Eksperci na Dniu Zdrowia z Wprost: Mamy unikatowe narzędzie w Europie
Każdy powinien być menadżerem swojego zdrowia i tym zdrowiem zarządzać. Polski pacjent ma wiele możliwości, aby skorzystać z profilaktyki. Rolą specjalistów, w tym reprezentantów nowego zawodu, jakim jest profilaktyk, jest edukowanie, z wykorzystaniem wszystkich możliwych narzędzi, także cyfrowych. Sukces programu Moje Zdrowie pokazuje kierunek, w którym warto podążać – mówili eksperci podczas panelu „Profilaktyka ponad podziałami. Jak zbudować zdrowe społeczeństwo i wyprzedzić chorobę”.
Dyskusja na temat profilaktyki rozpoczęła IV edycję konferencji Dzień Zdrowia z Wprost i NewsMed, której hasłem było „Zapobiegać. Diagnozować. Leczyć”.
Debata rozpoczęła się od prezentacji danych mówiących o zgłaszalności się Polaków na badania profilaktyczne. Jedynie 32,39 proc. uprawnionych kobiet zgłasza się na mammografię, 13,20 proc. na badania w ramach programu profilaktyki raka szyjki macicy (wcześniej cytologia, teraz jest to badanie HPV HR DNA), a 15,90 proc. Polaków zgłasza się na badanie w kierunku raka jelita grubego, czyli kolonoskopię.
Moje Zdrowie to bardzo dobry program
Dane te skomentował Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Podkreślił, że jest wiele dostępnych narzędzi, tylko trzeba z nich korzystać. – Musimy cały czas systematycznie przypominać i rozwijać wszystkie obszary, które dotyczą profilaktyki. A nakłady muszą być wykorzystywane w sposób efektywny – mówił.
Przedstawił też najnowsze dane dotyczące programu "Moje Zdrowie". Liczba wypełnionych ankiet to 4 746 124. 2 958 088 zostało wypełnione przez kobiety, co stanowi 62,33 proc. wszystkich
– Panie są bardziej świadome. Warto się zastanowić, dlaczego panowie nie korzystają z takim samym entuzjazmem z narzędzi profilaktyki, które państwo im daje – powiedział Augustyn.
Dodał, że NFZ wydał na program Moje Zdrowie w 2025 r. prawie 697 mln zł, a w tym roku ta suma wyniosła już ponad 689 mln.
W mojej opinii to jest bardzo dobrze zaprojektowany program, który przynosi efekty – zaznaczył Augustyn.
Najbardziej działają bodźce finansowe
Pozytywnie o programie Moje Zdrowie wypowiadał się również prof. Paweł Koczkodaj z Narodowego Instytutu Onkologii.
– To narzędzie, które jest unikatowe w skali europejskiej. Takie rzeczy, jak Internetowe Konto pacjenta, aplikacja mobilna mojeIKP, Moje Zdrowie, 10 dla serca, 10 dla zdrowia, naprawdę nas wyróżniają – powiedział.
Wymienił też, na podstawie danych z innych krajów, jakie narzędzie najskuteczniej zachęcają do większego udziału w badaniach profilaktycznych i wpływają na zdrowie publiczne. Podkreślił, że najskuteczniejsza jest polityka fiskalna. – Mówiąc brutalnie, bardziej interesuje nas, ile za coś zapłacimy, ile nas to będzie kosztować, niż jaki to ma wpływ na nasze zdrowie. Argument ekonomiczny jest bardzo silny – powiedział. Wymienił, że najbardziej pożądane są takie działania, jak wprowadzanie akcyzy alkoholowej, akcyzy tytoniowej czy podatku cukrowego.
Zwrócił uwagę, że najchętniej zbadają o swoje zdrowie ludzie młodzi, natomiast najbardziej narażona na modyfikowalne czynniki ryzyka (jak podwyższone BMI, choroba otyłościowa czy palenie papierosów) są osoby które mają średnie bądź niższe wykształcenie. – Dlatego wszelkie komunikaty musimy też trochę inaczej formułować – zaznaczył.
MZ będzie wysyłało powiadomienia
Dodał, że Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzić wysyłanie spersonalizowanych komunikatów (poprzez IKP, SMS czy wiadomości PUSH) w sprawie badań przesiewowych. Warto wspomnieć, że to powrót do niegdysiejszej praktyki, która skutkowała zwiększoną zgłaszalnością na badania.
– To jest na pewno dobry kierunek i super, że to się dzieje. Nieustanne przypominanie może wywoływać niezadowolenie u części odbiorców, ale może to jest metoda, która najbardziej trafia do osób nieprzekonanych – zaznaczył.
