Za niskie limity NFZ, pacjenci czekają miesiącami na zabieg. Kardiolog: Część umiera w kolejce
- Od kilku miesięcy kardiolodzy alarmują, że obecny poziom limitów wykonywania zabiegów TAVI jest zbyt niski. Jak mówił Wprost prof. Waldemar Banasiak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, obecny poziom limitów nie odpowiada ani potrzebom pacjentów, ani zdolności wykonawczej ośrodków. Limit TAVI na 2026 r. wynosi 2 845 procedur wobec 4 948 wykonanych w 2025 r. i jest niższy o ponad 42 proc.
- Prof. Waldemar Banasiak wskazywał, że w przypadku chorych z ciężką stenozą aortalną, którzy nie kwalifikują się do leczenia chirurgicznego, śmiertelność po roku wynosiła 50,7 proc. w grupie leczonej zachowawczo i i 30,7 proc. po TAVI, co odpowiada bezwzględnej redukcji ryzyka zgonu o 20,0 punktów procentowych.
- Z ankiety Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wynika, że nawet w połowie ankietowanych ośrodków czas oczekiwania na zabieg TAVI przekracza 6 miesięcy. Część pacjentów umiera w kolejce, nie doczekując zabiegu – mówi prof. Zenon Huczek.
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: TAVI – małoinwazyjna metoda leczenia ciężkiego zwężenia zastawki aortalnej (stenozy aortalnej). Dla jakich pacjentów takie zabiegi są wskazane? Dla kogo powinny one być pierwszym wyborem?
Prof. Zenon Huczek, I Klinika Kardiologii WUM, przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych (AISN) PTK: Przezcewnikowa implantacja zastawki aortalnej (TAVI) jest przeznaczona dla pacjentów, którzy mają objawowe zwężenie zastawki aortalnej (stenozę aortalną). To choroba występująca głównie osób powyżej 60. roku życia. Chorych w Polsce będzie coraz więcej ze względu na starzejące się społeczeństwo.
Metoda TAVI powstała dlatego, że u pacjentów starszych, z chorobami współistniejącymi, chirurgiczna wymiana zastawki aortalnej nie jest możliwa ze względu na wysoką śmiertelność okołozabiegową. Technicznie wymiana zastawki aortalnej jest skuteczna, ale starszy pacjent często nie przeżywa operacji.
Chorzy po 80. roku życia nie byli kwalifikowani do klasycznych zabiegów, a jeśli nawet byli operowani, to wyniki nie były optymalne. Dlatego pojawił się pomysł „dostarczenia” zastawki w sposób małoinwazyjny.
Pierwszy taki zabieg wykonano na świecie w 2002 roku. Na szerszą skalę zabiegi TAVI zaczęto wykonywać w Europie w latach 2006-2007, a w Polsce 3-4 lata później. Ich liczba z roku na rok rosła. W 2025 roku wykonano w Polsce 4998 zabiegów TAVI.
Kto przede wszystkim powinien być leczony metodą TAVI?
Początkowo TAVI stosowano przede wszystkim u pacjentów starszych i obciążonych dużym ryzykiem związanym z operacją kardiochirurgiczną. Obecnie, zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, wskazania do TAVI obejmują coraz szerszą grupę pacjentów. Doświadczenia w stosowaniu tej metody są coraz większe, zastawki i systemy doprowadzające są ulepszane.
Obecnie wytyczne europejskie mówią, że jest to zabieg wskazany u pacjentów ze stenozą aortalną, powyżej 70. roku życia, niezależnie od czynników ryzyka. Oznacza to, że znaczna większość chorych ze stenozą aortalną jest kandydatami do zabiegu TAVI, a nie do klasycznej operacji kardiochirurgicznej.
To bezpieczniejsze leczenie?
To metoda, która charakteryzuje się podobną skutecznością, a dużo mniejszą inwazyjnością w porównaniu do klasycznej wymiany zastawki metodą chirurgiczną – z rozcięciem klatki piersiowej, podłączeniem krążenia pozaustrojowego i zatrzymaniem pracy serca.
W ubiegłym roku zabiegi TAVI wykonano w Polsce prawie u 5 tys. pacjentów. Czy to oznacza, że wszyscy pacjenci, którzy mają takie wskazania, mogą być w taki sposób leczeni?
Według szacunkowych europejskich danych epidemiologicznych, powinniśmy w Polsce co roku wykonywać ok. 11 tys. zabiegów TAVI rocznie. Mówimy o pacjentach, którzy mają na tyle poważne zwężenie zastawki aortalnej, że jest ono przyczyną objawów, często poważnych.
Objawy stenozy aortalnej to przede wszystkim duszność wysiłkowa (pacjent np. męczy się przy wchodzeniu na piętro), ból w klatce piersiowej, nagłe omdlenia. Najczęściej pacjenci skarżą się na uczucie braku powietrza i duszność wysiłkową. Część pacjentów nie ma objawów, ale ma stwierdzoną stenozę.
W nowych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego nawet u pacjentów bezobjawowych zalecane jest wykonanie zabiegu TAVI.
Niestety, w Polsce tych zabiegów nie wykonujemy nawet u wszystkich pacjentów objawowych. Wciąż wykonuje się u nas za mało zabiegów. W ostatnich latach wzrost liczby wykonywanych zabiegów był widoczny: goniliśmy Europę. Jednak w ostatnich 1-2 latach pojawiły się duże limity NFZ na wykonywanie zabiegów TAVI.
Tego typu zabiegi mogą być w Polsce wykonywane w szpitalach, w których jest oddział kardiochirurgiczny. W Polsce to ok. 30 placówek: największe ośrodki uniwersyteckie, instytuty, duże szpitale. Niestety, wszystkie ośrodki mają narzucane limity wykonywania tych zabiegów.
