Szpital w Tarnowskich Górach dołączył do protestu. „Nie zamykamy drzwi przed pacjentami”
W poniedziałek rozpoczął się "czarny tydzień, czyli protest Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Akcja przebiega pod hasłem „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie!” i ma na celu zwrócenie uwagi na trudną sytuację finansową placówek.
Jak poinformował we wtorek wiceprezes Zarządu OZPSP Tomasz Paczkowski, do protestu przyłączyło się co najmniej 110 szpitali powiatowych. Wśród nich Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy S.A. w Tarnowskich Górach. O tym, jak przebiega protest, mówi nam rzecznik prasowy szpitala Sławomir Głaz.
Adrian Dąbek, NewsMed: Powody akcji są powszechnie znane, ale wypada jednak zapytać. Dlaczego protestujecie?
Sławomir Głaz: Przyłączamy się do protestu z powodu, z którego protestują wszystkie szpitale powiatowe, czyli brak pieniędzy spowodowany między innymi niskimi wycenami świadczeń medycznych oraz niezapłaconymi nadwykonaniami za rok 2025. A także z powodu widma tego, że niektóre procedury będą niedofinansowane, a nadlimity nie będą płacone w rzeczywistej wysokości. To spowoduje dodatkowe obciążenie dla finansów placówki.
Jak protest wygląda w praktyce?
Przede wszystkim, tak jak pozostałe placówki, publikujemy odpowiednie informacje w serwisach społecznościowych. Co ważne, w żaden sposób nie zawieszamy swojej działalności, nie zamykamy drzwi przed pacjentami. Przyjęta forma protestu to zwrócenie uwagi na narastające od lat problemy systemowe.
Dodatkową formą protestu może być noszenie przez pracowników ciemnych ubrań, ale ta decyzja należy do personelu.
Udział w proteście to swego rodzaju „edukacja” i pokazanie problemu, bo pacjent tak naprawdę nie do końca ma świadomość tego, co się dzieje „pod spodem”, co się dzieje w placówkach medycznych i z jakimi problemami się one borykają. Przychodzi do szpitala, żeby w sposób należy zostać zaopiekowanym i wyleczonym – nie ma świadomości o problemach funkcjonowania placówki.
Rosnące koszty eksploatacji, mediów, materiałów opatrunkowych czy leków powoduje, że kasy szpitalne topnieją. Przez sytuację, o której mówiłem wcześniej, pieniędzy może być jeszcze mniej i niestety odczuje to pacjent. Brak wypłaty nadlimitów, zmniejszenie finansowania niektórych świadczeń, spowoduje z pewnością wydłużenie się kolejek oczekujących, bo placówki nie będą przyjmować pacjentów, tylko będą rozkładały cały ruch na kolejne miesiące, a może i nawet lata. Finalnie na tym traci pacjent. I ten protest należy traktować jako protest w imieniu właśnie pacjentów.
Czy da się zauważyć jakąś reakcję pacjentów na wasz protest?
Po pierwszym dniu trudno to zweryfikować. Widać było zaciekawienie samym faktem wieszania plakatów informujących o akcji. To jeden z elementów uświadamiania społeczeństwa, bo przecież wszyscy jesteśmy pacjentami i chcielibyśmy mieć należytą opiekę. Przecież odprowadzamy składki i – mówiąc kolokwialnie – należy nam się, prawda?
Z problemami finansowymi muszą radzić sobie zarządy czy właściciele szpitali, ale ostatecznie skupiają się one na pacjentach, a skala tego protestu może im uświadomić to, z czym placówki medyczne się borykają, że to nie jest tak, że szpital nie chce pacjenta przyjąć, leczyć, ale przez niedofinansowanie może nie mieć po prostu możliwości. Nie możemy i nie chcemy zgodzić się na sytuację, w której o czasie rozpoznania choroby decyduje nie wiedza lekarza, lecz odgórny limit w kontrakcie!