- Po atakach nożowników w szkołach i informacjach o kolejnych możliwych aktach agresji w okolicach wielu szkół pojawiły się patrole policji, a część placówek 9 października była zamknięta. – Dla nas w szpitalu był to bardzo trudny dzień, przeżyliśmy prawdziwe oblężenie na izbie przyjęć, tak wiele dzieci i nastolatków potrzebowało pomocy psychiatrycznej – mówi dr hab. Aleksandra Lewandowska.
- Za jedną z przyczyn rosnącej agresji wśród dzieci i młodzieży podaje niekontrolowane korzystanie ze smartfonów i dostęp do brutalnych treści. Podaje przykład dziecka, które groziło kolegom nożem. – To dziecko już od wieku niemowlęcego miało dostęp do urządzeń ekranowych, a w wieku 5 lat codziennie spędzało 5-7 godzin przy smartfonie. Urządzenie ekranowe z dostępem do treści agresywnych, jest jak granat. Część dorosłych daje po prostu dziecku do ręki broń – zaznacza.
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Wszyscy jesteśmy w szoku: 15-latek zabija pracowniczkę szkoły, 19-latek rani nożem 9 osób, policja zatrzymuje kilku kolejnych nastolatków, którzy przychodzą do szkoły z nożem albo grożą rówieśnikom. W wielu szkołach w piątek były patrole policji, część szkół było zamkniętych. Skąd ta fala agresji, co się dzieje z dziećmi, z młodzieżą?
Dr hab. Aleksandra Lewandowska, krajowa konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży: To wszystko można było przewidzieć. Może nie konkretny atak nożem, jednak od lat obserwujemy zjawisko narastającej agresji, deficytu empatii dzieci i nastolatków. Skupiając się na konkretnych wydarzeniach i osobach, dotykamy tylko wierzchołka góry lodowej. Pytamy, co musiało się zadziać, żeby młody człowiek dokonał takiego aktu. Wypływają informacje w mediach, że u jednego chłopca była przemoc domowa i uzależnienie w rodzinie.
Druga kwestia związana jest z cierpieniem osób, które doświadczyły śmierci bliskiej osoby czy zagrożenia życia, bo zostały zranione. Ale za tym wszystkim idzie fala, która dotyka całego naszego społeczeństwa. Widzimy to dziś po liczbie interwencji w szpitalu, na izbie przyjęć, po liczbie telefonów od rodziców, opiekunów naszych pacjentów: dzieci, nastolatków. To bardzo trudny dzień dla nas wszystkich.
Więcej dzieci i młodzieży zgłasza się szpitala z powodu problemów psychicznych?
W piątek mieliśmy prawdziwe oblężenie na izbie przyjęć. Wynika to z tego, że całe nasze społeczeństwo żyje tymi zdarzeniami. Jest mnóstwo przekazów w sieci, w mediach społecznościowych. Pojawia się również sporo fejkowych informacji, które dzieciaki sobie przekazują, bo śledzą wszystkie informacje na ten temat. A nie każde dziecko ma komfortową sytuację, że rozmawiają z nim na ten temat rodzice. Po dzisiejszym dniu i interwencjach, które mamy, widzę, że dzieciaki zostały z tymi wydarzeniami pozostawione same sobie. Często dorośli myślą, że nie ma co „ruszać” tak trudnego tematu, że jak nie będą na ten temat rozmawiać, to on się rozpłynie. Tak się nie stanie, bo wszyscy tym żyją.
W piątek część szkół zdecydowała się na zamknięcie ze względu na informację związaną „challengem” o krwawym piątku. Miałam mnóstwo zapytań i telefonów: „Czy mam odebrać dziecko ze szkoły, bo dzwoni i płacze, że się boi, bo usłyszało od koleżanki, że inne szkoły są pozamykane”. „Czy to znaczy, że nasza szkoła nam nie mówi prawdy?”. Dzieci pytały: „Mamo, czy to znaczy, że Ty mi nie powiedziałaś prawdy?”, „Czy ja jestem bezpieczna/ bezpieczny?”
W pewnym sensie znowu zawiedli dorośli.
W sytuacji, która jest tak trudna, nie powinniśmy zajmować się zrozumieniem gramatyki języka polskiego i całek z matematyki, tylko powinniśmy skupić się na zadbaniu o przestrzeń emocjonalną dzieci i nastolatków.
Większość szkół ma nauczycieli specjalistów, psychologów, pedagogów. Trzeba uzgodnić pewną strategię i dać przestrzeń dzieciom do reagowania. Już sama rozmowa, nazwanie pewnych rzeczy zmniejsza napięcie. Z nastolatkiem można porozmawiać, z młodszymi dziećmi można zorganizować zajęcia, np. w formie teatrzyku, warsztatu, zabawy, by „wyłapać” coś, co jest niepokojące w tym, co mówi dziecko czy w jego zachowaniu. Strategia: dorośli rozmawiają ze sobą, a dzieci są pozostawione sama sobie – to nie jest dobre wyjście.