To znaczy, że pacjent musi czekać na zabieg: często pół roku i więcej. Co de facto oznacza półroczne oczekiwanie na zabieg dla pacjenta z ciężką stenozą aortalną?
U niewielkiego procenta pacjentów dynamika stenozy jest bardzo szybka, taka jak w zawale serca. U zdecydowanej większości nie jest to tak szybko postępująca choroba, kiedy ważne są minuty czy godziny. W tym przypadku liczą się jednak tygodnie. Miesiąc czy dwa miesiące oczekiwania to dużo dla chorego, który już ma objawy stenozy.
Z ankiety AISN, którą przeprowadziliśmy, wynika, że nawet w połowie ankietowanych ośrodków czas oczekiwania na zabieg TAVI przekracza 6 miesięcy. Są ośrodki, gdzie ten czas jest jeszcze dłuższy. W jednym ze szpitali czas oczekiwania wynosi 18 miesięcy, a nawet zbliża się do dwóch lat.
Dużo zależy od regionu, ale generalnie kolejki są zbyt długie. A jest to procedura ratująca życie. Pacjent może umrzeć, w oczekiwaniu na zabieg albo stenoza może się zaostrzyć do tego stopnia, że spowoduje ciężką niewydolność serca. Spóźnione wykonanie zabiegu TAVI u pacjenta z ciężką niewydolnością serca jest mniej skuteczne i nie przynosi spodziewanej poprawy stanu zdrowia.
Zdarzają się sytuacje, kiedy musi Pan powiedzieć, że trzeba czekać w kolejce za zabieg?
Myślę, że każdy lekarz wykonujący zabiegi TAVI miał takie doświadczenie. Nasz ośrodek jest w stosunkowo dobrej sytuacji jako klinika WUM, jednak polskie dane pokazują, że sytuacje bywają bardzo dramatyczne. W dużych ośrodkach kolejka wydłuża się. Zdarza się, że pacjenci umierają, nie doczekując zabiegu. To niestety jest nasza rzeczywistość.
A jednocześnie są ośrodki, jest gotowość do leczenia, specjaliści także…
Tak. Zespoły lekarskie są wyszkolone, sprzęt jest, czyli inwestycje zostały poczynione, natomiast brakuje odpowiedniego finansowania. To bardzo krótkowzroczne myślenie, bo niewykonanie procedury na czas wiąże się z większym kosztem dla systemu ochrony zdrowia. Nieleczony pacjent często trafia w ostrym stanie na izbę przyjęć. To wszystko sumarycznie kosztuje znacznie więcej niż wykonanie zabiegu na czas.
Problem tkwi w tym, że pacjenci zakwalifikowani do terapii ratującej życie muszą miesiącami czekać z powodu ograniczeń finansowania.
Limity na 2026 rok nie spowodują, że tych procedur będzie więcej. W 2025 roku w stosunku do 2024 liczba wykonanych procedur wzrosła „wirtualnie” jedynie o 1,7 proc.
Obawiamy się, że w 2026 roku może być nawet spadek liczby wykonywanych procedur. A powinniśmy oczekiwać wzrostów o co najmniej o 20-30 proc. rok do roku.
Ci pacjenci nie mają alternatywy? Nie można im zaproponować innego, równie skutecznego sposobu leczenia?
Nie, ponieważ jedyną metodą leczenia jest wszczepienie zastawki. Można to zrobić metodą klasyczną, ale ci chorzy nie kwalifikują się do takiej metody leczenia. Powinni mieć wykonany zabieg TAVI. Leczenie farmakologiczne w dłuższej perspektywie jest nieefektywne.
Skoro jest to leczenie ratujące życie, to powinno być świadczeniem nielimitowanym, podobnie jak w przypadku leczenia onkologicznego?
Jako Asocjacja Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zgłosiliśmy taki postulat, wysłaliśmy go do Ministerstwa Zdrowia. Leczenie ostrych zespołów wieńcowych jest procedurą nielimitowaną (jesteśmy w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o leczenie choroby wieńcowej). Podobnie powinno być w przypadku stenozy aortalnej.
Na pewno tych zabiegów wykonuje się w Polsce zbyt mało. Jeżeli uważamy się za nowoczesne społeczeństwo i chcemy mieć nowoczesne leczenie, to co roku powinniśmy mieć wzrost liczby wykonanych procedur co najmniej o 20-30 procent (aż do osiągnięcia celów epidemiologicznych).
Podsumowując: dziś zalecenia Europejskiego i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w tym zakresie nie są realizowane?
Jedynie w połowie; statystycznie – szacunkowo mniej niż co drugi pacjent w Polsce przechodzi ten zabieg we właściwym czasie. Chorych jest naprawdę wielu. Pacjent zostaje zapisany na bardzo odległy termin lub przed zbliżającym się terminem TAVI niejednokrotnie dostaje telefon, że zabieg jest musi być odłożony z powodu limitów. I umiera, czekając. Niestety, taka jest rzeczywistość.
W naszym społeczeństwie jest już duża świadomość konieczności leczenia nowotworów. To bardzo dobrze, jednak rokowanie pacjenta w nieleczonej objawowej stenozie aortalnej jest takie samo jak w nowotworze złośliwym. Jeśli nie leczymy pacjenta z objawową stenozą aortalną, to tak jakbyśmy chorego na nowotwór pozostawili bez leczenia. Stenoza aortalna to choroba bardzo niebezpieczna, a procedura TAVI jest bardzo skuteczna i nie powinno być limitów w jej stosowaniu.
Wywiad został opublikowany w wydaniu Wprost o Kardiologii 2026