Już ponad tysiąc ofiar wirusa Ebola. Nie widać, aby epidemia miała słabnąć

Już ponad tysiąc ofiar wirusa Ebola. Nie widać, aby epidemia miała słabnąć

Dodano: 
Wirus Ebola
Wirus Ebola Źródło: Shutterstock / Giovanni Cancemi
Liczba ofiar epidemii wirusa Ebola w dwa miesiące po jej rozpoczęciu osiągnęła już wartość czterocyfrową.

Najnowsze dane narodowego instytutu zdrowia publicznego Demokratycznej Republiki Konga mówią o 2536 potwierdzonych przypadkach zakażenia wirusem Ebola i 1033 zgonach. Co najmniej 738 pacjentów jest izolowanych lub hospitalizowanych. Epidemię oficjalnie ogłoszono 15 maja. A więc wirus pochłonął ponad tysiąc ofiar po dziesięciu tygodniach.

Najgorsza epidemia w historii?

Dla porównania, najgorsza w historii epidemia gorączki krwotocznej, która nawiedziła Afrykę Zachodnią w latach 2014–2016, do osiągnięcia takiej liczby potrzebowała ośmiu miesięcy. W sumie zmarło wtedy 11 tys. osób.

W ostatnich tygodniach dzienna liczba zgonów systematycznie rośnie, służby sanitarne mówią o 30-40 nowych przypadkach śmiertelnych co 24 godziny. Urzędnicy zdrowia publicznego uważają, że wirus rozprzestrzenia się szybciej, niż są w stanie go powstrzymać.

„To ponury kamień milowy w historii epidemii wirusa Eboli” – powiedziała Poppy Anguandia, dyrektor organizacji charytatywnej Tearfund w Demokratycznej Republice Konga, cytowana przez "The Guardian".

Jak podkreślają specjaliści, DRK ma spore doświadczenie w radzeniu sobie z epidemiami Eboli od czasu odkrycia wirusa w ówczesnym Zairze w 1976 roku, ale obecna jest wywołana przez rzadki szczep Bundibugyo, na który wciąż nie ma szczepionki.

Brak zestawów testowych, które mogłyby wykryć Bundibugyo, spowodował opóźnienia w wykrywaniu epidemii i wdrażaniu środków bezpieczeństwa. Wirus prawdopodobnie przez długi czas rozprzestrzeniał się, zanim został oficjalnie wykryty.

„Liczba zachorowań rośnie szybciej, niż nasze możliwości reagowania są w stanie nadążyć” – powiedziała Kate White, koordynator ds. medycyny ratunkowej w organizacji Lekarze bez Granic (MSF) w Demokratycznej Republice Konga. „To niebywałe, ile pozytywnych przypadków mieliśmy w ciągu tych 10 tygodni” – dodała.

Trudne warunki

Opanowanie skali zakażeń jest trudne ze względu na panujące warunki. Epidemia dotyczy przede wszystkim prowincji Ituri, która od dziesięcioleci jest rozdzierana konfliktami etnicznymi. Tysiące osób zostało zmuszone do opuszczenia swoich domów. Konflikty zbrojne w regionie utrudniają nadzór nad chorobą, sytuację pogarszają także słaba jakość systemu ochrony zdrowia i niezwykle mobilna populacja.

Ogniska epidemii pojawiły się także w gęsto zaludnionych obszarach miejskich, co sprzyja szybkiemu rozprzestrzeniania się wirusa.

Wspomniana epidemia w Afryce Zachodniej sprzed dekady wybuchła na obszarach wiejskich, co sprawiło, że wirusa rozchodził się znacznie wolniej.

Czytaj też:
Szczepienia przed egzotycznymi wakacjami. Ekspert wskazuje, na co zwrócić uwagę
Czytaj też:
Specjalista chorób zakaźnych: Te wirusy największym zagrożeniem w 2026 r.

Opracował:
Źródło: WHO, The Guardian