Dzisiaj w szkołach powinno się rozmawiać na ten temat z dziećmi. Nie zostawiać ich samym sobie?
Nie, bo te dzieci tym tematem żyją. Rozmawiają. I jeśli nie mają szans porozmawiać z mądrym, uważnym dorosłym, to same interpretują zdarzenia, zniekształcają, nadbudowują. A to jeszcze dodatkowo potęguje lęk i niepokój.
Jedna z dziewczynek, która została zatrzymana przez policję, przyszła do szkoły z nożem, ale nie dlatego, że chciała komuś zrobić krzywdę, tylko dlatego, że nie czuła się bezpieczna. Mówiła, że chciała w razie czego się obronić. Czy to wszystko można było przewidzieć?
Tak. Wystarczy spojrzeć na ostatnie sześć lat. Mówimy coraz więcej o zdrowiu psychicznym, ale pomimo podejmowanych działań, rozwoju modelu opieki środowiskowej, kondycja psychiczna dzieci i młodzieży z roku na rok pogarsza się. Nie chodzi o to, żeby tworzyć kolejne miejsca specjalistyczne, bo za chwilę co drugie dziecko będzie wymagać opieki specjalistycznej. Trzeba proponować więcej działań profilaktycznych, które zapobiegają problemom.
Bardzo się cieszę, że edukacja zdrowotna weszła do szkół jako przedmiot obowiązkowy, ale edukacja tylko dzieci i nastolatków, bez zaangażowania osób dorosłych niewiele da. Konieczne są też regulacje ustawowe, która dadzą narzędzia, żeby blokować strony mające bardzo duży ładunek treści i obrazów agresywnych, autoagresywnych, pornograficznych. To nie jest obojętne dla umysłu młodego człowieka, który dopiero się kształtuje.
Przykład z życia wzięty, nasza codzienność kliniczna: dziecko przywiezione karetką pogotowia, wzięło do szkoły nóż kuchenny, w emocjach chciało kogoś zaatakować. Jest przyjmowane do oddziału i okazuje się, że za takim zachowaniem kryje się wiele czynników. Bardzo często jest to przemoc domowa i przemoc rówieśnicza, ale też skokowy rozwój technologii cyfrowych i brak odpowiedzialności ze strony dorosłych.
To dziecko już od wieku niemowlęcego miało dostęp do urządzeń ekranowych, a w wieku 5 lat codziennie spędzało od pięciu do siedmiu godzin przy smartfonie, z dostępem do Internetu. Rodzice nie wiedzieli, co dziecko ogląda. A w trakcie diagnostyki okazało się, że oglądało głównie treści agresywne, filmiki o zabijaniu, z przekleństwami. Takich filmów jest mnóstwo w sieci. A do tego było inteligentne, więc ściągało różnego rodzaju gry, przeznaczone dla osób pełnoletnich, również z dużym ładunkiem agresji.
A potem pytamy: dlaczego, skąd ataki nożem, skąd taka agresja? Przykro mi to powiedzieć, bo to naprawdę smutny obraz. I deficyt odpowiedzialności: nas, dorosłych, nas rodziców. Niemowlak nie kupuje sobie sam telefonu czy tabletu. Statystyki są alarmujące: w grupie dzieci od 6. miesiąca życia do 7. roku życia od 2/3 do 3/4 dzieci ma dostęp do urządzeń ekranowych, a 1/4 korzysta z nich codziennie. Rodzice bardzo często nie wiedzą, co dzieciaki robią w przestrzeni cyfrowej. Nie dziwmy się więc, że od kilku lat rośnie liczba mało empatycznych dzieci, nastolatków, liczba agresywnych zachowań dzieci, nastolatków, młodych dorosłych i rośnie liczba zachowań samobójczych.
Wiele osób oburzyłoby się, gdyby usłyszało, że droga do aktów agresji i zabójstwa zaczyna się od smartfona.
Dawanie małemu dziecku smartfona do ręki i niekontrolowanie tego, co dziecko w nim ogląda, to w pewnym sensie dawanie mu odbezpieczonego granatu. Urządzenie ekranowe z dostępem do treści agresywnych, zagrażających, jest takim granatem. Część dorosłych daje po prostu dziecku do ręki broń.
Jeśli nie zmienimy całego podejścia do dzieci i młodzieży, to trzeba się spodziewać, że takich aktów agresji będzie coraz więcej?
