Endometrioza – o tej chorobie mówi się ostatnio dużo. I bardzo dobrze, bo to jedno z najpoważniejszych wyzwań dotyczących kobiecego zdrowia. Jest szansa na lepszą przyszłość dotyczącą diagnostyki i leczenia.
W Agencji Badań Medycznych rozpoczęło się badanie mające sprawdzić skuteczność testu EndoRNA w wykrywaniu endometriozy we wczesnych stadiach. Jednocześnie ministra zdrowia Izabela Leszczyna zapowiedziała, że od lipca leczenie endometriozy będzie finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
O tym, jak poważne jest to zagadnienie, przekonują cały czas eksperci, lekarze i organizacje pacjenckie.
Endometrioza dewastuje jakość życia kobiety
– Endometrioza to problem o ogromnej skali występowania. Szacuje się, że dotyka nawet 10 proc. kobiet, powoduje objawy o dewastującym wpływie na jakość życia. Tylko co 10 kobieta z endometriozą nie zgłasza żadnych dolegliwości. Konstelacje objawów bywają bardzo różne, mogą dotyczyć nie tylko ginekologii, mogą mieć charakter wielodyscyplinarny, wieloobjawowy, stąd też diagnostyka endometriozy jest trudna – mówił prof. Tomasz Paszkowski, kierownik III Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Podkreślił, że od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy i wdrożenia leczenia celowanego upływa średnio aż 8 lat.
– Nie jest możliwe całkowite wyleczenie endometriozy, więc trzeba postawić u każdej pacjentki zindywidualizowany, personalizowany cel leczenia. Może to być łagodzenie dolegliwości bólowych, innych objawów, redukcja zmian, utrzymanie lub przywrócenie płodności, unikanie nawrotów a przede wszystkim poprawa jakości życia – zaznaczył.
Wyjaśnił, że poza leczeniem chirurgicznym są też dostępne metody farmakologiczne: antykoncepcja hormonalna, progestageny, a także analogi gonadoliberyny. Kluczowa jest jednak dostępność tych leków, czyli refundacja. – Należy czynić starania, aby najnowocześniejsze metody leczenia endometriozy były jak najszerzej dostępne dla naszych pacjentek – zaznaczył.
Czytaj też:
Prof. Basta: Endometrioza jest niewidzialna, niedostrzegana, często nas przerasta
Na diagnozę przyszło czekać 16 lat
O tym, jak wygląda rzeczywistość kobiet chorych na endometriozę, mówiła w rozmowie z NewsMed Lucyna Jaworska-Wojtas, prezeska Fundacji Pokonać Endometriozę, sama od lat zmagająca się z chorobą.
– Nie wiadomo, jakie są przyczyny endometriozy. Teorii, dlaczego choroba rozwija się, jest wiele – fragmenty endometrium, czyli błony śluzowej macicy, znajdują się także poza macicą, w różnych miejscach organizmu i atakują organy od zewnątrz, naciekając do ich środka. Zaczyna w nich toczyć się proces zapalny. Na narządach mogą powstawać guzy, wszczepy, nacieki. Gdy proces zapalny jest duży, może dojść do zamknięcia ściany jelita, moczowodu, niedrożności jajowodów. Ogniska endometrium mogą osadzić się w wątrobie, w płucach – wyjaśniała.
– Taka tkanka zachowuje się jak endometrium w macicy, czyli jest hormonalnie czynna. Narządy w jamie brzusznej mogą się sklejać: zdarza się, że w miednicy mniejszej robi się kokon, narządy wyglądają jak sklejone butaprenem. Są jednym zlepem – dodawała.
W jej przypadku od pierwszych objawów, do ostatecznej diagnozy minęło 16 lat. Zaczęło się od problemów z nerką. Potem przyszły trzy operacje wodonercza, nerkę ostatecznie usunięto, ale okazało się. że powodem dolegliwości był guz w pobliżu moczowodu spowodowany endometriozą.
– W tym czasie przeszłam szereg operacji miednicy mniejszej. Poszukiwano, co powoduje stan zapalny. Kolonoskopie i gastroskopie nic nie wykazywały. Później pojawiła się diagnoza zespołu policystycznych jajników, ale okazało się, że prawdziwą przyczyną problemów był guz, który uciskał moczowód i nerkę. Dopiero po jego usunięciu stwierdzono, że mam endometriozę.