Woucher na alkohol lub słodycze? „Przestańmy programować Polaków na otyłość”

Woucher na alkohol lub słodycze? „Przestańmy programować Polaków na otyłość”

Dodano: 
Marta Pawłowska
Marta Pawłowska Źródło: Archiwum prywatne
Zezwalając na obecność niezdrowej żywności i słodkich napojów w mediach i serialach projektujemy społeczeństwo na wzór tych reklam i seriali i promujemy otyłośc. Czas na ograniczenie reklam produktów sprzyjających otyłości i koniec takich akcji jak wouchery na alkohol i słodycze – mówi Marta Pawłowska, przewodnicząca Prezydium Partnerstwa na Rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości.

Katarzyna Pinkosz, Wprost, NewsMed: Od kilku dni w Wielkiej Brytanii obowiązuje zakaz reklam do godziny 21.00 niezdrowej żywności dla dzieci. Zakaz obejmuje słodycze, napoje gazowane, słodzone pieczywo, płatki śniadaniowe i dania gotowe z dużą zawartością soli, tłuszczu lub cukru. Celem jest zmniejszenie liczby przypadków otyłości u dzieci oraz skłonienie producentów do tworzenia zdrowszych wersji produktów. Europa budzi się, jeśli chodzi o walkę z otyłością, a Polska?

Marta Pawłowska, przewodnicząca Prezydium Partnerstwa na Rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości Stop Otyłości: Wydaje się, że w ciągu ostatnich miesięcy pewna masa krytyczna, jeśli chodzi o świadomość otyłości, na tyle została zmieniona, że pojawiają się regulacje prawne. Pierwszy krok 1 listopada 2025 r. zrobiła Norwegia – był to zakaz reklamy niezdrowej żywności i napojów kierowanych do dzieci do 18. roku życia – chodzi o napoje gazowane, słodycze, lody, napoje energetyczne. Norwegowie wcześniej przeprowadzili ankietę wśród społeczeństwa, sondowali poparcie dla tej ustawy. Okazało się, że 75 proc. społeczeństwa opowiedziało się za tą regulacją.

Wielka Brytania jest drugim krajem, który mówi „nie” reklamie niezdrowych produktów. Ale to wszystko trwało, bo już w 2003 roku został opublikowany raport WHO pokazujący, że reklamy produktów spożywczych kierowane do dzieci sprzyjają powstawaniu u nich otyłości. Od ponad 20 lat WHO i organizacje naukowe mówią o tym, że dzieci są grupą, na którą reklama ma zdecydowanie większy wpływ. WHO i organizacje mogą robić raporty i apelować, ale nie mogą zmienić prawa.

We Francji obowiązuje regulacja, że jeśli produkt zawiera znaczącą ilość cukru, soli lub tłuszczu, to reklama może się pojawić, ale musi być opatrzona odpowiednią. Takie reklamy są droższe, a zgromadzony budżet jest kierowany na działania profilaktyczne otyłości.

W Norwegii 75 proc. społeczeństwa poparła zmiany, co oznacza, że świadomość społeczna dotycząca reklam niezdrowej żywności i otyłości jest tam bardzo wysoka?

To prawda, Norwegia od ponad 20 lat prowadzi intensywniejsze działania dotyczące profilaktyki otyłości.

Bardzo ważne jest to, że tu chodzi o reklamę, a nie chodzi o zakaz produkcji, o brak wolności, bo część firm powołuje się na atrybut wolności, że nie można ludziom mówić, co mają kupować, co ma im smakować. To prawda; jeśli jednak patrzymy z perspektywy państwa i budżetu, który ogromne sumy przeznacza na leczenie choroby otyłościowej i jej powikłań, to musimy zadać sobie pytanie, ile nas kosztuje to„bezhołowie reklamowe”. Zresztą, nie chodzi tylko o cukier, bo mamy pewien trójkąt bermudzki: cukier, tytoń, alkohol. Próbujemy z nim dać sobie radę, jeśli chodzi o reklamę.

W październiku do Sejmu wpłynęła petycja na temat zakazu reklamy słodyczy. Proponowane zapisy dotyczące słodyczy miały być podobne do zapisów dotyczących reklamy alkoholu. Ostatecznie trafiła ona do Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości. Czy jednak zmiany prawne dotyczące reklamy są konieczne? Czy wystarczy zmiana świadomości?

