Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Szczepionka przeciw HPV zmieniła medycynę: jest uznawana za jedną z dwóch szczepionek przeciwnowotworowych. Jak ocenia Pani program szczepień przeciw HPV w Polsce?
Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej: Rzeczywiście szczepienie przeciwko HPV różni się tym od większości szczepień, jakie zalecamy, że z jednej strony jest to szczepienie przeciwko infekcji – wirusem brodawczaka ludzkiego – ale drugiej strony stosujemy je w profilaktyce onkologicznej. Zapobiega ono rozwojowi raka szyjki macicy, ale też innych schorzeń związanych z tym wirusem.
Trzy lata temu został wprowadzony w Polsce powszechny program szczepień przeciwko HPV. Jakie są jego efekty?
Tak, ten program istnieje już od trzech lat; początkowo populacja objęta szczepieniem była węższa, to były dzieci między 12. a 14. rokiem życia, obecnie granice wieku zostały rozszerzone: szczepieniem są objęte dziewczęta i chłopcy od 10. do ukończenia 14. roku życia. Dzięki wprowadzeniu powszechnego programu po pierwsze te szczepienia weszły do dyskusji publicznej, zaczęto mówić, dlaczego są ważne. Po drugie, zwiększyła się dostępność, gdyż w tej grupie wiekowej są bezpłatne.
Na pewno wprowadzenie powszechnego bezpłatnego programu zwiększyło zainteresowanie i zwiększyło wyszczepialność. Wcześniej – w zależności od województwa – wynosiła ona od kilku do kilkunastu procent. Obecnie widzimy, że w rocznikach, które jako pierwsze weszły do programu, wyszczepialność sięgnęła 35 proc. To bardzo duży wzrost, ale z drugiej strony w Narodowej Strategii Onkologicznej założyliśmy, że do 2028 r. będzie 60 proc. osób zaszczepionych. Światowa Organizacja Zdrowia mówi o zaszczepieniu 90 proc. dziewczynek.
Tak więc mamy jeszcze dużo do zrobienia.
Dlaczego część rodziców nie decyduje się na zaszczepienie dzieci?
Są dwie główne kwestie. Pierwsza to fakt, że szczepionka przeciwko HPV to jeden z „ulubionych” preparatów grup antyszczepionkowych. Jest bardzo dużo dezinformacji w przestrzeni internetowej na temat tego szczepienia, jego szkodliwości, niepożądanych odczynów poszczepiennych. To powoduje, że część rodziców po prostu się boi.
A druga rzecz to kwestia światopoglądowa: powiązanie w debacie publicznej tej szczepionki ze sferą seksualną, z inicjacją seksualną. Stąd dyskusje, dlaczego szczepić dzieci. Powiązanie światopoglądowe powoduje, że część rodziców odrzuca to szczepienie jako kojarzące się z seksem, z inicjacją seksualną ich dziecka.
Czyli wciąż za mała jest wiedza, że dzięki tej szczepionce można uchronić się przed wirusem HPV, ale też przed wieloma nowotworami, m.in. przed rakiem szyjki macicy, ale nie tylko?
Zdecydowanie tak. W edukacji jesteśmy troszkę akcyjni, czyli jest akcja, kampania medialna, dużo mówi się na jakiś temat, a potem on zamiera i znika z debaty publicznej. Żyjemy też w czasach szybkich newsów, gdzie informacje szybko się nudzą, potrzebujemy nowych bodźców. Rzeczywiście brakuje nam konsekwentnej rozmowy o bezpieczeństwie szczepień.
Oczywiście my tę edukację – mówię to jako lekarz rodzinny – prowadzimy na co dzień w gabinetach. Natomiast potrzebna jest szersza edukacja w tym zakresie, obalanie fejkowych informacji, zastępowanie dezinformacji informacją naukową, która ma oparcie w badaniach i w danych epidemiologicznych.
Jakie takie działania warto byłoby prowadzić, żeby rodzice mieli większe zaufanie do tych szczepień?
Mamy początek września, wchodzi edukacja zdrowotna do szkół jako przedmiot obowiązkowy. Szczepienia – w tym szczepienie przeciwko HPV – są jednym z elementów podstawy nauczania. Mam nadzieję, że dzieci będzie uczone, dlaczego szczepienia są ważne i tę wiedzę przekażą rodzicom. Jeśli mówimy o szczepieniu nastolatka, to ma on też prawo współdecydować, czy chce zostać zaszczepiony. Jeśli natomiast chodzi o rodziców, to warto docierać z informacją różnymi kanałami. Mamy opcję szczepienia w szkołach, dlatego np. warto zaprosić na zebranie z rodzicami kogoś z obszaru medycyny, kto przekazałby merytoryczne informacje, odpowiedział na wątpliwości. Bardzo pożądana byłaby też konsekwentna kampania edukacyjna w sferze publicznej.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że szczepienie przeciwko HPV znajdzie się w obowiązkowym kalendarzu szczepień. Dlaczego takie rozwiązanie?
To rozwiązanie jest postulowane już od kilku lat. Wydaje się rozwiązaniem najprostszym, które rozwiewa dylematy dodatkowego szczepienia. W Polsce cały czas obowiązuje program szczepień ochronnych, w których znajdują się szczepienia obowiązkowe oraz szczepienia zalecane. Nadal mam bardzo wysoki odsetek zaszczepionych dzieci, jeśli szczepienie jest obowiązkowe. Oczywiście, w przypadku niektórych szczepionek ten odsetek spada, jednak nadal jest bardzo wysoki. Myślę, że dzięki zakwalifikowaniu szczepienia przeciw HPV jako szczepienia obowiązkowego, celem absolutnie możliwym do osiągnięcia byłby odsetek osób zaszczepionych zakładany przez wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia.
