Guzy zamieniają w kulki lodu. „Bezpieczeństwo, skuteczność i komfort pacjenta”

Guzy zamieniają w kulki lodu. „Bezpieczeństwo, skuteczność i komfort pacjenta”

Dodano: 
Krioablacja nowotworów nerek
Krioablacja nowotworów nerek Źródło: Materiały prasowe / USK we Wrocławiu/Tomasz Król
„Po zabiegu zamrożony guz staje się martwą, jałową tkanką, którą organizm powoli wchłania, zamieniając ją w nieaktywną bliznę”.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu stał się krajowym liderem, wykonując około 70 proc. wszystkich zabiegów krioablacji nowotworów nerek w kraju. Dzięki unikatowej metodzie zamrażania nowotworów oraz ścisłej współpracy radiologów zabiegowych i urologów, pacjenci zmagający się z „cichym zabójcą” mogą liczyć na radykalne wyleczenie podczas krótkiego, niemal bezbolesnego zabiegu.

Już prawie 200 zabiegów

USK we Wrocławiu jako pierwszy ośrodek w Polsce rozpoczął wykonywanie tych zabiegów w ramach NFZ już w czerwcu 2023 roku, natychmiast po wprowadzeniu refundacji. Do teraz przeprowadzono ich niemal 200. W Polsce w większości ośrodków wykonuje się ich zaledwie kilka lub kilkanaście.

Za sukcesem wrocławskiego ośrodka stoi zespół urologów i radiologów, których liderem jest prof. dr hab. Maciej Guziński, radiolog interwencyjny i kierownik Pracowni Radiologii Zabiegowej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Wprowadził metodę krioablacji do USK po intensywnych szkoleniach w ośrodkach we Francji i we Włoszech. Profesor podkreśla, że główną innowacją jest możliwość całkowitego zniszczenia guza wewnątrz ciała pacjenta bez nacinania skóry, co pozwala na odchodzenie od tradycyjnej chirurgii otwartej czy laparoskopii. W przypadku krioablacji narzędziem stają się cienkie igły i trójwymiarowa nawigacja obrazowa.

Mrożenie zamiast skalpela

– To chirurgiczna precyzja bez użycia skalpela. W tej metodzie wykorzystujemy specjalny, szybki tomograf zabiegowy, gdzie czas naświetlania wynosi około sekundy, co pozwala nam na bieżąco i bardzo dokładnie monitorować każdy etap operacji – wyjaśnia prof. Maciej Guziński.

– Pacjent leży nieruchomo na stole tomograficznym w stanie tzw. analgosedacji. Oznacza to, że jest on w stałym kontakcie z personelem i może z nami rozmawiać, ale co najważniejsze – nie odczuwa żadnego bólu. Po precyzyjnym wypozycjonowaniu igieł na odpowiednią głębokość, do centrum guza dostarczana jest energia w postaci bardzo niskiej temperatury. Końcówki igieł mogą osiągnąć nawet -120°C – dodaje.

Specjalista podkreśla, że kluczowe dla powodzenia zabiegu jest osiągnięcie temperatury poniżej -40°C, ponieważ to właśnie ona gwarantuje nieodwracalne zniszczenie komórek nowotworowych. Efekty mrożenia obserwuje się na żywo na monitorze tomografu. Powstająca kula lodu jest wyraźnie widoczna w skali szarości, co pozwala lekarzom upewnić się, że mrożenie objęło cały guz z odpowiednim zapasem, nie docierając jednocześnie zbyt blisko sąsiednich narządów.

– Pojedynczy cykl mrożenia trwa od 3 do 20 minut, a zazwyczaj stosujemy dwukrotne mrożenie i rozmrażanie, aby mieć całkowitą pewność, że tkanka została zniszczona – dodaje prof. Guziński. – Po zabiegu zamrożony guz staje się martwą, jałową tkanką, którą organizm powoli wchłania, zamieniając ją w nieaktywną bliznę. Sam proces mrożenia i rozmrażania trwa około 40 minut, jednak cała procedura, wliczając precyzyjne celowanie igłami, może zająć do dwóch godzin.

Bezpieczeństwo i komfort pacjenta

Skuteczność krioablacji guzów nerek w USK we Wrocławiu ocenia się na 90 procent. Z ponad dwuletniej obserwacji wynika, że u dziewięciu na dziesięciu pacjentów guz maleje lub całkowicie znika po jednym zabiegu. Tylko u nielicznych chorych procedurę trzeba powtórzyć. Jej największą zaletą jest połączenie skuteczności z minimalną inwazyjnością, co szczegółowo opisuje prof. dr hab. Wojciech Krajewski, specjalista z Uniwersyteckiego Centrum Urologii USK we Wrocławiu.

– Zabieg jest minimalnie inwazyjny, ponieważ zamiast dużego cięcia chirurgicznego wymaga jedynie wprowadzenia kriosond przez skórę. Poza samym momentem nakłucia procedura jest zasadniczo bezbolesna, gdyż zamrażanie tkanek nie boli w ogóle – podkreśla prof. Krajewski. – Wykonujemy go w znieczuleniu miejscowym lub płytkiej sedacji pod nadzorem anestezjologa, co pozwala uniknąć obciążeń związanych z pełną narkozą. Co kluczowe, nie dochodzi tu do przecinania tkanek wewnątrz jamy brzusznej. Powstająca kula lodu nie niszczy ich mechanicznie, lecz indukuje proces apoptozy i martwicy – nowotwór po prostu obumiera, zamieniając się z czasem w nieaktywną, jałową bliznę – dodaje.

Przy wszystkich zaletach nowej metody, prof. Krajewski zaznacza, że kluczowa jest odpowiednia kwalifikacja. W Polsce rocznie diagnozuje się raka nerki u ponad 5 tysięcy osób, częściej u mężczyzn. Krioablacja jest rozwiązaniem idealnym dla pacjentów starszych, schorowanych, z istotnymi obciążeniami kardiologicznymi oraz tych, którzy przeszli już wcześniej operacje nerek. W ich przypadku klasyczna chirurgia byłaby obarczona zbyt dużym ryzykiem. Choć standardowo za bezpieczną granicę przyjmuje się guzy o wielkości do 4 cm, wrocławski zespół z sukcesem leczył tą metodą zmiany sięgające nawet 6-7 cm w wybranych lokalizacjach.

Często to właśnie nie sama wielkość, a dokładne położenie guza – na przykład bliskość innych narządów – jest decydującym czynnikiem analizowanym podczas drobiazgowej kwalifikacji. Ogromnym atutem jest również tempo rekonwalescencji: pacjenci przychodzą do szpitala dzień przed zabiegiem i zazwyczaj wychodzą po dobie obserwacji.

Czytaj też:
Prof. Kucharz: „U tych chorych na raka nerki od razu trzeba wyłożyć wszystkie karty na stół”
Czytaj też:
Przełom, który zmienił życie i polską medycynę. „To początek nowej ery leczenia”