„Dokładamy cegiełkę do bezpieczeństwa lekowego kraju”. Nowa linia produkcyjna płynów infuzyjnych

Dodano:
Uroczyste otwarcie nowej linii do produkcji płynów infuzyjnych w Kutnie Źródło: NewsMed / Adrian Dąbek
Firma Fresenius Kabi otworzyła w Kutnie nową linię produkcyjną płynów infuzyjnych. Koszt inwestycji to 100 mln zł.

Oficjalna ceremonia otwarcia odbyła się 22 września 2026 r. w zakładzie produkcyjnym płynów infuzyjnych Fresenius Kabi w Kutnie. To trzecia w pełni zautomatyzowana linia. Inwestycja rozpoczęła się w 2024 r. i kosztowała około 100 mln zł (25,4 mln euro).

Fresenius Kabi jest częścią globalnej grupy ochrony zdrowia Fresenius i specjalizuje się w dostarczaniu leków ratujących życie, technologii medycznych oraz usług dla pacjentów w stanie krytycznym i przewlekle chorych. Firma działa w Kutnie od 2000 roku. W tej chwili posiada ponad 20 zakładów produkcyjnych i dziewięć centrów badawczo-rozwojowych w Europie.

Bez tych produktów nie istnieje opieka szpitalna

– Codziennie z tej fabryki do szpitali w Polsce, do krajów europejskich wyjeżdżają produkty, które są niezbędne we współczesnej medycynie. Dzisiaj otwieramy trzecią linię płynów infuzyjnych – produktów, bez których opieka szpitalna, medycyna nie może istnieć. To jest taki krwiobieg farmacji, więc tym bardziej jest to dla nas istotne, że możemy tę inwestycję realizować – powiedział podczas otwarcia Tomasz Halik, dyrektor Wytwórni Płynów Infuzyjnych w Kutnie,

Dodał, że to zwieńczenie ponad dwóch lat ciężkiej pracy. – Dwóch lat planowania, projektowania, budowania, uruchamiania, odbioru linii i realizacji wielu naprawdę dużych wyzwań – powiedział Halik.

Tomasz Halik

Rozwój, zdrowie i bezpieczeństwo

Prezydent Kutna Mariusz Sikora podkreślił, że miasto ma długą, kilkudziesięcioletnią tradycję przemysłu farmaceutycznego (wcześniej istniała tutaj Polfa Kutno), a firma Fresenius Kabi kontynuuje ją od 2000 roku.

– Bardzo się cieszę z tej inwestycji. To rozwój gospodarczy, ale przede wszystkim zdrowie i bezpieczeństwo. Firma dostarcza płyny infuzyjne nie tylko do polskich szpitali, ale także do 34 krajów Europy – zaznaczył.

Potrzeba dużo energii

Tomasz Janakowski, Utillies and Infrastructure Manager, podkreślał, że produkcja płynów infuzyjnych jest bardzo energochłonna. Wyjaśniał, ile surowców potrzebuje fabryka w Kutnie.

– Musimy mieć trzy podstawowe źródła energii: wodę, gaz i prąd. Tutaj niedaleko znajduje się studnia głębinowa. Dziennie bierzemy 600 metrów sześciennych wody. Dla porównania – tyle wody zużywa około 6 tys. osób każdego dnia. Gazu zużywamy 2,5 mln m3 rocznie. Taką ilością moglibyśmy wyposażyć w gaz około 2 tys. gospodarstw domowych przez rok. Potrzebujemy też 15 MWh prądu. Tyle potrzebuje żarówka 15W przez ponad 170 lat – powiedział specjalista.

Zaprezentował te liczby, aby pokazać, jaki wpływ ma fabryka na środowisko. Dlatego firma robi wszystko, aby najnowsza linia była bardziej przyjazna środowisku.

– Chodzi o to, żeby nasze zużycia były coraz mniejsze i coraz bardziej efektywne. Dlatego zrealizowaliśmy dwie inwestycje. Pierwsza z nich, prototypowa, to tak zwana Energy Saving Unit, czyli mechanizm, który pozwala nam uzyskać taką samą wartość ciepła zużywając mniej gazu – wyjaśnił.

Drugim elementem jest instalacja fotowoltaiczna, która docelowo ma mieć wydajność 1500 kilowatopików (kWp). – To pozwoli nam pracować na nowej linii przez prawie 10 miesięcy w roku bez zużywania prądu z sieci, tylko z energii słonecznej. Prawie 10 miesięcy pracujemy za darmo, redukując jednocześnie ślad węglowy – zaznaczył.

Dokumentacja na paletach

Joanna Kubczak, Validation Engineer, mówiła, jak wyglądały ostatnie testy urządzeń, aby spełniały wszystkie wymagania.

– Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia wszystkie urządzenia, media oraz pomieszczenia czyste przed dopuszczeniem do komercyjnej produkcji muszą zostać skwalifikowane, a systemy skomputeryzowane oraz procesy zwalidowane. Naszym zadaniem było potwierdzenie, że wszystkie wymagania jakościowe, technologiczne oraz bezpieczeństwa zostały spełnione. Oznaczało to godziny spędzone na testowaniu maszyn przy linii oraz tysiące stron dokumentacji – powiedziała.

– Dokumentacja techniczna dla urządzenia rozlewającego została dostarczona na palecie. Nie było to kilka segregatorów, tylko kartony pełne segregatorów ze schematami elektrycznymi, pneumatycznymi, certyfikatami materiałowymi, certyfikatami kalibracji czujników itp. A było to jedno z 15 urządzeń, które podlegało kwalifikacji w czasie tego projektu – dodała.

