„To już wiemy o raku piersi”. Pacjentki opowiadają o leczeniu, ekspertki obalają mity

„To już wiemy o raku piersi”. Pacjentki opowiadają o leczeniu, ekspertki obalają mity

Dodano: 
Rak piersi to najczęstszy nowotwór u kobiet
Rak piersi to najczęstszy nowotwór u kobiet Źródło: magnific
Mammografia jest szkodliwa, biopsja może rozsiać raka, nie mam objawów, to mnie badania nie dotyczą – to tylko część mitów, z jakimi muszą cały walczyć lekarze i onkolodzy zajmujący się rakiem piersi.

– Praktycznie codziennie słyszę o jakichś mitach związanych z rakiem piersi od swoich pacjentek. W dużej części dotyczą mammografii. Chociażby to, że jest szkodliwa. To coś, z czym musimy cały czas walczyć i uświadamiać kobiety – mówiła dr n. med. Aleksandra Konieczna, onkolog kliniczny z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii podczas konferencji „Czy wszystko już powiedziano o raku piersi?”.

60 kobiet dziennie słyszy taką diagnozę

Rak piersi to niezmiennie najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy u kobiet w Polsce. Każdego roku Polsce dowiaduje się o nim 21-22 tys. pań. W 2023 r. diagnozę raka piersi usłyszało 21 716 kobiet. To oznacza, że każdego dnia o raku piersi dowiaduje się 60 kobiet w naszym kraju.

Rak piersi we wczesnym stadium jest wyleczalny, dlatego lekarze cały czas apelują, aby kobiety na badania zgłaszały jak najwcześniej. Mammografia przesiewowa potrafi wykryć bardzo wczesne zmiany, jeszcze nie wyczuwalne w badanu palpacyjnym.

– Do mnie niestety najczęściej przychodzą pacjentki, które już mają rozpoznaną chorobę nowotworową. Ale to sprawia, że mogą uświadamiać inne panie, żeby się badały, żeby wcześniej niż one trafiały do lekarza, żeby wcześniej zdecydowały się na badanie – mówiła dr Konieczna.

– Mam też pacjentki, które mówią, że jeżeli one zachorowały, to w ich otoczeniu panie nagle zaczęły się zapisywać mammografię albo USG, czyli czasami mamy efekt domina – dodała.

Ale niestety to też działa w drugą stronę. Pacjentki są zrażone do badania, bo było dla nich bardzo bolesne. Taki mit, czy nie mit, dotyczący mammografii wciąż funkcjonuje – mówiła onkolog.

Leczenie jest spersonalizowane

Dr Konieczna podkreśliła, jak bardzo ważna jest personalizacja leczenia onkologicznego. – Ja zawsze mówię pacjentkom, żeby nie słuchały na korytarzu co dostała sąsiadka, bo ona dostała leczenie dla jej konkretnego podtypu – mówiła.

Podstawą diagnozy i leczenia jest wynik histopatologiczny z biopsji nie tylko cienkoigłowej, ale i krótkoigłowej z oznaczeniem receptorów, co pozwala na precyzyjny dobór terapii. Dodała, że w leczeniu raka piersi potrzebny jest czas. – Żeby wytłumaczyć pacjentkom, dlaczego stosowane są te konkretne leki i jak będzie wyglądał schemat leczenia. Żeby pacjentka czuła się uspokojona w obliczu tego, co ją czeka – podkreślała. Wyjaśniła też, ile można potrwać leczenie w przypadku leczenia raka piersi HER2-dodatniego. – To jest mniej więcej rok przed operacją, operacja i czas po operacji – powiedziała. Podkreśliła rolę leczenia w centrach, które przeznaczone do leczenia danego typu nowotworów. Skoro mamy raka piersi, to powinno się go leczyć w Breast Cancer Unitach, bo tam są specjaliści. Od onkologów, przez radioterapeutów, psychoonkologów, po chirurgów onkologicznych

Ogromny przełom

Dr Konieczna podkreśliła, że w HER2 dodatnim raku piersi i zaawansowanym leczeniu dokonał się ogromny przełom. – Są badania, które pokazują, że pacjentki przez wiele lat są na jednej linii leczenia – mówiła.

Dla nas, onkologów to jest niesamowite, że mamy chore, które są w trybie leczenia przewlekłego.

– Mam dwie pacjentki, które są z chorobą rozsianą na leczeniu anty-HER2 od 10 lat. Nie mają żadnych objawów, normalnie żyją, wychowują dzieci i wnuki – zdradziła.

– Nawet w chorobie zaawansowanej kobiety żyją bardzo długo z rakiem piersi. To są wieloletnie przeżycia na jednej linii leczenia – podkreśliła.

Zapewnić poczucie bezpieczeństwa

Dr n. med. Mariola Kosowicz, kierownik Poradni Psychoonkologii Narodowego Instytutu Onkologii, zaznaczała, że dla pacjentek z rakiem piersi kluczowe jest poczucie bezpieczeństwa. Powinien je zapewnić zaufany lekarz lub koordynator.

Niezbędna jest skuteczna i precyzyjna komunikacja ze strony personelu medycznego, aby pacjentki rozumiały kolejne etapy leczenia i zakres obowiązków poszczególnych specjalistów. Podkreśliła, że pacjentki w kryzysie mogą mieć zaburzone funkcje poznawcze (problemy z pamięcią i koncentracją), dlatego potrzebują cierpliwości i jasnych wyjaśnień.

