po to, by podważać zaufanie do organów państwa, instytucji państwowych. To powoduje, że pacjent poddawany manipulacji – i to bardzo perfidnej – gdy jest postawiony pod ścianą, bo ma chorobę nowotworową, często pada ofiarą różnego typu oszustów i szarlatanów.
Te oszustwa są różnego kalibru. Niektóre – można powiedzieć: są mniej szkodliwe, gdy pacjentowi są oferowane pseudosuplementy, które nie mają żadnej wartości medycznej. Pacjent traci „tylko” środki finansowe. Niestety jednak, coraz częściej obserwujemy, że pacjentowi, który ma ciężką chorobę, są oferowane metody niemające nic wspólnego z leczeniem. Przykład – Oskar D. – który de facto odradzał pacjentom leczenie.
Oskar D. został jednak oskarżony. Dlaczego obecne przepisy prawa nie są wystarczające, by takie osoby ścigać?
Został oskarżony, ale ile ilu takich Oskarów nadal działa? Na podstawie obecnych przepisów bardzo trudno ich ścigać, ponieważ musi być realna szkoda, poszkodowany pacjent, żeby organy ścigania wszczynały postępowanie. Potrzebny jest wyspecjalizowany organ, który będzie działał szybko.
W celu ograniczenia piramid finansowych są prowadzone działania przez UOKiK i Komisję Nadzoru Finansowego. Niezależnie od tego piramidą finansową zajmuje się prokuratura. Skoro państwo polskie uznało, że powinniśmy chronić obywateli przed piramidami finansowymi, żeby nie powtórzyła się afera Amber Gold, a chodzi tu „tylko” o pieniądze, to tym bardziej powinniśmy ścigać oszustów, którzy żerują nie tylko na pieniądzach, ale też kradną nasze zdrowie. Takich szarlatanów jest więcej, a każdy z nich mieć wiele tysięcy obserwatorów w mediach społecznościowych. Jeden oszust może zmanipulować kilkanaście tysięcy osób, którzy będą mu wierzyć i doprowadzić do zgonu wielu osób.
Oskar D. na swoich mediach społecznościowych miał kilkadziesiąt tysięcy obserwatorów. A to cyniczny oszust, który żerował na pacjentach. Dlatego ta ustawa jest tak ważna. Oczywiście, ona nie spowoduje, że nasz system ochrony zdrowia będzie wydajniejszy, opieka będzie bardziej skoordynowana, a pacjent lepiej zaopiekowany. Jest jednak jednym z elementów, które my, jako Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, chcemy do tego systemu dołożyć, żeby powiedzieć: „Tak, ten problem związany z oszustwami medycznymi został w Polsce wyeliminowany”.
To znaczy, że będziecie aktywnie poszukiwać osób, które np. w mediach społecznościowych oferują niesprawdzone metody leczenia? Nie będziecie czekać na zgłoszenie od pacjentów?
Nie będziemy bazować tylko na zgłoszeniach od pacjentów. Będziemy sami takich osób szukać. Liczymy też na współpracę z personelem medycznym, a także z dziennikarzami i osobami zaangażowanymi społecznie.
W sprawie Oskara D. bardzo szybko złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, która je umorzyła. Musieliśmy to zaskarżyć do sądu. Prokuratura zajęła się tą sprawą dopiero po dwóch latach. O ile szybciej moglibyśmy ostrzec społeczeństwo, zablokować szkodliwą działalność, gdybyśmy mieli uprawnienia, na których nam w tej ustawie zależy. Po to, żeby móc powiedzieć, że państwo polskie chroni przed oszustwami medycznymi, tak jak chroni przed oszustwami finansowymi.
Gdy ustawa wejdzie – co będzie Pan mógł zrobić w takich sprawach, jak Oskara D?
Będę mógł ostrzec społeczeństwo i mam nadzieję, że już to spowoduje, że część potencjalnych ofiar da się uchronić. Po drugie – na skutek postępowania administracyjnego – jeśli będziemy mieć dowody, wydamy decyzję zakazującą tego typu praktyk i od razu nakładającą karę finansową. Rzecznik Praw Pacjenta może współpracować z prokuraturą, z Krajową Administracją Skarbową i innymi instytucjami, co spowoduje, że tego typu działalność zostanie zatrzymana. Chcielibyśmy móc zareagować szybko i sprawnie.
Sprawa takich oszustów jak Oskar D. jest ewidentna. Co jednak z ziołolecznictwem, homeopatią? Głośna była sprawa doktor Hanny Chmiel-Pietriczenko dotycząca stosowania homeopatii. Jakie argumenty przesądziły o uznaniu tych praktyk za naruszające zbiorowe prawa pacjentów? Lekarka od lat stosowała m.in. homeopatię, ale nie tylko. W rezultacie sama zrezygnowała z prawa wykonywania zawodu.
