Szef samorządu lekarskiego: Ustawa o jawności zarobków to bubel

Dodano:
Łukasz Jankowski Źródło: Materiały prasowe / NIL/Youtube
Nie jest winien lekarz, który robi wiele zabiegów, nie jest winien dyrektor, który zarabia dla szpitala pieniądze, winien jest NFZ – mówi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski był gościem Renaty Grochal w programie "Bez uników" w radiowej Trójce. Tematem rozmowy były przede wszystkim wynagrodzenia lekarzy.

To bezsilność systemu

Na początku rozmowy Jankowski skomentował historię spółki neurochirurgów, która za godzinę pracy dostawała 26 tys. zł. – Musi to wyjaśnić prokuratura i niezależny sąd. My również wszczęliśmy postępowanie w tej sprawie jako Naczelna Izba Lekarska – powiedział.

Podkreślił, że w tym przypadku nie można jednak mówić o zarobkach lekarzy. – Mówimy o jakimś procederze, który pokazuje bezsilność systemu. Jeżeli ten proceder trwał od kilku lat, jeżeli zgadzał się na niego dyrektor, organ zarządzający szpitala, jeżeli były kontrole i nic nie wykazywały, to znaczy, że system nie wie, na co wydawane są publiczne pieniądze. A jeżeli są wydawane niezgodnie z prawem, to już dawno ktoś powinien powiedzieć "stop" i zgłosić sprawę do prokuratury – tłumaczył.

Przyznał, że kwota 26 tys. zł za godzinę pracy rozbudza wyobraźnię. – W naszym środowisku, kiedy wybuchła ta bomba, ludzie przecierali oczy ze zdumienia. Myślę, że każdemu Polakowi nie mieści się to w głowie, żeby spółka neurochirurgów zarabiała jak Leo Messi w Interze Miami. To nie są zarobki adekwatne w żadnej mierze do wykonywanej pracy. Już widzimy, że rzeczywiście adekwatne nie były – podkreślił.

Jankowski dodał, że ta historia wpisuje się w rozmowę o wynagrodzeniach personelu medycznego. – Ta historia i zachowanie tych osób prawdopodobne robi krecią robotę całemu środowisku. To nie jest tak, że dzisiaj przychodzi neurochirurg albo ktokolwiek inny i dostaje 26 tys. zł za godzinę. To jakieś ekstremum – ocenił. Zapytany przez Renatę Grochal, ilu jest w Polsce lekarzy, którzy tyle zarabiają, prezes NRL odpowiedział, że "nie zna lekarza, który zarabia jak piłkarz renomowanego klubu zagranicznego".

Nie będzie radykalnych zmian

Jankowski zaznaczył, że nie liczy na przełomowe pomysły dotyczące naprawy ochrony zdrowia.

– Nie sądzę, żeby czekała nas wielka reforma. Do takiej reformy my jako środowisko jesteśmy gotowi, mamy swoje propozycje. Ale sądzę, że pojawią się jakieś oczekiwane przez ludzi propozycje, na przykład ograniczenie w budżecie procentu na pensje personelu medycznego, ograniczenie czasu pracy. Być może jakieś wyjście do przodu, jeżeli chodzi o kontrakty lekarzy i innych zawodów medycznych. Uważam, że tutaj polityka gra bardzo dużą rolę. Jesteśmy rok przed wyborami i dla partii rządzącej reforma niestety może być w tym trudniejsza, że patrzą na nią ze względów politycznych, a nie realnych – zaznaczył.

Sejmowy bubel

Szef samorządu lekarskiego skrytykował ustawę o jawności zarobków. – Sejm uchwalił bubel. Gdyby ten bubel wszedł w życie, to nadal nie dowiedzielibyśmy się o zarobkach neurochirurgów, ponieważ oni pracowali w ramach spółki, otrzymywali wynagrodzenie w ramach spółki, a ustawa takich spółek nie obejmuje – podkreślił.

Dodał, że ustawa jest dziurawa i nie gwarantuje bezpieczeństwa danych, a jednocześnie nie zapewnia jawności wynagrodzeń.

– To wydmuszka mająca na celu jedynie odwrócić uwagę opinii publicznej i pokazać, że jakaś jawność, transparentność opinii publicznej się należy. Tymczasem tej transparentności nie ma – przekonywał.

Demoralizacja i patologia

Zaprzeczył też, że lekarze sprzeciwiają się powiązaniu informacji o zarobkach z numerami PESEL lub Prawem Wykonywania Zawodu, bo nie chcą ujawniać zarobków. Takie sugestie nazwał „teorią spiskową”. Przekonywał, że lekarze sami chcieliby wiedzieć, gdzie są kominy płacowe, bo są one głęboką niesprawiedliwością.