Musimy zmienić nasze podejście. Dzisiaj miałam rozmowę z ojcem mojego nastoletniego pacjenta, który mówił w emocjach: „Pani doktor, ale my powinniśmy to przecież przewidzieć, tak od dawna dzieje się w Stanach. Dlaczego w naszych szkołach nie ma urządzeń do wykrywania metalu?”. A ja pytam, czy naprawdę w tym kierunku chcemy iść? Jaki to jest przekaz dla dziecka, które idąc do szkoły musi przejść przez bramkę wykrywającą metal? Czy to znaczy, że szkoła, do której idzie, jest miejscem bezpiecznym?
To w jakim kierunku powinniśmy iść? W stronę szkół z bramkami do wykrywania metali, uczenia dzieci jak mają zachowywać się w takich sytuacjach, czy zapobiegania im?
Uważam, że jeszcze nie jesteśmy w takiej sytuacji jak Stany Zjednoczone, żeby wprowadzać do każdej szkoły bramki do wykrywania metalu. Ale musimy wzmocnić działania profilaktyczne, nie tylko skierowane do dzieci, ale też do osób dorosłych, żeby nie być w takiej sytuacji, jak ta opisywana w USA. Niestety, gdy organizujemy warsztaty dla rodziców, to najczęściej przychodzą na nie rodzice świadomi, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej. Nadal mamy problem, żeby dotrzeć do tych rodziców, którzy są mniej świadomi, a na nich powinno nam najbardziej zależeć.
Wspomniała Pani, że w piątek dużo więcej dzieci było na izbie przyjęć. Czyli ta sytuacja tak mocno zachwiała ich psychiką?
Tak. Były to osoby np. mające za sobą doświadczenie kryzysu psychicznego i w tej sytuacji doszło do pewnego rodzaju „dekompensacji emocjonalnej”. Ale były również dzieci i nastolatki, którzy pierwszy raz zetknęli się z opieką psychiatryczną. Były też osoby, które w związku z tym wydarzeniem miały gotowość powiedzenia, że od kilku miesięcy doświadczają przemocy rówieśniczej albo były świadkiem jakiegoś wydarzenia.
Ta sytuacja nie skończy się na jednym dniu…
Informacje cały czas żyją w sieci. To nie jest tak, że sytuacja się skończy i w poniedziałek odetniemy wszystko grubą kreską i już będzie stabilnie.
Co właściwie powinniśmy teraz zrobić jako społeczeństwo, co powinno się zrobić w szkołach? Ministerstwo Edukacji zapowiada specjalne lekcje bezpieczeństwa...
Uważam, że każda szkoła powinna rozeznać się w sytuacji swoich uczniów i zaplanować strategię, plan postępowania. Są szkoły, w których od lat wdraża się programy profilaktyczne i uważność na dziecko. Ale nie zawsze tak jest.
Zawsze mnie zastanawia, dlaczego w szkole wcześniej nie zauważa się tego, że dziecko zachowuje się inaczej?
Szkoły są różne, jak mówiłam. Część szkół jest niesamowicie uważna. Ale są też takie, gdzie mimo że widzi się, że coś złego dzieje się z młodym człowiekiem, to nikt nie reaguje, bo to wymaga zaangażowania.
Wszyscy mierzymy się z wyzwaniami naszych czasów.
Zmienił się profil ucznia. Jest coraz więcej uczniów przebodźcowanych, którzy nie radzą sobie z regulacją emocji. Poza tym mamy coraz więcej dzieci i nastolatków z diagnozą zaburzeń psychicznych.
Niekiedy w jednej klasie jest nawet kilkoro takich uczniów. To kolejne wyzwanie dla nauczyciela, który ma w klasie 24 czy nawet 30 dzieci. Może nie zauważyć pewnych rzeczy. Być może potrzebne są rozwiązania systemowe. Może klasy powinny być mniejsze, zwłaszcza że mamy niż demograficzny? Nie mam patentu na dobre rozwiązanie, jednak myślę, że w gronie praktyków, ekspertów, decydentów powinniśmy zastanowić się, co robić. Z pewnością przez najbliższe lata będzie coraz więcej dzieci z pewnymi trudnościami, wymagających innego podejścia. Przy klasie ponad 20-osobowej nawet uważny nauczyciel czasami nie jest w stanie wszystkiego zauważyć.
Czytaj też:
Psychiatra dziecięcy: „Raz nadmiernie pobudzony, raz wpada w depresję: to może być ChAD”
Dr hab. Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, koordynator medyczny Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci, Pełnomocnik ds. psychiatrii dzieci i młodzieży Szpitala im. J. Babińskiego w Łodzi. Wiceprzewodnicząca Rady do spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia.
Czytaj też:
Konsultant krajowa: Potrzebujemy bezpiecznego leczenia dla dzieci z chorobą afektywną dwubiegunową