Prof. Koczkodaj przytoczył badania przeprowadzone w 9 krajach dotyczące profilaktyki. – Niezależnie od kraju, wszystkie osoby mówiły, że wiedzą, że alkohol i palenie szkodzą, że trzeba się ruszać i tak dalej. Ale podkreślały: „Tylko powiedzcie nam, jak mamy to zrobić w naszym codziennym życiu”. A więc jest element, którego nam brakuje, ten element pomiędzy wiedzą o profilaktyce, a umiejętnością wprowadzenia jej w życie – powiedział.
Powinniśmy mówić, że zdrowy styl życia to nie jest kolejna robota do wykonania po powrocie z pracy, bo często te osoby deklarują, że są wtedy zmęczone i nie mają siły. Musimy mówić, że zdrowy styl życia to naturalny element życia – podkreślił.
Jest tylko kilka istotnych badań
Prof. Aleksander Prejbisz z Narodowego Instytutu Kardiologii zwrócił uwagę, że w programie Moje Zdrowie liczba badań, w porównaniu do poprzedniego programu Profilaktyka 40 plus się zmniejszyła, ale funkcjonują te naprawdę ważne i najbardziej potrzebne.
– Mamy dowody, że liczba badań, których wykonywanie jest skuteczne, jest bardzo mała. W profilaktyce chorób układu krążenia to jest lipoproteina(a) raz w życiu, cholesterol co pięć lat, ciśnienie tętnicze raz do roku, pomiar glikemii w zależności od ryzyka rozwoju cukrzycy. Koniec – powiedział.
Są oferowane różne programy badań przesiewowych: dla kobiet, dla mężczyzn, dla zmęczonych, dla niezmęczonych, większość tych rzeczy jest niepotrzebna, bo niczego w wymiarze populacyjnym nie zmieni – dodał.
Zwrócił uwagę, że w programie Moje Zdrowie przydałby się kolejny krok, polegający na większej opiece dotyczącej osób, które mają wykryte czynniki ryzyka. – Jeżeli ktoś ma wykryty nieprawidłowy cholesterol, to powinna być kontrolna wizyta obowiązkowa za rok, żeby sprawdzić, czy były podjęte jakieś działania – zaznaczył.
Podkreślił, że mimo wszystko ten program jest przełomowy, jego zdaniem podobnych narzędzi na tak dużą skalę nie ma w Europie czy Stanach Zjednoczonych.
Jednak wciąż trzeba pracować nad działaniami zachęcającymi do modyfikacji stylu życia na zdrowszy. – To powinni robić nie tylko lekarze czy placówki ochrony zdrowia. Trzeba wypracować ogólną świadomość społeczną, że zdrowe życie jest fajne i że warto być zdrowym.
Trzy filary profilaktyki otyłości
Jednym z najpoważniejszych czynników ryzyka wielu chorób jest otyłość. O tym, jak powinna wyglądać polityka zdrowotna w tym zakresie, mówiła Marta Pawłowska, dyrektor Prezydium Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości.
– Oferujemy dziecku raz w tygodniu przedmiot edukacja zdrowotna i oczekujemy, że po roku będzie wyedukowane i że wszystko się zmieni. Nie, nic się nie zmieni. To dziecko jest tak samo zależne od całego środowiska, w którym istnieje, jak polityka zdrowotna jest zależna od całej polityki państwa – podkreśliła.
Wskazała trzy filary, jakie powinny się znaleźć w działaniach systemowych. – Pierwszy to system i finansowanie, czyli profilaktyka. Odmieniamy przez wszystkie przypadki to, że profilaktyka to jest inwestycja, a nie koszt. Ale nie przekłada się to na praktykę – powiedziała.
Drugim filarem jest wyraźne komunikowanie, że otyłość to choroba. I działania podejmowane w tym kierunku. – Cały czas akceptujemy milcząco rzeczywistość, że otyłość nie jest priorytetem w polityce państwa wraz z zagwarantowanymi świadczeniami – powiedziała.
– Cały czas czekamy, żeby bariatria weszła w koszyk świadczeń gwarantowanych. Wciąż nie mamy ścieżki leczenia pacjenta z otyłością. Czekamy także na zapowiadaną nową wersję Narodowego Programu Zdrowia – wyliczała. Kolejnym elementem jej zdaniem jest edukacja ponad podziałami i stworzenie nowego marketingu zdrowia.
Anachroniczny, stary, pochodzący lat 70. marketing zdrowia, nie jest pozytywny. To jest marketing zawstydzania, marketing wskazywania palcem – mówiła.
Trzeci element to budowanie prozdrowotnego środowiska. Z udziałem państwa, samorządów i pracodawców. – To chociażby ograniczenie reklam produktów, które nie służą zdrowiu. Robią to Norwegia, Dania, Hiszpania i Francja. Teraz będzie to robiła Słowacja, a potem Bułgaria. No to nas powinno zawstydzać – powiedziała.