– To rozwarstwienie jest demoralizujące, demotywujące dla młodych lekarzy do nauki, do rozwoju na tych oddziałach, gdzie procedury są źle wycenione. W mojej ocenie to musi się skończyć i my o to apelujemy – wyjaśnił.

Dodał, że patologią jest wycena procedur, bo „fundusz zapłacił dyrektorowi szpitala, żeby ten podpisał kontrakt na daną świetnie wycenioną procedurę z operatorem”. – Przez to biorą się wysokie zarobki lekarzy, ale nie jest winien lekarz, który robi wiele zabiegów pod rząd, leczy pacjentów, skraca kolejkę. Nie jest winien dyrektor, który zarabia dla szpitala pieniądze. Winien jest Narodowy Fundusz Zdrowia i AOTMiT, który źle wycenił procedury medyczne – zaznaczył.

Zaznaczył, że należy skończyć z mitem, według którego 90 proc. budżetów szpitali lub przychodni idzie na wynagrodzenia lekarzy. Ocenił, że na pensje lekarskie wydawane jest ok. 20-30 proc. – Jeżeli jakiś dyrektor czy polityk mówi, że 90-100 proc. to wynagrodzenia lekarzy, to on po prostu mija się z prawdą. Faktem jest, że koszt wynagrodzeń w budżecie wzrasta co roku, one z niegodnie niskich wystrzeliły wręcz, w mojej ocenie, do godnych zarobków – powiedział.

W jego ocenie problemem w ochrony zdrowia jest to, że „lekarze mają obecnie europejskie zarobki”, ale nie ma europejskiego systemu opieki zdrowotnej.

Pozytywnie natomiast ocenił pomysł monitorowania czasu pracy lekarzy. – To rozwiązanie dobre, potrzebne. Jest patologią, że ktoś pracuje nawet 500 godzin w miesiącu. Jest to zagrożenie dla bezpieczeństwa chorych. Gdyby były takie "tachografy", to radny Dawid Kacprzyk nie mógłby wykazywać setek godzin w różnych ośrodkach naraz – podkreślił.

Wina polityków

Prezes NRL powiedział, że patologie w służbie zdrowia to również wina polityków, także lokalnych. – W wielu powiatach szpital to jest największe miejsce pracy w regionie. W związku z tym jasne jest, że politycy traktują szpitale jako polityczne łupy. Może to jest mocne słowo, ale jednak koledzy z całej Polski mówią o tym, że dyrekcja trwa tyle, ile trwa władza w samorządzie, a potem dyrektorzy są wymieniani – powiedział.

Uznał takie postępowanie za "skrajnie niekorzystne dla ochrony zdrowia i dla pacjentów". – Często niestety decyduje nie merytoryka, a przynależność partyjna, dlatego krzyczymy dzisiaj, że to musi się skończyć. Gdyby radny Kacprzyk nie miał pleców politycznych, nie był radnym Platformy Obywatelskiej albo jakiegokolwiek innego klubu, to będąc rezydentem drugiego roku, nie zarobiłby miliona sześćset złotych i nie jeździłby Porsche Panamera, bo to jest po prostu fizycznie niemożliwe – podkreślił.

"Żałuję tych słów"

Prowadząca rozmowę zapytała też Jankowskiego o jego wpis, w którym przekonywał, że „jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami”, a „jesienią będzie Armagedon”.

– Chciałem moich kolegów podnieść na duchu ze względu na hejt, który na nas spadł. Mieliśmy poczucie, że rząd traktuje nas jak wygodnego kozła ofiarnego w całej tej sytuacji. Tych słów żałuję, były zbyt mocne wtedy i wykorzystane przez opinię publiczną w sposób nieadekwatny – wyjaśnił.

Dodał też, że wolałby, żeby jego przepowiednie dotyczące stanu ochrony zdrowia w najbliższym czasie się nie spełniły, jednak zaznaczył, że Armagedon „będzie, jak co roku”, kiedy placówki wyczerpują środki z kontraktów. Sytuację dodatkowo pogarsza ogłoszona niedawno przez NFZ wypłata tzw. nadlimitów dopiero po roku.

– W związku z tym na pewno dla pacjentów, ale i dla nas lekarzy, to będzie ciężki czas. A my będziemy wskazywani palcem jako ci, którzy są winni. My nie jesteśmy temu winni, że rząd składa obietnice bez pokrycia. Co styczeń i co listopad okazuje się, że rację mieliśmy my, alarmując, a nie rząd – mówił Jankowski.

Źródło: Polskie Radio
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...