Komendantka szpitala wojskowego: Każdy powinien spakować plecak ewakuacyjny
- Przygotowanie na kryzys zwiększa szanse na przetrwanie. Warto już dziś zgromadzić zapasy wody, żywności i leków, skompletować plecak ewakuacyjny oraz ustalić z bliskimi sposoby komunikacji na wypadek zagrożenia.
- Aktualne szczepienia, kompletna dokumentacja medyczna, znajomość zasad pierwszej pomocy i umiejętność reagowania w sytuacjach kryzysowych pomagają chronić siebie i innych. Bezpieczeństwo państwa zależy od zdrowia i solidarności obywateli. Kondycja fizyczna i psychiczna społeczeństwa, troska o osoby wymagające wsparcia oraz silne więzi wspólnotowe budują odporność Polski na kryzysy. – Kryzysy się zdarzają: bądźmy na nie gotowi – mówi ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, komendant Wojskowego Instytutu Medycznego.
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Niepewna sytuacja za wschodnią granicą, alarmy w południowo-wschodniej Polsce: z Pani punktu widzenia – lekarza wojskowego, ale też pediatry, jak powinniśmy się przygotować do tej sytuacji? Czy każdy powinien już spakować plecak ewakuacyjny? A jeśli tak, to co powinno się w nim znaleźć?
Ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, komendant Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB: Na kryzys zawsze lepiej być przygotowanym – i nie chodzi wyłącznie o wojnę. Równie dobrze może to być powódź czy inna klęska żywiołowa. Rządowy poradnik bezpieczeństwa zaleca, by zgromadzić zapasy na mniej więcej 3 dni. Ja poszłabym dalej: na miesiąc, zwłaszcza jeśli chodzi o leki. Podstawą są woda i żywność o długim terminie przydatności. Do tego domowa apteczka – podobna do tej, którą zabieramy na wakacje: leki przeciwgorączkowe i przeciwbólowe, środki dezynfekujące, opatrunki, a przede wszystkim leki, które przyjmujemy na stałe. Nie zapominajmy też o nożyczkach, latarce i zapasowych bateriach.
To podstawowe ABC, które powinno się znaleźć w każdym domu. Osoby chorujące przewlekle powinny dodatkowo skompletować swoją dokumentację medyczną.
Krótkofalówka, radio na baterie: to też powinno znaleźć się w plecaku?
Krótkofalówka nie jest niezbędna. Jednak warto wypracować sobie – w rodzinie – sposoby komunikacji na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. Przekonałam się o tym podczas usuwania skutków powodzi na Dolnym Śląsku – zniszczona infrastruktura odcięła tam ludzi od łączności. Na taki scenariusz też trzeba być gotowym i wiedzieć, co wtedy robić.
Każdy dziś zadaje sobie pytanie: czy warto, czy trzeba, czy to jest konieczne? I każdy chciałby odsunąć od siebie tę myśl, żeby nie żyć w lęku.
Ja uważam, że lepiej do niespodziewanych sytuacji być przygotowanym niż dać się zaskoczyć i wpaść w panikę. To, co decyduje o powodzeniu w trudnych sytuacjach, co daje większe szanse na przeżycie, to właśnie przewidywanie i przygotowanie.
Co jeszcze powinniśmy zrobić, by czuć się bezpieczniejsi w razie niespodziewanej sytuacji?
Choćby nauczyć się zasad pierwszej pomocy, albo je sobie przypomnieć: jak prowadzić resuscytację, jak zatamować krwotok. Dziś jest na to bardzo dobry moment, bo takich kursów przybywa; prowadzą je m.in. firmy zrzeszające ratowników medycznych. Coraz więcej szkoleń obronnych organizuje też wojsko i z tej oferty również warto skorzystać.
Czy trzeba być sprawnym fizycznie 20–30-latkiem, żeby uczestniczyć w kursach organizowanych przez wojsko?
Niekoniecznie. Kursy są otwarte dla wszystkich grup wiekowych, więc naprawdę każdy może w nich uczestniczyć.
Bezpieczeństwo to także dbanie o własne zdrowie – profilaktyka, szczepienia?
Zdecydowanie tak. Za własne zdrowie odpowiadamy przede wszystkim my sami. Powinniśmy wiedzieć, na co chorujemy, jak przebiega nasza choroba, jakie mogą być jej powikłania i jakie leki przyjmujemy.
Dobrze też mieć kompletną dokumentację medyczną. Osoby z chorobami rzadkimi lub wymagającymi nietypowego leczenia powinny mieć ją dodatkowo przetłumaczoną, np. na język angielski.
Warto nadrobić także zaległe szczepienia – teraz jest na to dobry moment. Zachęcam również do szczepień zalecanych dla dorosłych i dzieci. Najlepiej wykonać je teraz, gdy dostęp do lekarza i do szczepionek nie jest niczym ograniczony.
Gdyby doszło do konfliktu zbrojnego, system ochrony zdrowia zajmie się tym w ostatniej kolejności, bo priorytetem będzie ratowanie rannych. A właśnie w czasie kryzysu ryzyko zakażeń gwałtownie rośnie. Ludzie przebywają w dużych skupiskach, w schronach czy punktach ewakuacyjnych, brakuje czystej wody, trudniej o higienę, a dostawy leków i szczepionek mogą zostać przerwane.
