Mąż Danuty Stenki choruje na szpiczaka. Po dramatycznym apelu aktorki licznik zbiórki bije błyskawicznie
Na internetowej zbiórce dla męża Danuty Stenki licznik bije szybko: aktorka jest ceniona i lubiana, ale nie każdy pacjent w Polsce ma szansę zgromadzić pieniądze na leczenie w ramach takiej zbiórki.
O chorobie męża Danuta Stenka poinformowała w sieci w dramatycznym nagraniu, w którym poprosiła o pomoc w zebraniu pieniędzy na terapię CAR-T stosowaną w leczeniu szpiczaka, która nie jest w Polsce refundowana.
Szpiczak unieruchomił w łóżku męża Danuty Stenki
– W połowie września Janusz zaczął skarżyć się na bóle całego kręgosłupa, które nie zmniejszały się mimo fizjoterapii i masaży. Potem doszedł ból w jamie brzusznej, Janusz dostał skierowanie na rezonans. Badania pokazały kilka guzów, jeden w okolicy kręgosłupowej, a drugi po prawej stronie jamy brzusznej. Wstępnie lekarze rozpoznali chłoniaka, dokładniejsze badania pokazały jednak, że to szpiczak plazmocytowy – mówi w nagraniu aktorka.
Choroba u męża Danuty Stenki przebiega bardzo dynamicznie: szpiczak doprowadził do uszkodzenia nerek, dwóch kręgów kręgosłupa, a także panewki stawu biodrowego.
– Zapytałyśmy lekarzy wprost, czy istnieje realna szansa na pokonanie choroby i czy Janusz może z tego wyjść. Okazało się, że taką nadzieję daje terapia CAR-T. Lekarze mówią, że wszystkie możliwe parametry szpiczaka są fatalne, ale terapia to dla Janusza realny ratunek. Niestety ten ratunek wyceniono na prawie dwa miliony. Nigdy nie sądziłyśmy, że kiedyś będziemy pisać taką wiadomość – mówi Danuta Stenka.
– To nie jest łatwe prosić o pomoc, uwierzcie. Jednak chodzi o człowieka, który był przy nas zawsze, kiedy go potrzebowałyśmy. Dlatego dziś prosimy o pomoc jako żona i córki. Musimy zrobić wszystko, żeby pomóc Januszowi, dopóki istnieje realna nadzieja na pozytywne zakończenie tej historii. Będziemy wdzięczne za każdą formę wsparcia – zaznacza.
Zbiórka dla pana Janusza postępuje błyskawicznie. Nie wszyscy pacjenci, dla których terapia CAR-T byłaby optymalną metodą leczenia, mają jednak możliwość zebrania tak dużej kwoty. Dlatego potrzebne są rozwiązania systemowe, które zapewnią dostęp do nowoczesnego leczenia niezależnie od sytuacji finansowej chorego.
Szpiczak rozwija się podstępnie
Szpiczak plazmocytowy to jeden z najczęstszych nowotworów złośliwych układu krwiotwórczego. Rozwija się w szpiku kostnym i wywodzi z plazmocytów – dojrzałych komórek układu odpornościowego, których prawidłową funkcją jest wytwarzanie przeciwciał chroniących organizm przed zakażeniami.
W szpiczaku dochodzi do niekontrolowanego namnażania nieprawidłowych plazmocytów. Komórki nowotworowe gromadzą się w szpiku i zaburzają wytwarzanie prawidłowych komórek krwi. Do najczęstszych objawów i powikłań należą:
- bóle kości, szczególnie kręgosłupa i żeber,
- osłabienie i przewlekłe zmęczenie związane z niedokrwistością,
- częste infekcje wynikające z osłabienia odporności;
- uszkodzenie nerek;
- zwiększona podatność kości na złamania.
Często jednymi z pierwszych objawów szpiczaka są silne bóle kręgosłupa, złamania kręgów i niewydolność nerek, tak jak u męża Danuty Stenki.
W Polsce wiele terapii szpiczaka jest już refundowanych, ale nie wszystkie
W ostatnich latach postęp w leczeniu szpiczaka jest ogromny. Nowe terapie są stopniowo obejmowane refundacją również w Polsce – pacjenci mogą być nimi leczeni w ramach programów lekowych. Wciąż jednak nie wszystkie terapie, które eksperci Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego umieścili na liście priorytetów na 2026 rok są refundowane.
Brakuje przede wszystkim nowej terapii czterolekowej w pierwszej linii leczenia dla pacjentów, którzy mogą być poddani przeszczepieniu szpiku. Nierefundowana pozostaje również terapia CAR-T.
Dla rokowania pacjenta ze szpiczakiem ogromne znaczenie ma wczesne rozpoznanie choroby i jak najszybsze zastosowanie skutecznego leczenia. Szczególnie ważne jest wykorzystanie najskuteczniejszych dostępnych metod już na wczesnych etapach choroby. Eksperci mówią w tym kontekście o tzw. złotym strzale.
Terapia CAR-T w szpiczaku
Terapia CAR-T, w odróżnieniu od innych metod leczenia, jest jednorazową procedurą. – Od pacjenta pobiera się jego własne limfocyty, czyli komórki, które atakują wirusy, bakterie, ale także komórki nowotworowe. Następnie „uzbraja” się je w receptor, czyli cząsteczkę, która rozpoznaje antygen obecny na komórce nowotworowej. Uczymy limfocyty pobrane od pacjenta, żeby atakowały komórki nowotworowe szpiczaka, a następnie z powrotem podaje się je pacjentowi – wyjaśniał w rozmowie z NewsMed prof. Dominik Dytfeld, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego.
Obecnie w USA i w Europie są zarejestrowane dwie terapie CAR-T w leczeniu szpiczaka: jedna do stosowania już od drugiej linii leczenia, druga – od linii trzeciej. Żadna z nich nie jest jeszcze refundowana w Polsce, mimo że obydwie znajdują się w zaleceniach międzynarodowych towarzystw, jak również Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego. Wyniki badań klinicznych pokazują bowiem bardzo dużą skuteczność tej metody, a u części pacjentów uzyskuje się długotrwałe remisje choroby: wręcz mówi się o tzw. funkcjonalnym wyleczeniu,
W badaniu CARTITUDE-1, które doprowadziło do rejestracji jednej z terapii CAR-T, uczestniczyli pacjenci z bardzo oporną postacią choroby. Wcześniej otrzymali oni średnio sześć linii leczenia. Po sześciu latach od zastosowania terapii połowa pacjentów nadal żyła, a u większości z nich nie stwierdzono nawrotu choroby. Jeszcze lepsze były efekty podawania terapii CAR-T we wcześniejszych liniach leczenia. Obecnie w jednym z badań klinicznych jest ona stosowana już w pierwszej linii. Można oczekiwać, że zastosowanie tej metody na wcześniejszym etapie choroby pozwoli uzyskać jeszcze lepsze wyniki.
Ogromną zaletą terapii CAR-T jest to, że podaje się ją tylko raz. – Mamy więc coś, czego nigdy w szpiczaku nie było: pacjent przez dwa tygodnie przebywa w szpitalu i to jest koniec leczenia. Pacjent jest wolny nie tylko od choroby, ale też od leczenia: to nowa jakość w szpiczaku – dodaje prof. Dytfeld.