Wszyscy przekraczamy pewne granice, kiedy się bardzo boimy albo coś nam się wymyka spod kontroli– mówiła.

Dodała, że wciąż w świadomości pacjentek zakorzenione są stare, nieaktualne, negatywne informacje o raku piersi. – A jak są negatywne, to przebijają się bardziej do naszego umysłu. Dlatego koordynator czy lekarz powinien mieć czas, aby porozmawiać z pacjentką – powiedziała.

Ważną rolę pełnią też psychoonkolodzy, którzy pomagają pacjentkom „przetrawić” nowe, bardziej pozytywne dane dotyczące leczenia nowotworów. Dr Kosowicz dodała, że kobiety często dzielą się z psychoonkologami najgłębszymi lękami (np. o śmierć, relacje rodzinne, życie seksualne), o których nie rozmawiają z nikim innym.

– Konieczne jest rozmawianie o jakości życia i jej wszystkich aspektach, nie tylko o samej chorobie. Należy normalizować strach i lęk, nie walczyć z nimi, lecz uczyć – zaznaczyła.

Najgroźniejsze mity o raku piersi

Specjalistki rozprawiły się też z najczęstszymi mitami dotyczącymi raka piersi, jego diagnostyki i leczenia.

"Nie mam raka piersi w rodzinie, więc mnie to nie dotyczy". – To jeden z najczęstszych mitów. Zdecydowana większość chorych nie ma nikogo w rodzinie, kto chorował na raka piersi. Często słyszę: „jestem szczupła, karmiłam, urodziłam, nie palę, nie piję. Dlaczego mnie to spotkało?”. Niestety, rak piersi jest chorobą heterogenną. Tylko 10 proc. raków ma podłoże genetyczne, a więc pozostałe przypadki to 90 proc. – powiedziała dr Konieczna.

"Nie mam objawów, to nie muszę robić mammografii". – Kolejny mit. Dużo pacjentów łączy mammografię z objawami. Czyli jak nie mam objawów, to nie muszę robić tych badań. Nikt w mojej rodzinie nie chorował, czyli nie mam obciążenia żadnego, to też nie muszę robić – wyjaśniała onkolog.

"Biopsja może rozsiać raka". – Oczywiście, że jest to mit. Tak samo jak słyszymy, że „poszła do lekarza, zrobiła biopsję i umarła”. Więc lepiej tego nie ruszać. Robimy biopsję po to, żeby leczyć. To niezbędne badanie, żeby uzyskać rozpoznanie histopatologiczne – wyjaśniała specjalistka.

"Rak HER2-dodatni to najgorsza diagnoza" – To kolejny mit. Historycznie to było prawdą. Natomiast aktualnie jest to mit, ponieważ dla nas to przede wszystkim informacja o tym, jakie leczenie możemy zastosować – wyjaśniała dr Konieczna.

"Zachorowałam z powodu stresu" – To również mit. Nie ma badań, które pokazują, że stres jest bezpośrednią przyczyną raka, natomiast są badania mówiące o tym, że przewlekły stres może obniżać odporność i negatywnie wpływać na funkcjonowanie organizmu. Jeżeli mam do czegoś predyspozycje, to wtedy to coś może się pojawić. Nie należy obwiniać pacjentek za zachorowanie. Jesteśmy sami sobie winni, że stworzyliśmy takie myślenie – mówiła dr Kosowicz.

Każdy przypadek jest inny

Obecne na spotkaniu pacjentki onkologiczne – Marta i Magda – zwracały uwagę, że mimo różnych wyzwań i trudności, życie z chorobą jest możliwe i można dobrze wyglądać mimo leczenia. Obie wzięły udział w najnowszej kampanii dotyczącej raka piersi HER2-dodatniego, chciały przez to podzielić się osobistymi doświadczeniami, aby edukować i wspierać inne pacjentki, zwłaszcza w obliczu początkowego braku informacji i wsparcia.

Marta podkreślała, że mimo różnych akcji profilaktycznych, ogólna wiedza na temat różnych podtypów i zróżnicowanych schematów leczenia jest niska, nawet wśród osób z dostępem do informacji. Niska jest też świadomość temat indywidualnego charakteru każdej chorej.

– Słyszałam wypowiedzi w rodzaju: No ale jak to? Teraz raka piersi wyleczy się od razu. Moja przyjaciółka miała raka, wyzdrowiała, ty też tak będziesz miała – mówiła Marta.

– Pomyślałam sobie, że jak już będę po jakimś etapie leczenia i będę miała siły, to będę chciała coś z tym zrobić. Pomagać ludziom emocjonalnie i psychicznie. Ale też mówić, że każda ma inaczej. Są inne podtypy raka i leczenie musi być inne – dodała.

Magda, która diagnozę usłyszała 10 lat temu, zwracała uwagę, że bardzo się zmieniło zarówno leczenie, jak i podejście do pacjenta.

– Wtedy schemat leczenia raka piersi HER2-dodatniego wyglądał tak, że zaczynaliśmy od leczenia operacyjnego, potem była chemioterapia. Wiem, że teraz zaczyna się od leczenia systemowego, a leczenie chirurgiczne jest konsekwencją tego, co się później wydarzy – mówiła.

Czytaj też:
Tylko co trzecia Polka wykonuje mammografię. Lekarz rodzinny: Mam sposób, żeby to zmienić