Nowa linia do produkcji płynów infuzyjnych w Kutnie

To fundament odporności lekowej

– Nie ma szpitala w Polsce, który by nie miał doświadczenia z naszym produktem, dla większości szpitali to jest właściwie chleb i sól, bez którego nie mogą się obejść – zaznaczył Maciej Chmielowski, Country General Manager Fresenius Kabi Polska.

Podkreślił, że szpitale nie mogą funkcjonować bez płynów infuzyjnych. – Pokazała to wojna w Ukrainie, wcześniej pandemia, ale najbardziej dotkliwą sytuacją był rok 2024, kiedy na drugiej półkuli huragan zmiótł z powierzchni ziemi fabrykę naszej konkurencji. Nagle okazało się, że szpitale mogą zostać od bez płynów. I dzięki networkingowi europejskiemu i temu, że mamy kilka fabryk w Europie, które wzajemnie się zabezpieczają, można powiedzieć, że uratowaliśmy szpitale przed zamknięciem – powiedział.

Zaznaczył, że płyny infuzyjne to fundament odporności lekowej Polski w sytuacjach zagrożenia. – Nasza nowa linia jest cegiełką, która dokłada się do bezpieczeństwa lekowego kraju – podkreślił.


Adrian Dąbek, Wprost/Newsmed: Jakie znaczenie dla zakładów w Kutnie ma uruchomienie nowej linii?

Tomasz Halik, dyrektor Wytwórni Płynów Infuzyjnych w Kutnie: Ta inwestycja ma kilka wymiarów. Pierwszy to bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo lekowe kraju. Znacząco zwiększamy moce produkcyjne zakładu, myśląc o europejskim rynku zbytów. Jeżeli myślimy o kruchych łańcuchach dostaw, to my tą inwestycją pokazujemy, że w Europie możemy robić coś więcej. Ta inwestycja ma realny wpływ na to, co się dzieje po stronie europejskiej.

Dzięki tej inwestycji rośniemy w sieci Freseniusa, stajemy się z największych fabryk produkujących w technologii KabiPac i KabiClear. To dla nas bardzo istotne. To będzie też nasz flagowy okręt, jeżeli chodzi o digitalizację, elektroniczny zapis serii, automatyczne transfery danych między urządzeniami a zapisami serii.

W jakim stopniu ta nowa linia wzmacnia wasze moce produkcyjne?

To jest około 30 proc. To jest całkiem sporo w formacie, który robimy, czyli 100 mililitrów. To jest format, który na rynku europejskim jest bardzo mocno poszukiwany.

Cała realizacja nowej linii trwała dwa lata. Jakie największe trudności napotkaliście w tym czasie?

Tych trudności było sporo. Zacznę od tego, że zmienił nam się harmonogram. Mieliśmy ten projekt uruchamiać w grudniu tego roku, ale w pewnym momencie stworzyła się okazja wcześniejszego przejęcia maszyny, która jest sercem tej linii. I musieliśmy cały projekt przeformatować, tak, żeby być w stanie zdążyć na sierpień, wrzesień.

Drugim wyzwaniem była praca nad nową linią w czasie, kiedy fabryka cały czas pracowała. To też trudny moment, bo mamy wspólne media, więc trzeba było naprawdę bardzo dobrze zsychronizować różnego rodzaju zatrzymania, żeby można było wpiąć się z nową instalacją. Był też moment, gdy musieliśmy 50 metrowy zbiornik włożyć przez dach do środka budynku. Przez tydzień składaliśmy dźwig, żeby popracował przez 30 minut, a potem znowu tydzień rozkładania. Musieliśmy zatrzymać ruch na ulicy Sienkiewicza, zrobić korektę znaków drogowych, żeby można było nim wjechać.

Wspomniał pan o bezpieczeństwie lekowym. To temat od kilku lat bardzo aktualny, w związku z zawirowaniami za wschodnią granicą i na Bliskim Wschodzie. Czy to było impulsem do uruchomienia nowej linii?

Nie, to nie było powodem. Natomiast to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, jest dla nas problemem bardziej energetycznym. To dotyka praktycznie każdego. Przez rosnące ceny ropy naftowej, teraz są już powyżej 100 dolarów, polietylen, który kupujemy, jest teraz znacznie droższy, bo on jest pochodną ropy naftowej.

Oczywiście jeżeli coś złego by się wydarzyło za wschodnią granicą, a płyn infuzyjny jest czymś absolutnie potrzebnym, to ta inwestycja nas zabezpiecza, zwiększa nasze bezpieczeństwo na wypadek, gdyby miało się coś wydarzyć.

To znaczy, że zakład w Kutnie można traktować jako przykład wzmacniania niezależności farmaceutycznej w Europie?

Myślę, że tak. Jesteśmy w Europie. Jest to inwestycja europejska. Jesteśmy w dużej mierze od strony rynków zaopatrzenia związani z Europą. Substancje czynne mają pochodzenie europejskie, więc z tego względu to bezpieczeństwo istnieje. Aczkowiek te 30 proc. wzrostu mocy jest czymś, co pozwala lepiej zabezpieczać rynki i pacjentów w nasze produkty.

A czy istnieją jakieś zagrożenia związane z rynkami pozaeuropejskimi?

W naszym profilu produktowym 80 proc. płynów prostych pochodzi z Europy. 20 proc. to są formy gotowe leków dożylnych i antybiotyki. I tutaj faktycznie, jak dla każdego biznesu, to ryzyko istnieje. W tej chwili nie mamy bazy europejskiej dostawców substancji czynnych takich jak paracetamol czy antybiotyki. Mimo że się szumnie komunikuje, że są firmy, które otwierają swoje wytwórnie substancji czynnych, to tego jest wciąż za mało. I chcemy czy nie, jesteśmy skazani na producentów azjatyckich. Ale szczęśliwie w naszym przypadku jest to tylko 20 proc. tego, co robimy.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...