W takich warunkach łatwo o ogniska chorób, które dziś wydają się nam odległe, jak odra czy krztusiec. Pamiętajmy też o tężcu: do zakażenia może dojść przy każdym zranieniu w zanieczyszczonym terenie, a dorośli powinni przyjmować dawkę przypominającą co 10 lat. Szczepiąc się, chronimy nie tylko siebie, lecz także najsłabszych: niemowlęta, seniorów i osoby przewlekle chore.
Powinniśmy nauczyć się żyć z taką sytuacją zagrożenia, traktując ją jako coś naturalnego?
Przede wszystkim powinniśmy myśleć i rozmawiać o przygotowaniu – i to od najmłodszych lat, już w szkole podstawowej. Potrzebujemy edukacji zdrowotnej i nauki reagowania w sytuacjach kryzysowych. Chodzi o to, by budować świadomość zagrożeń i oswajać się z myślą, że kryzys może nadejść.
Jak nasze zdrowie wpływa na nasze bezpieczeństwo jako państwa?
Gdy mówimy o bezpieczeństwie, myślimy zwykle o rekordowych wydatkach na zbrojenia w Polsce i na świecie. Niewiele osób myśli w kategoriach zdrowia publicznego i tego, jak zdrowie publiczne może wpływać na nasze bezpieczeństwo. A ma ono ogromny wpływ.
Największe zagrożenie to niż demograficzny. Dane są alarmujące: w Polsce mamy najniższy współczynnik dzietności w całej powojennej historii, a od siedmiu lat z rzędu przodujemy w Unii Europejskiej pod względem tempa jego spadku. Dzieci rodzi się coraz mniej i według szacunków w 2060 roku będzie nas już tylko 28 mln. Pytanie, kogo będziemy w przyszłości rekrutować do naszej armii?
Drugi problem to pogarszający się stan zdrowia i coraz mniejsza aktywność fizyczna Polaków. Nadwaga lub otyłość dotyczy ponad 9 mln osób. Wydajemy coraz więcej na leczenie otyłości i jej powikłań, a mimo to wśród dzieci i młodych dorosłych nie widać poprawy.
WHO zaleca min, 60 minut ruchu dziennie. Tymczasem w Polsce ponad 80 proc. dzieci w wieku 11–15 lat nie osiąga tego poziomu, a co trzeci nastolatek w tym wieku deklaruje, że woli siedzący tryb życia od ruchu. Kto w takiej sytuacji przejdzie testy sprawnościowe, by dostać się do wojska? Żaden program szkolenia wojskowego nie nadrobi zaległości narastających od dzieciństwa.
Trzecia kwestia to kryzys zdrowia psychicznego. Ponad połowa dorosłych Polaków deklaruje dziś objawy zaburzeń depresyjno-lękowych. Sytuacja podobnie wygląda również wśród dzieci i młodzieży. Tymczasem tylko społeczeństwo odporne na stres jest w stanie stawić czoła kryzysom i konfliktom.
Co każdy z nas może i powinien zrobić dla swojego bezpieczeństwa?
W naszej sytuacji geopolitycznej przygotowanie powinno się opierać na trzech filarach:
- Pierwszy filar to zapasy: podstawowe artykuły i leki – szczególnie ważne dla osób chorujących przewlekle.
- Drugi filar to umiejętności i przygotowanie medyczne: pierwsza pomoc, kursy radzenie sobie w sytuacjach kryzysowych, aktualne szczepienia.
- Trzeci filar to troska o innych – najbliższych, sąsiadów, starsze osoby z naszego otoczenia. Ich szczególne potrzeby warto zgłosić do ośrodka pomocy społecznej, dzielnicowemu lub straży pożarnej. Dzięki temu w razie kryzysu służby będą wiedziały, komu trzeba pomóc. Ogromne znaczenie ma też wspólnota – sąsiedzka, pracownicza czy szkolna. Badania pokazują, że zwiększa ona poczucie bezpieczeństwa i odporność na kryzysy.
Możemy także kształtować postawy obywatelskie, wspierać rozwój młodych ludzi, promować ruch i szczepienia oraz angażować się w inicjatywy prozdrowotne. Budujmy wspólnotę, bo w grupie siła. Silni obywatele to bezpieczna Polska. Kryzysy się zdarzają – bądźmy na nie gotowi.
Na koniec zapytam, jaka była Pani droga w medycynie? Jest Pani pierwszą kobietą komendantem szpitala wojskowego. Czy łatwo kobiecie, pediatrze, odnaleźć się w medycynie wojskowej?
Pochodzę z okolic Łodzi, gdzie kult lekarza wojskowego jest bardzo silnie zakorzeniony w społeczeństwie. W mojej rodzinie – także, dlatego zdecydowałam się wybrać taką ścieżkę kariery. Medycyna – zarówno cywilna, jak i wojskowa – coraz bardziej się feminizuje; kobiet przybywa także w wojskowej służbie zdrowia. Ukończyłam też studia z zarządzania i tę wiedzę wykorzystuję na co dzień. Myślę, że jako kobieta i pediatra potrafię łączyć różne kompetencje, w tym kompetencje miękkie. W zarządzaniu nie zawsze stawia się je na pierwszym planie, a są niezwykle ważne.
Ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, komendant Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, lekarz wojskowy, specjalistka w dziedzinie pediatrii oraz immunologii klinicznej. Od 2023 roku pełni funkcję Zastępcy Redaktora Naczelnego czasopisma „Lekarz Wojskowy”.