Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany na listach leków dla seniorów. Czy obecny system bezpłatnych leków na liście S nie odpowiada na potrzeby osób starszych? Co ministerstwo chce w nim zmienić?
Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia: Program bezpłatnych leków spełnia swoją rolę, sama jego idea jest bardzo ważna. Nie mamy planów, by program darmowych leków likwidować czy ograniczać. Wręcz przeciwnie. Zależy nam na tym, żeby środki publiczne były wykorzystywane w sposób, który jak najlepiej odpowiada na rzeczywiste potrzeby osób starszych. Jest to szczególnie istotne, gdyż trzeba pamiętać, że wiele osób żyje z niskich emerytur i koszt leków może być dla nich istotnym obciążeniem. Dlatego nie było i nie ma planu zmniejszania dostępności do bezpłatnych leków dla seniorów, kobiet w ciąży, czy dzieci do 18 lat.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że o ile sama idea bezpłatnych leków jest słuszna, to z realizacją tego programu nie wszystko działało optymalnie. W 2025 r. program bezpłatnych leków dla seniorów kosztował ok. 9 mld zł. Przy takiej skali wydatków musimy mieć pewność, że pieniądze są wydawane racjonalnie i przynoszą pacjentom możliwie największą korzyść.
Nie rozmawiamy o odebraniu seniorom bezpłatnych leków, tylko o tym, jak sprawić, żeby system był bardziej racjonalny, przejrzysty i lepiej odpowiadał na potrzeby pacjentów.
Jeżeli dzięki lepszemu zarządzaniu tym budżetem będziemy mogli objąć bezpłatnym dostępem również leki, których dziś na liście brakuje, to będzie to realna korzyść dla pacjentów. Chcemy ten system rozwijać, ale jednocześnie zagwarantować odpowiedzialne gospodarowanie publicznymi pieniędzmi.
Czego w takim razie dziś brakuje dziś w programie bezpłatnych leków dla seniorów?
Jasnych i przewidywalnych zasad określających, jakie leki trafiają na listę bezpłatnych leków, kiedy mogą zostać z niej wyłączone i według jakich kryteriów i procedur podejmowane są takie decyzje. A trzeba przecież pamiętać, że mówimy o miliardach złotych środków publicznych. Chcemy uporządkować ten system.
Potrzebujemy mechanizmu, który pozwoli regularnie oceniać listę i sprawdzać, czy odpowiada ona aktualnym potrzebom pacjentów czy sytuacji epidemiologicznej. Chcemy też lepiej kierować środki tam, gdzie potrzeby są największe i gdzie brak dostępu do odpowiedniego leczenia może mieć dla pacjenta najpoważniejsze konsekwencje.
Jakie konkretnie zmiany ministerstwo chce wprowadzić?
Najważniejsza zmiana to wprowadzenie przejrzystych i przewidywalnych zasad tworzenia listy bezpłatnych leków dla seniorów. Planujemy opublikowanie zarządzenia ministra zdrowia określające zasady tworzenia list leków bezpłatnych.
Chcę podkreślić, że to zarządzenie nie wprowadza automatycznego dodawania czy usuwania konkretnych leków z listy. Daje natomiast ministrowi zdrowia jasne instrumenty i procedury kształtowania list leków darmowych. To bardzo ważne, ponieważ przy tak dużych środkach publicznych potrzebujemy przewidywalnych zasad, które będą obowiązywać niezależnie od tego, kto w danym momencie pełni funkcję ministra zdrowia.
Kolejnym krokiem będzie przejrzenie grup limitowych w obrębie poszczególnych substancji czynnych. Chcemy sprawdzić czy środki przeznaczane na bezpłatne leki są wykorzystywane w najbardziej efektywny sposób i czy w poszczególnych grupach istnieje rzeczywista konkurencja cenowa. Dziś mamy sytuacje, w których lek, który utracił ochronę patentową i przestał być lekiem innowacyjnym, dzięki umieszczeniu na liście „S” zachowuje cenę charakterystyczną dla produktu innowacyjnego. W tym samym czasie na rynku pojawiają się kolejne produkty zawierające tę samą substancję czynną, które są dużo tańsze.
Mimo tańszych leków o tej samej skuteczności klinicznej, „innowacyjna cena” jest nadal utrzymywana. Takiego mechanizmu nie ma w żadnym kraju europejskim.
Jeżeli nie umożliwiamy konkurencji między tymi produktami, to płacimy więcej, niż musimy. Ma to konkretne znaczenie dla pacjentów. Jeżeli będziemy przez lata utrzymywać wysokie ceny produktów, które mają już swoje odpowiedniki, to mniej pieniędzy pozostanie na finansowanie nowych, rzeczywiście innowacyjnych terapii. Chcemy więc przywrócić mechanizmy konkurencji i racjonalnego wydawania środków publicznych, co umożliwi nam systematyczne poszerzanie dostępności refundacyjnej.
Jednocześnie zawsze będziemy patrzeć przede wszystkim na bezpieczeństwo i dostępność terapii. Jeżeli dany lek utracił ochronę patentową, ale nie ma innych terapii, które mogłyby zabezpieczyć potrzeby pacjentów, to nie będziemy podejmować decyzji, które ograniczałyby dostęp do leczenia. Natomiast jeżeli w jednej grupie limitowej jest kilkanaście produktów zawierających tę samą substancję czynną, a jeden z nich pozostaje zdecydowanie droższy od pozostałych, będziemy oczekiwać dostosowania ceny do realiów rynkowych. To naturalny mechanizm konkurencji i odpowiedzialnego gospodarowania pieniędzmi publicznymi.
Część leków może jednak z listy zniknąć?
Naszym celem nie jest usuwanie leków z list „S”. Chcemy przywrócić równowagę, konkurencyjność cenową i sprawiedliwość społeczną. Przegląd będziemy prowadzić stopniowo i zaczniemy od grup, w których konkurencja jest największa i gdzie potencjał do przywracania konkurencyjności jest najbardziej oczywisty. Wiele będzie zależało również od podmiotów odpowiedzialnych i ich gotowości do dostosowania cen. Chodzi o to, żeby z tych samych publicznych pieniędzy zapewnić pacjentom jak najwięcej i jak najlepszych terapii.
Jeśli uda nam się przywrócić konkurencję tam, gdzie dziś jest ona zaburzona, to będziemy mogli uwolnione środki przeznaczać na nowe leki i innowacyjne terapie, których pacjenci rzeczywiście potrzebują.
Traktuję te zmiany nie jako rewolucję, ale jako uporządkowanie systemu. Liczę też na konstruktywny dialog z branżą farmaceutyczną. Wszystkim powinno zależeć na tym, żeby system refundacji był stabilny, przewidywalny i przede wszystkim służył pacjentom.
Czytaj też:
Wiceminister zdrowia: „Szpitale nigdy wcześniej nie dostały tak dużych pieniędzy”