Pani doktor funkcjonowała jako lekarz, którego obowiązuje kodeks etyki lekarskiej. Lekarz to zawód zaufania publicznego, którego dotyczą pewne normy etyczne i moralne. Środowisko lekarskie wprost mówi, że homeopatia nie działa. Nie ma żadnych dowodów naukowych, które potwierdzałyby, że działa leczniczo. W tym przypadku należy także zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, co pokazują nagrania na YouTubie – padały tam stwierdzenia Pani doktor, że homeopatia powinna być stosowana nawet wówczas, gdy dziecko ma zapalenie płuc, w tym także w przebiegu ostrego zapalenia płuc, nawet w stanie zagrażającym życiu, a także w przebiegu leczenia covid-19
Na naszą decyzję zakazującą tego typu działalności, została zgłoszona skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Rozstrzygnie on, czy rację ma podmiot, który złożył skargę, czy instytucja Rzecznika Praw Pacjenta. W tym konkretnym przypadku podjęliśmy działania, bo czymś innym jest mówienie o pewnych jego walorach ziołolecznictwa, a czymś innym mówienie, że stosując homeopatię można wyleczyć poważną chorobę.
Część lekarzy wykorzystuje zioła czy homeopatię w swojej praktyce – czy będzie to karane?
Nie. To nie jest tak, że Biuro Rzecznika Praw Pacjenta uwzięło się na ziołolecznictwo lub homeopatię. Nie podejmujemy w tym obszarze działań, jeśli ktoś mówi uczciwie, że homeopatię można stosować. To trochę jak placebo. Ale jeśli ktoś diagnozuje u małego dziecka zapalenie płuc i jako metodę oferuje homeopatię, to będziemy reagować.
Projekt ustawy zakłada, że świadczenia medyczne mają być zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jak ją definiować, patrząc na to, że wiedza medyczna wciąż się zmienia?
Sformułowanie „aktualna wiedza medyczna” znajduje się przynajmniej w 14 aktach prawnych rangi ustawowej i kilkudziesięciu rozporządzeniach. Nasz system ochrony zdrowia jest oparty na aktualnej wiedzy medycznej. Jeśli chodzi o Krajową Sieć Onkologiczną, to świadczenia powinny być udzielane zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną. Podobne sformułowania są też np. w ustawie o zawodzie lekarza, ustawie o prawach pacjenta. Ustawa „lex szarlatan” w żaden sposób nie wyklucza eksperymentu medycznego. Jeśli lekarz uważa, że ma metodę, która się sprawdza i np. kurkumina leczy nowotwór, to przecież może to zbadać. Dziwnym trafem osoba, która oferowała kurkuminę, tego nie zrobiła. Jeśli ktoś uważa, że iwermektyna, czyli lek przeciwpasożytniczy, leczy nowotwór, to niech przeprowadzi badanie kliniczne, które to zweryfikują. Ta ustawa nie wyklucza badań klinicznych, eksperymentu medycznego, ale nie może to być na takiej zasadzie, że „mi się wydaje, że coś może pomóc”. To często decyduje o życiu lub śmierci. Jeśli ktoś uważa, że dana substancja leczy, to niech to udowodni.
Ta ustawa mówi tylko jedno: nie wprowadzaj w błąd, nie oszukuj. Nie zabieraj życia pacjentowi twierdząc, że coś pomaga, skoro nie masz na to dowodów.
Takie gabinety jak „holistyczne centrum terapii naturalnej”, gabinet irydologiczny – dalej będą funkcjonować?
Nie ma znaczenia nazwa. Jest tylko jedna zasadnicza kwestia: „Nie oszukuj”. Niech irydolog nie twierdzi, że potrafi zdiagnozować lub wyleczyć stwardnienie rozsiane czy nowotwór. Ja to porównam do pójścia do wróżki. Jeśli ktoś chce pójść do wróżki i za to zapłacić, to jego wolna wola. Nie jest dozwolone oszustwo.
Tak jak nie jest dozwolone oszustwo, jeśli chodzi o kwestie finansowe, tak nie powinno być dozwolone oszustwo w kwestiach medycznych. Nie oszukuj, że diagnozujesz, że potrafisz wyleczyć metodami, które nie mają żadnego potwierdzenia w dowodach naukowych.
Jeśli uważamy, że oszustwo „na wnuczka” czy takie działania jak w aferze Amber Gold są przestępstwem, to tym bardziej powinniśmy uznać, że oszustwem jest zabieranie komuś życia i zdrowia poprzez stwierdzenie, że suplementami, homeopatią, ziołami czy innymi metodami wyleczy nieuleczalną chorobę. Tu powinniśmy jednoznacznie postawić granicę.