Profilaktycy są niewykorzystywani
Prof. Monika Burzyńska, kierownik Pracowni Badań Nad Pomyślnym Starzeniem w Klinice Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii CMKP, mówiła o roli nowego zawodu medycznego, jakim jest profilaktyk.
– Ten zawód funkcjonuje od trzech lat. Wciąż jeszcze są wątpliwości co do jego miejsca w systemie ochrony zdrowia. Ale profilaktyk pojawił się w systemie po to, żeby osiągnąć te rezultaty, o których mówił pan prof. Prejbisz – żeby zmieniać świadomość zdrowotną – wyjaśniała.
Podkreślała, że trzeba wpływać na zmianę mentalności Polaków, ich świadomości i podejścia do własnego zdrowia. – To się nie wydarzy bez wprowadzenia zawodu profilaktyka do systemu. To jest komplementarne ogniwo. Lekarz ma konkretne zadania w systemie, fizjoterapeuta, pielęgniarka, dietetyk. Konkretne zadania ma również profilaktyk – mówiła.
– Profilaktyk jest pełnoprawnym zawodem medycznym, co niesie pewne prawa, ale również obowiązki w postaci chociażby doskonalenia zawodowego. Ten zawód pojawił się w programie Moje Zdrowie, ale jeszcze nie ma dla niego miejsca w całym systemie – dodała.
Podkreślała, że w systemie ochrony zdrowia nie ma jeszcze miejsca na ten zawód, ponieważ w koszyku uświadczeń gwarantowanych nie ma tego świadczenia, za wyjątkiem jego obecności w POZ podczas wypełniania ankiety w programie Moje Zdrowie.
Nikt w Polsce nie poszukuje profilaktyka do pracy. Nie ma możliwości finansowania jego usług – mówiła Burzyńska.
Dodała, że bardzo dużo trzeba zrobić w sprawie edukowania dotyczącego palenia i jego alternatywnych form. – 50 proc. pacjentów po zawale nie rzuca palenia. Mimo że wiedzą, że to doprowadziło właśnie do stanu zagrożenia ich życia. W związku z tym my mamy co robić – powiedziała.
– Profilaktyka to również przygotowanie do pomyślnej starości. Nie tylko badania profilaktyczne, ale również budowanie świadomości, edukacja, przygotowanie do starości i dbałość o to, żeby wszystkim żyło się lepiej – dodała.
Profilaktyka musi być proaktywna, ma trafiać do obywateli – podkreśliła.
Stworzyć więcej okazji do badań
Kamil Dolecki, prezes Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki SARCOMA, zwracał uwagę, żeby dać więcej możliwości realizowania profilaktyki osobom, które nie zawsze mają czas i możliwości na to.
– Jest bardzo duża grupa osób, która kończy pracę i chce wykorzystać ten czas po pracy na profilaktykę. Większość osób pracuje do godziny 15, a wtedy zamykają się już możliwości w różnych ośrodkach. Pracodawca nie daje dnia wolnego na działania profilaktyczne – mówił,
– Może warto raz na jakiś czas, kilka dni w miesiącu, organizować w ośrodkach zdrowia czas popołudniowy dla profilaktyki – podkreślał.
Profilaktyka powinna wychodzić do człowieka, a nie żeby człowiek przychodził do tej profilaktyki. Potrzeba więcej outdoorowych możliwości.
O to badanie warto uzupełnić program Moje Zdrowie
Barbara Pepke, prezes Fundacji Gwiazda Nadziei, zwróciła uwagę, że w programach profilaktycznych często pomijane są badania, które mogą diagnozować choroby wątroby.
– Będę walczyła ze stygmatyzacją wątroby i utożsamianiem chorób wątroby z alkoholem. Do naszej fundacji zgłaszają się osoby z chorobami wątroby, to często są ofiary zakażeń szpitalnych, nawet ponad 80 proc. przypadków – mówiła.
Podkreśliła, że jej fundacja walczyła 18 lat o wprowadzenie do profilaktyki badania w kierunku przeciwciał anty-HCV (wykrywające przeciwciała przeciwko wirusowi zapalenia wątroby typu C). Teraz to badanie znajduje się w rozszerzonym pakiecie badań bezpłatnego programu profilaktycznego Moje Zdrowie.
– Jestem bardzo wdzięczna za to. Już teraz widzimy 20-procentowy wzrost wykrywalności zakażenia. I to nie jest tak, że nagle jest więcej zakażeń. To część z tych 140 tys. osób, które chodzą w Polsce z zakażeniem HCV i teraz mają okazję się o tym dowiedzieć na etapie, kiedy jeszcze nie ma marskości wątroby – powiedziała.