Biuro Ekspertyz Kancelarii Sejmu zwróciło uwagę, że w polskim prawie nie ma w ogóle definicji słowa „słodycze”, tak więc trudno byłoby wyegzekwować proponowane regulacje. Niemniej jednak ta petycja pokazuje, że świadomość społeczna rośnie.

Szczególnie ważna wydaje mi się reklama w telewizji, ponieważ jest to najbardziej opiniotwócze i zasięgowe medium dla dorosłych. Jeśli w tak zasięgowym medium zaczniemy ograniczać reklamy, to będzie to bardzo ważny krok. Damy sygnał, że jest gotowość ograniczenia marketingu otyłości.

Marketing otyłości? To mocne słowo. Nie „marketing produktów” tylko „marketing otyłości”? Można powiedzieć, że zezwalając na reklamy, promujemy otyłość?

Dane amerykańskie pokazują, że tylko 7 proc. reklam dotyczy żywności, którą można uznać za zdrową: to prawie w granicy błędu statystycznego.

Nie dziwmy się więc, że projektujemy społeczeństwo na wzór reklam i seriali. Oczywiście, każdy z nas ma prawo kupować to, co chce, ale jednocześnie – i to mówi WHO: regulacje i zakazy są dziś konieczne, by w przypadku chorób cywilizacyjnych osiągnąć chociaż zatrzymanie wzrostu zachorowań.

Mówimy, że producenci powinni sami się ograniczać, apelujemy do ich świadomości, ale czy to jest skuteczne, skoro np. przed świętami w aplikacji „Żabki” pojawia się wiadomość, że za dużą ilość zakupów można dostać woucher – ale tylko na zakup alkoholu albo słodyczy. Nie na zakup kaszy, warzyw czy owoców. O tym trzeba mówić, nagłaśniać. Nie powinno do takich sytuacji dochodzić.

W czasie ostatnich 40 lat na świecie spożycie słodkich napojów gazowanych zwiększyło się trzykrotnie. W Stanach dziś na sugar-sweetened beverages, czyli napoje z dodatkiem cukru lub substancji słodzących, wydaje się więcej niż na pieczywo. Dzieje się to na skutek agresywnego marketingu. Jeżeli będziemy na ten marketing pozwalać, to cały czas będziemy zwiększać środowisko sprzyjające otyłości, w którym żyjemy.

Nie ma innego sposobu niż regulowanie dostępności do produktów, do reklamy. I jeszcze jeden nasz polski przykład. Bardzo nie podoba mi się to, co jest pokazywane w serialu Rodzinka.pl, gdzie często na stole jest alkohol. Jest to czysty marketing alkoholizmu – na granicy legislacji. Gdy jest posiłek, to z kolei jedyne napoje, które się pojawiają, to cola i sok. Kiedy na stole będzie stał chociaż dzbanek wody?

Marketing otyłości to takie działania firm, które prowadzą do nadmiernej konsumpcji tego, co powinniśmy ograniczać, czyli produktów z dużą zawartością cukru, soli czy tłuszczu. Marketing ten dotyczy tak składu produktu, jak i wszelkich jego działań promocyjnych. Czas byśmy zaczęli nazywać te praktyki po imieniu.

Producenci twierdzą, że Polacy lubią słodkie i dlatego produkty muszą być słodkie, bo inaczej nikt ich nie kupi.

Częściowo to prawda, pamiętam sytuację, gdy jeden z koncernów przed laty zdecydował się wypuścić jogurty owocowe z małą zawartością cukru i nikt ich nie kupował. Z drugiej strony nasze kubki smakowe zmieniają się. W ciągu 40 dni połowa naszych kubków smakowych „wyciera się”, podobnie jak naskórek, i tworzą się nowe. Programujemy je na nowe smaki – wystarczy ok. 100 dni by oduczyć się preferowanego smaku. W znacznej mierze to od nas zależy, jaką intensywność słodyczy preferujemy i co wybieramy z marketowych półek.

Czyli jeśli będziemy pracować nad własnymi wyborami i smakami, a jednocześnie rozmawiać konsekwentnie z producentami, by wytwarzali produkty mniej słodkie, to uda nam się stopniowo zmienić nasze preferencje i preferencje producentów. Jeśli będziemy więcej o tym mówić, będziemy mieli zgodę społeczną, żeby choć trochę zmniejszyć ilość cukru w produktach, to dojdzie do zmian rynkowych. Takie zmiany już udały się, jeśli chodzi o tłuszcze trans.