To po prostu ułatwia rozmowę z rodzicami.
Jeśli szczepienie jest „zalecane”, to pojawia się pytanie: „Dlaczego? Dlaczego jedno szczepienie jest obowiązkowe, a to jest zalecane?”. Myślę, że to ułatwiłoby nam komunikację z rodzicami, a także kwestie organizacyjne związane ze szczepieniami. Chociaż akurat muszę powiedzieć, że obecny system, jeśli chodzi o szczepienie przeciwko HPV, jest naprawdę dobrze zorganizowany. Gdyby jednak szczepienie stało się faktycznie obowiązkowe, to być może wielu rodziców miałoby większe zaufanie do takiej szczepionki.
„Obowiązkowe”: to oznacza, że również państwo bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo szczepienia...
Dotykamy tu kwestii zaufania do pracowników ochrony zdrowia, do systemu. Jeśli szczepienie będzie obowiązkowe, to wiele osób podejdzie do tego tak, że skoro państwo uznaje, że to ma być szczepienie obowiązkowe, to jest ono bezpieczne, przebadane.
Oczywiście, na pewno będzie grupa, która będzie się temu sprzeciwiać, np. osoby, które w ogóle negują kwestię obowiązkowości czegokolwiek. To wpisuje się w pewien szerszy światopogląd, światopogląd wolnościowy. Trzeba to uszanować, ale zawsze warto rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego to szczepienie jest potrzebne. Generalnie jednak uważam, że to szczepienie powinno być uznawane za obowiązkowe.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że już od przyszłego roku te szczepienia staną się obowiązkowe. Czy już wiemy, jak to będzie w praktyce wyglądać?
Projekt rozporządzenia Ministra Zdrowia pojawił się już w ubiegłym roku. Czy te szczepienia staną się obowiązkowe w 2027 r. – zobaczymy. Czas na publikację kalendarza programu szczepień ochronnych – czyli jak mówimy potocznie „kalendarza szczepień na rok 2027” – jest do końca października. Główny Inspektor Sanitarny na pewno intensywnie pracuje nad kalendarzem szczepień. Gdy zostanie opublikowany, to będziemy widzieć, na ile faktycznie kalendarz szczepień zmienił się. To nie tylko kwestia szczepień przeciw HPV, ale też np. dodatkowej dawki przypominającej szczepionki przeciwko krztuścowi, a także szczepień przeciwko meningokokom. Zobaczymy, co pojawi się nowego, czekamy na publikację kalendarza szczepień.
W systemie ochrony zdrowia jest dziś wyzwań, związanych m.in. z finansowaniem. Niezależnie jednak od innych wyzwań, kwestia szczepień pozostaje jednym z najważniejszych?
Od dawna powtarzamy, że pieniądze wydane na profilaktykę oznaczają wielokrotnie więcej zaoszczędzonych pieniędzy, gdyż nie trzeba ich będzie wydać na leczenie.
Szczepienia są ogromnym osiągnięciem medycyny, ważnym elementem profilaktyki, które pomaga zapobiegać chorobom. Dzisiaj mówimy dużo o HPV jako o profilaktyce onkologicznej, ale mamy też wiele innych szczepień, o których wiemy, że nie tylko chronią przed chorobami układu oddechowego, ale także chronią układ sercowo-naczyniowy. To np. szczepienia przeciwko grypie, COVID-19. Pojawiają się podobne dane dotyczące szczepienia przeciwko RSV. Szczepiąc, zmniejszamy też ryzyko zaostrzenia choroby podstawowej. Dlatego szczepienia są bardzo ważnym elementem systemu zdrowia publicznego. Uzyskując duże odsetki osób zaszczepionych, widzimy redukcję kosztów leczenia, hospitalizacji czy zmniejszenie liczby zgonów. Trzeba być jednak bardzo konsekwentnym w działaniu i nie oczekiwać efektów po jednym sezonie.
Wracając do szczepień przeciw HPV: co roku w Polsce około 3,5 tysiąca osób zachorowuje na nowotwory HPV-zależne, w tym m.in. raka szyjki macicy. Po to, żebyśmy zobaczyli efekt populacyjny w postaci zmniejszenia liczby zachorowań, powinno zaszczepić się co najmniej 60-70 proc?
Zdecydowanie tak. Pamiętajmy też, że to będzie efekt bardzo odroczony w czasie. Roczniki zaszczepione na poziomie ok. 30 proc. to dziś 15-17-latki. Mają kilkadziesiąt lat do osiągnięcia wieku, gdzie ryzyko wystąpienia raka szyjki macicy jest największe. Owszem, występuje on również u osób młodych, ale zdarza się to rzadko. Tak długi czas powoduje, że jeśli wdrożyliśmy strategię kilka lat temu, to na jej pierwsze efekty będziemy czekać jeszcze co najmniej kilkanaście lat.
Musi wystarczyć nam cierpliwości, żeby nie uznać, że skoro zachorowania nie zmniejszają się po pierwszym, drugim, piątym roku, to nie oznacza, że szczepienia nie działają.
Rozmawiamy na Forum Ekonomicznym; możemy więc powiedzieć, że na efekty ekonomiczne, ale też zdrowotne wprowadzenia programu bezpłatnych szczepień, czy obowiązkowych szczepień, po prostu musimy zaczekać?
Taki jest urok profilaktyki, że nie daje natychmiastowego efektu.
Tym bardziej cieszy fakt, że państwo zainwestowało w tym przypadku w profilaktykę.
Zdecydowanie tak. Uważam, że to była naprawdę bardzo dobra decyzja.
