Już ponad 1,5 tys. ofiar wirusa Ebola. W ostatnich dniach ta liczba dramatycznie wzrosła
Władze Demokratycznej Republiki Konga poinformowały, że do tej pory stwierdzono 3532 zakażenia wirusem Ebola. Zmarło 1556 chorych. Jeszcze 23 lipca informowano o 2536 potwierdzonych przypadkach zakażenia i 1033 zgonach. To oznacza, że w ciągu tygodnia liczba przypadków śmiertelnych wzrosła o ponad 500.
Najszybciej w historii
Szybko rozprzestrzeniająca się epidemia wirusa Ebola w DRK stała się drugą co do wielkości epidemią tej choroby na świecie. „To najszybciej rozprzestrzeniająca się epidemia wirusa Ebola, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Świat musi zwrócić na to znacznie większą uwagę” – mówił kilka dni temu agencji Reutera Carl Skau, pełniący obowiązki szefa Światowego Programu Żywnościowego ONZ.
Według amerykańskiej agencji Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) w ciągu niecałych trzech miesięcy od momentu wybuchu epidemii, wirus zabił pięć razy więcej osób niż poprzednie epidemie na tym samym etapie.
Trudno opanować epidemię
Epidemia jest spowodowana rzadkim szczepem wirusa Ebola Bundibugyo, na który nie ma zatwierdzonej szczepionki (dopiero trwają prace) ani ukierunkowanych leków. Opanowanie skali zakażeń jest trudne ze względu na panujące warunki. Epidemia dotyczy przede wszystkim wschodniej części DRK, która od lat jest targana konfliktami etnicznymi. Działają tam wiele grup zbrojnych, jednocześnie możliwości zapanowania nad epidemię są ograniczone ze względu na drastyczne cięcia w pomocy humanitarnej.
Najnowsze dane wskazują, że tylko epidemia w Afryce Zachodniej w latach 2014-2016 była poważniejsza – według Światowej Organizacji Zdrowia odnotowano wtedy 28 616 przypadków i 11 310 zgonów w Gwinei, Liberii i Sierra Leone.
Ratownicy są wyczerpani
Angele Gapio, szefowa ds. sytuacji kryzysowych w organizacji charytatywnej Caritas mieście Bunia, stolicy prowincji Itiru, gdzie jest najwięcej zakażeń, powiedziała agencji Reutera, że kampanie informacyjne nie przynoszą rezultatów, a ratownicy na pierwszej linii są „wyczerpani i ztraumatyzowani”.
„Choroba zadomowiła się już w społeczności” – podkreśla „Ludzie nadal szukają leczenia u tradycyjnych uzdrowicieli, a łańcuch transmisji nie jest przerywany” – dodaje
Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia rzeczywista skala epidemii może być nawet czterokrotnie wyższa niż sugerują oficjalne dane.