Rzecznik Praw Pacjenta: „Skarg na Szpital Południowy przybywało. Ale dotyczy to też innych szpitali”

Rzecznik Praw Pacjenta: „Skarg na Szpital Południowy przybywało. Ale dotyczy to też innych szpitali”

Dodano: 
Bartłomiej Chmielowiec
Bartłomiej Chmielowiec Źródło: Materiały prasowe / Biuro Rzecznika Praw Pacjenta
Nie ma szpitala, na który nie dostajemy skarg. Tak dramatyczna sytuacja jak zgon pacjenta w łazience może się zdarzyć w szpitalu. Dlatego oprócz wyjaśnienia sprawy Szpitala Południowego, konieczne jest stworzenie kompleksowej strategii bezpieczeństwa pacjentów – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Katarzyna Pinkosz: Do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpływały wcześniej skargi od pacjentów lub pracowników dotyczące funkcjonowania Szpitala Południowego? Opisywane były takie przypadki jak nagłośnione przez doktora Emila Jędrzejewskiego?

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta: Otrzymujemy skargi na każdy szpital. Nie ma takiej placówki szpitalnej, na którą nie otrzymywalibyśmy skarg. Ich skala zależy głównie od wielkości placówki i zakresu udzielanych świadczeń medycznych. Jeśli chodzi o Warszawski Szpital Południowy, to – porównaniu do placówek o analogicznej wielkości i skali działania – liczba skarg nie odbiegała od liczb dotyczących innych szpitali. Nie zauważyliśmy też nadzwyczajnie patologicznych sytuacji.

W 2024 roku wszystkich takich skarg dotyczących Szpitala Południowego (przekazywanych mailowo oraz telefonicznie) było łącznie 115, a w 2025 – 163.

Czyli więcej. Czego dotyczyły?

To prawda, że w 2025 roku skarg było więcej, ale obserwujemy to również w innych placówkach.

Skargi i zgłoszenia miały różny charakter, zwykle dotyczyły długiego czasu oczekiwania, zachowania personelu. Pojawiały się też zgłoszenia dotyczące zgonów pacjentów. Jednak żadna z tych skarg nie wskazywała na to, że w placówce dzieje się coś bardzo niepokojącego.

Dlatego tym bardziej muszę uczynić zastrzeżenie: żadne z tych poważnych doniesień medialnych jeszcze nie zostało potwierdzone, dlatego nie przyjmowałbym od razu założenia, że w Szpitalu Południowym doszło do rażących uchybień i zaniedbań. W głośnym wywiadzie Pana Doktora usłyszeliśmy bardzo poważne zarzuty, wymagające dokładnego i dogłębnego sprawdzenia. Byłbym bardzo ostrożny na tym etapie z osądem tyko na podstawie wywiadu i opinii jednej osoby ze środowiska lekarskiego. Choć oczywiście jest to bardzo poważny sygnał, który wymaga szczególnej uwagi i bardzo rzetelnej weryfikacji..

Gdy takie skargi dochodziły – również dotyczące zgonów pacjentów – czy Biuro Rzecznika Praw Pacjenta nimi się zajmowało?

Tak. Mieliśmy łącznie 5 sygnałów o zgonach pacjentów. W każdej z tych spraw podejmowaliśmy adekwatne działania. Niektóre sprawy jeszcze są wyjaśniane.

Gdy obserwujemy, że dochodzi do naruszenia kodeksu etyki zawodu lekarskiego lub mamy uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, za każdym razem składamy zawiadomienie do rzeczników odpowiedzialności zawodowej lub do prokuratury. Nie zaobserwowaliśmy jednak nic, co wskazywałoby na takie patologie, które były opisywane publicznie – o ile faktycznie miały one miejsce. Powtórzę, sprawa jest badana i jestem przekonany, że działania odpowiednich instytucji i organów dadzą nam pełen obraz sytuacji.

Nie możemy opierać się na jednym wywiadzie…

… i opiniach innych lekarzy, o których mówił prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski.

To są bardzo poważne zarzuty, które trzeba dogłębnie wyjaśnić.

Poczekajmy z osądami, bo można zrobić krzywdę wszystkim pracownikom Szpitala Południowego, który może niedługo stać się w społecznym odbiorze „szpitalem jak z horroru”. A przecież pracuje tam wiele osób bardzo zaangażowanych w pomoc pacjentom. Cały czas jest niesiona pomoc pacjentom, trwa leczenie, ratowanie życia i zdrowia. Potrzeba wokół tej sytuacji i szpitala wiele spokoju i rozwagi.

Jakkolwiek by to jednak nie zabrzmiało: tak dramatyczna sytuacja jak zgon pacjenta w łazience czy niepokojący brak zainteresowania pacjentem przez cztery godziny, niestety, zdarzają się w placówkach szpitalnych. Pacjent wychodzi z sali, idzie do łazienki, może tam upaść, a zostaje znaleziony godzinę, dwie później.

Z czego to wynika?

Z wielu rzeczy: zaniedbań organizacyjnych, czasem z winy personelu, czasem z niewłaściwej obsady – jeśli jest zbyt mało personelu, to nie jest on w stanie obserwować każdej z sal. To wszystko, o czym rozmawiamy, staje się kolejnym ważnym impulsem do stworzenia tego, o co od dawna apeluję, a obecnie przekładamy to na konkretne czyny: powinniśmy wprowadzić w Polsce długofalową strategię na rzecz bezpieczeństwa pacjenta. Jest to zgodne z rekomendacjami WHO i z praktyką, którą wdrażają najbardziej przyjazne pacjentowi systemy ochrony zdrowia w krajach Europy Zachodniej.

Strategia bezpieczeństwa pacjentów powinna po pierwsze wskazywać, że w systemie ochrony zdrowia dochodzi do zdarzeń niepożądanych, które czasem, niestety, kończą się śmiercią. Przyczyny są bardzo różne – to może być niedbalstwo personelu, ale też błędy organizacyjne, błędy systemowe – dlatego powinniśmy zająć się tym systemowo.

Słynna publikacja ze Stanów Zjednoczonych z 1999 roku pokazywała, że rocznie w USA w placówkach szpitalnych dochodzi nawet do 100 tys. zgonów, które nie powinny się zdarzyć.

Najczęstszą przyczyną są właśnie błędy ludzkie?

Jak już mówiłem, przyczyn jest wiele. Ta sytuacja pokazuje jednak, że potrzebujemy poważnej dyskusji o bezpieczeństwie pacjenta. Wiele zrobiliśmy w ostatnich latach na rzecz bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego i widzimy tego efekty. Wystarczy porównać, ile ofiar wypadków było 20 lat temu, a ile jest ich dziś.

Podobnego podejścia potrzebujemy teraz w ochronie zdrowia. Powinniśmy opracować strategię na rzecz bezpieczeństwa pacjenta, czyli konkretny plan działań i zmian, które należy wprowadzić. Taki plan powinien obejmować kilka kluczowych obszarów: uznanie bezpieczeństwa pacjenta za jeden z priorytetów polityki zdrowotnej, zwiększenie bezpieczeństwa procesów klinicznych, edukację pracowników medycznych w tym zakresie oraz wzmocnienie roli pacjentów jako partnerów w procesie diagnostyczno-terapeutycznym.

Mam nadzieję, że dyskusja na temat Szpitala Południowego przyczyni się do wypracowania i uchwalenia takiej strategii. Rozmawiamy i pracujemy z Ministerstwem Zdrowia w tym obszarze.

Czy w związku z opisywaną sytuacją w Szpitalu Południowym, pacjenci na SOR mogą czuć się bezpieczni? Pytam, ponieważ często agresja wobec lekarzy na SOR wynika z lęku pacjenta, czy na pewno zostanie dobrze zaopiekowany.

Jestem przekonany, że kierownictwo i personel tego szpitala, jak i każdego innego, robi już teraz wszystko, co możliwe – organizacyjnie, kadrowo – aby pacjenci czuli się bezpiecznie. Nasze postępowanie i inne działania kontrolne na pewno przyniosą wnioski, które będą także pomocne w formułowaniu rekomendacji i zaleceń do podnoszenia poziomu bezpieczeństwa pacjentów.

Od 18 czerwca jako instytucja Rzecznika Praw Pacjenta prowadzimy swoje postepowanie dotyczące publicznych informacji o tzw. VIP-roomie i możliwych nieprawidłowościach związanych z triażowaniem pacjentów na SOR w Szpitalu Południowym. Po kolejnych informacjach dotyczących zarzutów dużo cięższego kalibru, adekwatnie poszerzamy nasze postępowanie w tym względzie. Ta sprawa zostanie dokładnie wyjaśniona, postępowanie prowadzi kilka instytucji niezależnie: prokuratura, konsultant krajowy w dziedzinie ratownictwa medycznego, NFZ, wojewoda mazowiecki, prezydent m. st. Warszawy, Rzecznik Praw Pacjenta. Poczekajmy z osądami, z wnioskami i zaleceniami na zakończenie tych postępowań.

Nie sądzi Pan, że podobne „VIP-roomy” istnieją także w innych szpitalach, że część pacjentów jest inaczej traktowana?

Mam nadzieję, że takich „VIP-roomów” nie ma w szpitalach. Nie otrzymywaliśmy tego typu zgłoszeń czy skarg. Natomiast każdy zdaje sobie sprawę z tego, że pacjent i jego rodzina w trudnej sytuacji zrobi wszystko, by przyspieszyć diagnozę, leczenie. Mamy sygnały dotyczące patologicznych sytuacji – przyspieszenia pobytu w szpitalu poprzez wizytę w placówce prywatnej. Dlatego powinna być przeprowadzona dyskusja na temat rozdzielenia prowadzenia gabinetów prywatnych i pełnienia ważnych funkcji w szpitalu.

Płatna wizyta u lekarza w celu przyspieszenia badania diagnostycznego czy leczenia w szpitalu to de facto zakamuflowana korupcja.

Naszym zdaniem, odpowiedzią na różnego rodzaju nieprawidłowości powinno być stworzenie Centralnego Rejestru Zdarzeń Niepożądanych, do którego można byłoby zgłaszać anonimowo różnego rodzaju nieprawidłowości, które widzi personel medyczny, a z różnych powodów nie chce złożyć zawiadomienia do właściwych organów.

Ważne jednak, żeby zdać sobie sprawę z tego, że do zdarzeń niepożądanych, w tym tych najcięższych i dramatycznych jak zgon pacjenta, czasem w szpitalach dochodzi. Cały świat zadaje sobie pytanie, co można zrobić, żeby uniknąć np. zakażeń w placówkach ochrony zdrowia, bo przecież zakażenie i zapalenie płuc u 80-latka może skończyć się zgonem. Katalog potencjalnych przyczyn powodujących, że dochodzi do najcięższych działań niepożądanych jest duży. I wszędzie zastanawia się nad tym jak to zmienić. Jednym z elementów jest rejestr zdarzań niepożądanych. Doświadczenia wskazują, że zgłoszenie do tego rejestru powinny być anonimowe, by personel medyczny nie bał się zgłaszać nieprawidłowości, widząc błąd lub to, że np. kolega postępuje nieetyczne.

Albo nie robi wszystkiego, co można…

A być może brakuje mu wiedzy, doświadczenia. Wtedy moglibyśmy wyciągać wnioski o charakterze systemowym.

Wracając do sytuacji Szpitala Południowego i bezpieczeństwa pacjenta. Czy uważa Pan, że pacjent na SOR może czuć się bezpieczny, jeśli kierownikiem SOR – najtrudniejszego chyba oddziału w szpitalu – zostaje lekarz bez doświadczenia, bez specjalizacji?

Nie chcę osądzać przed dokładnym zbadaniem sprawy. Oczywiście, Szpitalny Oddział Ratunkowy jest jednym z najtrudniejszych miejsc w szpitalu, przyjeżdżają tu zarówno pacjenci w bardzo ciężkim stanie, także pacjenci, którym trzeba natychmiast ratować zdrowie i życie, oraz ci którzy nigdy nie powinni tam trafić, czyli pacjenci pobudzeni będący pod wpływem alkoholu narkotyków a także innych środków odurzających.

Oczywistością jest, że kierownikiem takiego oddziału powinna być osoba z bardzo dużym doświadczeniem, a także ze zmysłem organizacyjnym i umiejętnością zarządzania – także od strony logistycznej. Na czele takiego oddziału powinna być osoba z doświadczeniem – także zawodowym, która przepracowała wiele lat w systemie ochrony zdrowia.

Czy tak było – to wyjaśnią kontrole wielu instytucji. Szpital Południowy będzie na pewno jednym z najbardziej skontrolowanych szpitali. Bardzo dobrze, skoro są tak poważne zarzuty – dotyczące zarówno triażu pacjentów, jak rażących zaniedbań. Te wszystkie elementy na pewno zbadamy, jednak potrzebny jest czas, by wszystko wyjaśnić.

Ta sytuacja poważnie nadszarpnęła zaufanie pacjentów – do systemu ochrony zdrowia. Bo przecież mówimy o szpitalu, o placówce, gdzie pacjent powinien czuć się bezpiecznie, dlatego że jest pod opieką wielu medyków.

W pierwszej kolejności powinniśmy robić wszystko, by się w nim nie znaleźć – myślę tu oczywiście o profilaktyce, prowadzeniu zdrowego trybu życia, badaniach profilaktycznych, żeby nie był konieczny pobyt w szpitalu.

To kluczowe, aby w tych ważnych i potrzebnych dyskusjach na pierwszym miejscu pozostawało dobro pacjentów, także tych leczonych w tej placówce. Zaufanie do opieki zdrowotnej zaczyna się od wizyty u lekarza, od każdej medycznej pomocy, buduje się je przez lata, nieustannie wymaga pracy u podstaw i systemowej. Mimo zrozumiałych emocji zachowajmy zdrowy rozsądek, róbmy swoje, wyjaśniajmy i wyciągajmy wnioski, wprowadzajmy zalecenia, a gdzie to będzie konieczne, także działania naprawcze. Dziś chcemy robić wszystko, aby pacjenci nie mieli obaw – i podstaw do obaw – o bezpieczeństwo leczenia.

Powinniśmy też zrobić wszystko, by szpital był miejscem najbezpieczniejszym.

Jak to zrobić? Inne kraje lepiej sobie z tym radzą.

Naszą odpowiedzią nie powinny być tylko kontrole pojedynczych placówek – choć każde tak bulwersujące doniesienie trzeba potraktować bardzo poważnie. Musimy jednak działać kompleksowo i systemowo. Odpowiedzią Biura Rzecznika Praw Pacjenta i Ministerstwa Zdrowia będzie strategia na rzecz bezpieczeństwa pacjenta, nad którą pracujemy od kilku miesięcy. Praca w środowisku szpitalnym to praca w wieloosobowym zespole, wykonywana często pod presją czasu i wielkiej odpowiedzialności. Gdy dochodzi do zdarzenia niepożądanego na końcu widzimy człowieka, który wykonał daną procedurę, ale miejmy na uwadze, że na to złożyła się sekwencja wcześniejszych zdarzeń i czynniki środowiskowe. Bardziej emocjonalnie reagujemy, gdy możemy obwinić konkretną osobę niż system. Ale nie o obwinianie tu chodzi tylko o głęboką świadomość ludzkiej zawodności i umożliwienie systemowego uczenia się na błędach. Jeżeli nie będziemy się nieustannie uczyć, to błędy będą się powtarzać.

Potrzebujemy odbudować nadszarpnięte zaufanie pacjentów do personelu medycznego. Na to nakłada się kwestia ewidencji czasu pracy personelu medycznego. Musimy odpowiedzialnie podejść do bezpieczeństwa pacjenta.

Bardzo ważny jest też odpowiedzialny przekaz medialny. W debacie publicznej często dominują głośne nagłówki dotyczące pojedynczych, czasem bulwersujących spraw. Takie sytuacje trzeba wyjaśniać i reagować, ale nie można tracić z pola widzenia szerszego obrazu. W ochronie zdrowia obok realnych problemów, błędów i zaniedbań są także obszary, w których jako państwo i system mamy dobre wyniki. Właściwy przekaz do pacjentów to kwestia odpowiedzialności mediów, polityków i nas wszystkich. Pokazujmy to, co wymaga poprawy, walczmy o bezpieczeństwo pacjentów, ale nie budujmy atmosfery grozy.

Czytaj też:
Pośmiertne badanie TK w Szpitalu Południowym. Arłukowicz porównał to do mumii