Mówimy o petycji dotyczącej zakazu reklamy, ale z drugiej strony, gdyby podatek cukrowy dotyczył wszystkich produktów zawierających cukier, a nie tylko napojów, to być może producenci przestaliby dodawać cukier do ketchupu, wędlin…

Jestem za poszerzeniem podatku cukrowego. Należy zrobić kolejny krok – być może nie tylko, jeśli chodzi o cukier. We Francji, Hiszpanii mamy także pewne opłaty związane z zawartością soli w produktach, m.in. w pieczywie. Początkowo też był sprzeciw, Hiszpanie śmiali się, że muszą dosalać pieczywo. Jednak dziś już nikt o tym nie pamięta, a przepis działa.

Podatek cukrowy jest słuszną drogą, a kwestionowanie go przez najważniejsze osoby w państwie opóźnia wprowadzanie zmian. Myślę, że lobbystom firm spożywczych też o to chodzi.

Kolejny absurd w Polsce to podatek VAT na wodę butelkowaną, który wynosi 23 proc. Dziś w Polsce mamy sytuację, że podatkiem 23 proc. VAT są obłożone: wódka, cola i woda butelkowana. Są razem na „oślej ławce”, jakby ustawodawca nie widział między nimi różnicy.

Czego możemy uczyć się od innych krajów, które próbują ograniczać epidemię otyłości?

Tego, że małe kroki budują duże zmiany. Hiszpania w 2022 roku zakazała reklam słodyczy w godzinach oglądalności. Francja wprowadziła dodatkową opłatę za tego typu reklamę i informację. Możemy nauczyć się mądrych, małych kroków. Jeśli w tym roku uda nam się wypracować dobre zmiany w telewizji, polegające na ograniczeniu reklam niezdrowej żywności, to będzie duża sprawa.

To, że w telewizji można wiele zmienić, pokazuje przykład z początku pandemii COVID-19. Pracowałam wtedy w NFZ, był początek akcji „Zostań w domu”. Zadzwonił do mnie wówczas Adam Niedzielski, który był wtedy prezesem NFZ, mówiąc, że musimy coś zrobić, by zachęcić ludzi do aktywności fizycznej w domach. Zdobyłam wtedy telefon do prezesa TVP Jacka Kurskiego. Można go różnie oceniać, ale wtedy zadzwoniłam do niego, napisałam SMS, że jesteśmy w takiej sytuacji, że zdrowie publiczne jest patriotyzmem – bo dziś zdrowie publiczne jest patriotyzmem – i poprosiłam go o pomoc. Udało się – w ciągu 48 godzin byliśmy z kilkuminutowymi blokami pokazującymi propozycje aktywności fizycznej w każdym wydaniu „Pytania na śniadanie” przez 50 dni. Udało to się, bo była decyzja polityczna: „Tak, musimy skupić się na promowaniu aktywności fizycznej, bo mamy taką sytuację, że to jest niezbędne”.

Pewnie gdyby dziś Prezydent lub Premier powiedzieliby o tym, że cukier szkodzi, nie tylko dzieciom i warto o tym mówić – to też ta polska legislacja by przyspieszyła.

Pewnie tak. Dlatego jako Partnerstwo na Rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości „dobijamy się” konsekwentnie i cierpliwie do Prezydenta, do Premiera, a w maju chcemy o tym mówić na naszym kongresie. Wierzę, że w tym roku zrobimy krok w tych rozmowach w Radzie ds. Zdrowia przy Prezydencie, w Sejmie, w Ministerstwie Zdrowia. W maju chcemy o tym rozmawiać podczas naszego pierwszego kongresu komunikacji o zdrowiu – bo jest potrzebna mądra rozmowa na temat komunikacji i zdrowia publicznego, by zdrowie publiczne stało się motorem legislacji i zmian w polityce społeczno-gospodarczej.

Poza bezpieczeństwem zewnętrznym, które jest priorytetem, poza wieloma wyzwaniami, jakie przed nami stoją, ważne jest zdrowie publiczne. Dziś traktowane trochę jak dziecko z przytułku. I to się nie zmieni, dopóki nie zapadnie decyzja polityczna.


Marta Pawłowska, MBA, Przewodnicząca Prezydium Partnerstwa na Rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości., specjalista promocji zdrowia i profilaktyki chorób, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Kierownik studiów podyplomowych Zarządzanie promocją zdrowia i profilaktyką Chorób/Health Promotion & Prevention Manager Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego