Kardiolog: Obniżmy składkę zdrowotną dla tych, co się badają, zreformujmy SOR-y

Kardiolog: Obniżmy składkę zdrowotną dla tych, co się badają, zreformujmy SOR-y

Dodano: 
Prof. Przemysław Mitkowski
Prof. Przemysław Mitkowski Źródło: Archiwum prywatne
Jesteśmy liderem na świecie, jeśli chodzi o leczenie zawałów, mamy znakomite programy profilaktyczne. Powiążmy składkę zdrowotną z wykonywaniem badań profilaktycznych, a na SOR nie tylko ratujmy życie pacjentów, ale też ich leczmy – mówi prof. Przemysław Mitkowski, kardiolog.

Katarzyna Pinkosz: Panie Profesorze, podkreśla Pan, że w ciągu ostatnich 40 lat długość życia Polaków wydłużyła się o 7 lat. To dużo, ale z drugiej strony – wciąż żyjemy kilka lat krócej niż mieszkańcy zachodniej Europy. Kiedy dogonimy Europę?

Prof. Przemysław Mitkowski, kierownik Pracowni Elektroterapii Serca, I Klinika Kardiologii UM im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu: To się stanie, jeśli będziemy świadomi czynników ryzyka, które są modyfikowalne, jak palenie papierosów, picie alkoholu, wysokie ciśnienie tętnicze, wysoki cholesterol, siedzący tryb życia, zła dieta. Już to się zmienia:

żyjemy dłużej niż 30-40 lat temu, ale przede wszystkim żyjemy zdrowiej. Nadal jednak liczba osób z chorobami sercowo-naczyniowymi jest jeszcze w Polsce wysoka. 8 proc. polskiego społeczeństwa ma cukrzycę, prawie 40 proc. – nadciśnienie tętnicze (w UE – 25 proc.: to znaczna różnica). Szacujemy, że zaburzenia gospodarki lipidowej dotyczą w Polsce już prawie 60 proc. osób.

Wymienione czynniki ryzyka nie „bolą”, dlatego pacjenci długo nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niosą. Choroba – przede wszystkim miażdżyca tętnic – rozwija się podstępnie. Gdy pojawiają się objawy, jest już bardzo zaawansowana. Obecnie w Polsce śmiertelność z powodu chorób sercowo-naczyniowych jest jest tylko nieco wyższa od średniej unijnej – wynosi 37 proc., podczas gdy wartość ta dla Państw UE to 34 proc. Ale w Danii i Francji to tylko 20 proc. Tam poradzono sobie z chorobami serowo-naczyniowymi, dzięki temu w tych krajach żyje się dłużej.

Są jednak takie dziedziny, których Europa może się od nas uczyć – na przykład systemu leczenia zawałów serca?

Mamy jeden z pierwszych w Europie systemów leczenia zawałów serca, który spowodował, że śmiertelność z ich powodu znacznie spadła. Możemy być z tego dumni. Mamy również wzorcowy w Europie system opieki nad pacjentami po zawale serca – KOS Zawał. Średnia śmiertelność w ciągu roku po zawale serca wcześniej wynosiła ok. 20 proc., czyli umierał co piąty pacjent. A dzięki temu programowi udało nam się ją zredukować do kilku procent. Przestrzeganie wytycznych i bardzo intensywne leczenie pacjentów (m.in. w zakresie redukcji cholesterolu) powoduje, że możemy obniżyć śmiertelność do ok. 1 proc. w skali roku po zawale: to niespotykane wyniki! Oczywiście, dotyczy to pacjentów, którzy są objęci taką intensywną opieką, a niestety nie są to wszyscy pacjenci.

Mamy też inne znakomite programy profilaktyczne – unikalny w Europie pogram badania cholesterolu u 6-latków. Kolejna rzecz: w programie „Moje Zdrowie” jest możliwość zbadania lipoproteiny a. Jesteśmy liderem na świecie w dostarczaniu rozwiązań i możliwości. Problemem jest wciąż za niska świadomość, że powinniśmy uczestniczyć w tych programach.

Innym ważnym zagadnieniem są szczepienia ochronne – w ubiegłym roku opublikowano stanowisko Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które wskazuje, że szczepienia ochronne przeciwko grypie, COVID-19, pneumokokom są ważnym elementem zapobiegającym zdarzeniom sercowo-naczyniowym. Od niedawna dostępne są szczepienia przeciwko kolejnym chorobom infekcyjnym – RSV i półpaścowi. To są również działania profilaktyczne, zapobiegające występowaniu zdarzeń sercowo-naczyniowych, w tym zawałowi serca i udarowi mózgu.

Po przechorowaniu grypy (jeśli w jej przebiegu występują też objawy z dolnych dróg oddechowych), w pierwszym tygodniu ryzyko zawału serca rośnie 6-krotnie, a 12-krotnie rośnie ryzyko udaru mózgu.

Skutki ciężkiego przebiegu chorób zakaźnych są widoczne w organizmie nawet po bardzo długim czasie. Nawet po 10 latach od przechorowania pneumokokowej choroby płuc, ryzyko zawału serca jest dwukrotnie wyższe. Szczególnie musimy dbać o osoby, które już mają obciążenia sercowo-naczyniowe.

Wspomniał Pan o czynnikach ryzyka, które można zmienić – np. o paleniu papierosów. Niestety, w Polsce wciąż pali nawet co trzeci dorosły Polak…

Najbardziej efektywne są tu rozwiązania fiskalne.

Papierosy powinny być dużo droższe?

Tak – zarówno papierosy tradycyjne, jak i tzw. elektroniczne. Papierosy elektroniczne czasem są przedstawiane jako „zdrowsza” alternatywa, ale to nie jest prawda. Jeśli ktoś zaczyna palenie od papierosów elektronicznych, to zwykle przechodzi potem na wyroby tytoniowe, natomiast kierunek przeciwny nie został dotychczas jednoznacznie potwierdzony.

Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że papierosy elektroniczne to cała „tablica Mendelejewa”, szkodliwa dla płuc, serca i innych organów.

Bardzo żałuję, że przedmiot edukacja zdrowotna w Polsce nie jest obowiązkowy. Powinna być obowiązkowa, bo jest to edukowanie do działań profilaktycznych nie tylko dzieci, ale też – za ich pośrednictwem – rodziców, dziadków.

Składka zdrowotna powinna być zróżnicowana, w zależności od tego, czy ktoś bada się profilaktycznie, czy nie?

Może to budzić emocje, ale uważam, że to jest rozsądne rozwiązanie. Bo czy społecznie sprawiedliwe jest to, że osoba, która dba o swoje zdrowie, wykonuje badania profilaktyczne, płaci taką samą składkę jak osoba, która tego nie robi i z dużym prawdopodobieństwem będzie w większym stopniu korzystać z systemu ochrony zdrowia, z medycyny naprawczej?

Musimy też zmodyfikować pewne elementy systemu ochrony zdrowia, np. zakres działania oddziałów SOR powinien być dostosowany do pozostałych elementów system ochrony zdrowia – a zatem nie tylko ratować pacjentów, ale też ich leczyć, a przynajmniej to leczenie zaplanować, ponieważ w przeciwnym wypadku ci pacjenci wkrótce wrócą na ten SOR z podobnym problemem.

Ale przecież na SOR to miejsce, które właśnie ma służyć głównie do ratowania życia – o tym mówi wiele kampanii...

Medycyna ratunkowa to jest medycyna stanów wyjątkowych – ma ratować życie pacjenta: zgoda. Ale aby ten pacjent doświadczył długotrwałej poprawy, musi mieć zmodyfikowane leczenie, często poprzedzone dodatkową diagnostyką i to nie za kilka miesięcy w ramach AOS, ale w ciągu dni.

Obecnie czas oczekiwania na wizytę w poradni specjalistycznej to kilka miesięcy. A lekarz POZ rozkłada ręce, bo nie ma możliwości wykonania wielu badań i pomocy pacjentowi. SOR-y dysponują bardzo dobrym zapleczem diagnostycznym z możliwością uzyskania wyniku niemal natychmiast, co pozwala na korektę leczenia zgodnie z aktualnym stanem wiedzy.

A zatem pacjent powinien otrzymać bardziej kompleksową opiekę – mieć zweryfikowane leczenie w tych stanach, które nie mogą czekać: np. gdy ma migotanie przedsionków, to lekarz powinien sprawdzić, czy pacjent dostaje leczenie przeciwkrzepliwe; jeśli ma niewydolność serca, to czy dostaje wszystkie leki zgodnie ze standardem leczenia.

Jest to trudne i wymaga ciągłej edukacji personelu na wszystkich poziomach opieki, w tym w SOR. Musimy lepiej to zorganizować, lepiej diagnozować pacjentów, koordynować ich leczenie, a nie tylko „wykonywać procedury”. Bardzo ważne jest raportowanie efektów leczenia w oparciu o stratyfikację „ciężkości” stanu pacjenta, a system ochrony zdrowia powinien premiować tych, którzy mają lepsze wyniki. Podejście do pacjenta powinno być bardziej holistyczne, a podstawą jest medycyna koordynowana.