Dodała, że teraz będzie się starać, aby w pakiecie znalazło się także badanie poziomu fosfatazy alkalicznej (ALP), które pozwoliłoby na wykrycie wielu innych chorób wątroby, także tych rzadkich.
– Można dzięki temu wykryć wiele chorób wątroby na wczesnym etapie, kiedy nie dochodzi do marskości i nie ma konieczności przeszczepienia wątroby, który jest procesem bardzo kosztownym i znacznie mieniającym życie – powiedziała. Dodała, że dodanie jednego takiego badania to koszt około 20 zł.
Wątroba nie boli i będę apelowała o zauważenie tej wątroby – podkreśliła Pepke.
Badania genetyczne to uzupełnienie
Dr Łukasz Madej, specjalista laboratoryjnej genetyki medycznej, wyjaśniał natomiast, czym są całogenomowe badania genetyczne i jaką mogą pełnić rolę w profilaktyce.
– Profilaktyka genetyczna wyjaśnia nam, jakie warianty genów nosimy już od chwili poczęcia. I wiedza ta pozwala podejść do pacjenta indywidualnie, wdrożyć go w odpowiednią ścieżkę nadzoru jeszcze przed wystąpieniem oznak choroby. Ta genetyka nie konkuruje w żaden sposób z profilaktyką klasyczną. Ona jest uzupełnieniem – mówił.
Wyjaśnił, że klasyczna profilaktyka mówi o tym, w jakim wieku co badać. Badania genetyczne wskazują natomiast, kiedy dokładnie zacząć te badania, jak często je monitorować i na czym się skupić. Jako przykład podał zmiany w genie BRCA1.
– Zgodnie z klasyczną ścieżką profilaktyki wypadałoby zrobić mammografię w okolicach 50. roku życia. A dla pacjentów z obciążeniem nie ma takiej potrzeby. Im trzeba wykonać rezonans magnetyczny i to dekadę wcześniej – wyjaśnił.
Innym przykładem jest hipercholesterolemia rodzinna. W tym przypadku nie mają znaczenia zalecenia dietetyczne u pacjentów z potwierdzonym rozpoznaniem genetycznym. – Tutaj w trzeciej dekadzie życia należy już wdrożyć monitorowanie i leczenie poziomu LDL. Częstość występowania tej choroby w Polsce jest wyższa niż średnia światowa. Realnie to jest około 150-250 tys. pacjentów, a rozpoznanych mamy około 1 proc. – powiedział.
Wyjaśnił, że w przypadku badań ukierunkowanych na pojedyncze geny istnieje ryzyko, że w przypadku uzyskania prawidłowego wyniku czujność osoby badanej może zostać uśpiona, przez co efekty ewentualnej choroby mogą pojawić się zbyt późno.
Genetyka w porównaniu do klasycznej profilaktyki różni się tym, że to badanie wykonujemy raz w życiu. Nasz genom się nie zmienia, więc tutaj nie musimy pobierać cyklicznie materiału genetycznego – zaznaczył dr Madej.
Dodał, że wyniki badań genetycznych jednej osoby dotyczą też najbliższej rodziny, co może pozwolić na wychwycenie u zdrowych krewnych predyspozycji do rozwoju chorób.
Wymienił też grupy, dla których takie badania są szczególnie polecane. – To rodziny, u których występuje nowotwór przed 50. rokiem życia, pacjenci z rodziny, w których występowały udary, zawały czy inne nagłe zgony sercowo-naczyniowe oraz pacjenci, którzy mają wysoki LDL, który nie jest spowodowany stylem życia.
– Bardzo ważnym aspektem jest to, żeby odbyła się konsultacja, żeby pacjent nie został z tymi wynikami sam – podkreślił.
W panelu „Profilaktyka ponad podziałami. Jak zbudować zdrowe społeczeństwo i wyprzedzić chorobę” udział wzięli:
- Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia
- Prof. Monika Burzyńska, kierownik Pracowni Badań Nad Pomyślnym Starzeniem w Klinice Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii CMKP, Pełnomocnik Dyrektora ds. Rozwoju Szpitala i Komunikacji Szpitala im. Orłowskiego CMKP
- Kamil Dolecki, prezes Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki SARCOMA
- Prof. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii – PIB
- Marta Pawłowska, dyrektor Prezydium Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości
- Prof. Aleksander Prejbisz, kierownik Zakładu Epidemiologii, Prewencji Chorób Układu Krążenia i Promocji Zdrowia w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie
- Dr Łukasz Madej, specjalista laboratoryjnej genetyki medycznej
- Barbara Pepke, prezes Fundacji Gwiazda Nadziei
Dyskusję moderowała Katarzyna Pinkosz, redaktor naczelna NewsMed, szefowa działu zdrowia Wprost Premium.