Leczenie raka piersi w Polsce w ostatnich latach bardzo się zmieniło. Pojawiały się kolejne refundacje, a wraz z nimi nowe możliwości dopasowywania terapii do biologii konkretnego nowotworu. Zdaniem Anny Kupieckiej, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, ten kierunek powinien być kontynuowany. Wyzwaniem staje się jednak nie tylko dostęp do kolejnych leków, lecz również do badań, bez których zastosowanie części terapii celowanych nie jest możliwe.
– Niezmiernie ważne jest, abyśmy zachowali trend z ostatnich lat i zabezpieczali możliwe linie leczenia oraz najnowsze terapie w raku piersi. Nasi lekarze mają dziś do dyspozycji szeroki wachlarz terapii, ale także narzędzi diagnostycznych, które pozwalają dobrać leczenie do konkretnej pacjentki – mówi Anna Kupiecka.
To właśnie medycyna personalizowana coraz mocniej zmienia sposób myślenia o raku piersi. Nie wystarczy już określenie, że pacjentka ma nowotwór hormonozależny. W chorobie zaawansowanej znaczenie mogą mieć również konkretne zmiany molekularne pojawiające się w komórkach nowotworowych.
Mutacja ESR1 może pojawić się podczas hormonoterapii
Jednym z takich biomarkerów jest ESR1, gen kodujący receptor estrogenowy. Mutacje ESR1 mogą pojawiać się w przebiegu leczenia hormonozależnego raka piersi, m.in. pod wpływem presji selekcyjnej hormonoterapii. Są jednym z mechanizmów oporności na dotychczasowe leczenie hormonalne. Ich wykrycie może mieć znaczenie przy wyborze kolejnej terapii. W Unii Europejskiej dostępne są już doustne leki z grupy selektywnych degraderów receptora estrogenowego (SERD) przeznaczone dla odpowiednio dobranych pacjentów z ER-dodatnim, HER2-ujemnym zaawansowanym lub przerzutowym rakiem piersi z mutacją ESR1. Poszczególne terapie mają jednak różne wskazania i miejsca w sekwencji leczenia.
– Cały czas pojawiają się nowe rozwiązania i nowe terapie. Widzimy kolejną grupę pacjentek z hormonozależnym rakiem piersi, u których możemy coraz bardziej precyzyjnie dobierać leczenie – podkreśla Anna Kupiecka.
Badanie EMERALD pokazało znaczenie doustnego SERD-u
Anna Kupiecka odwołuje się do badania III fazy EMERALD, w którym oceniano elacestrant – doustny SERD – u pacjentów z ER-dodatnim, HER2-ujemnym zaawansowanym lub przerzutowym rakiem piersi po wcześniejszej hormonoterapii i leczeniu inhibitorem CDK4/6.
W grupie chorych z mutacją ESR1 elacestrant zmniejszał ryzyko progresji choroby lub zgonu o 45 proc. w porównaniu ze standardową monoterapią hormonalną. W analizie chorych, którzy wcześniej przez co najmniej 12 miesięcy odnosili korzyść z hormonoterapii połączonej z inhibitorem CDK4/6, redukcja tego ryzyka wyniosła 59 proc. Nie są to więc dane zależne od „stopnia zaawansowania nowotworu”, lecz m. in. od wcześniejszego przebiegu leczenia.
Elacestrant jest w UE zarejestrowany u kobiet po menopauzie i mężczyzn z ER-dodatnim, HER2-ujemnym miejscowo zaawansowanym lub przerzutowym rakiem piersi z aktywującą mutacją ESR1, u których choroba postępowała po co najmniej jednej linii hormonoterapii obejmującej inhibitor CDK4/6.
Nowy lek wymaga odpowiedniego badania
Z punktu widzenia organizacji pacjenckiej kluczowe jest jednak to, aby dostęp do nowoczesnej terapii od początku był powiązany z możliwością wykonania badania pozwalającego wskazać chore, które mogą z niej skorzystać.
– Mam nadzieję, że wraz z momentem, w którym w Polsce będą dostępne i refundowane te terapie, jednocześnie zostanie wprowadzone rozwiązanie umożliwiające badanie mutacji potrzebnej do zakwalifikowania pacjentki do leczenia – mówi prezes OnkoCafe.
Mutację ESR1 można oznaczać m.in. na podstawie krążącego DNA nowotworowego obecnego we krwi, czyli przy wykorzystaniu tzw. płynnej biopsji. Z punktu widzenia chorej oznacza to pobranie krwi zamiast konieczności pozyskiwania kolejnego fragmentu tkanki nowotworowej. Diagnostyka oparta na ctDNA nabiera szczególnego znaczenia także dlatego, że profil molekularny choroby może zmieniać się podczas kolejnych linii leczenia.
„Nie hospitalizujmy pacjentki tylko po to, żeby zrobić badanie”
Anna Kupiecka zwraca uwagę także na sposób finansowania diagnostyki. Jej zdaniem badania, które mogą zostać wykonane ambulatoryjnie, nie powinny wymagać hospitalizacji pacjentki wyłącznie po to, aby system mógł je rozliczyć. Takie rozwiązanie oznacza nie tylko większy komfort chorej, ale również oszczędność czasu i zasobów systemu. – Jeżeli można wykonać badanie z krwi w trybie ambulatoryjnym, pacjentki nie trzeba hospitalizować. Minimalizujemy koszty, a jednocześnie usprawniamy cały proces – podkreśla.
Problem nabiera coraz większego znaczenia wraz z rozwojem medycyny precyzyjnej. Nowoczesny lek bez finansowanego i łatwo dostępnego testu pozwalającego znaleźć właściwą grupę chorych może w praktyce nie być w pełni wykorzystany.
Terapia, która pozwala dłużej korzystać z hormonoterapii
Doustne SERD-y są kolejną strategią hormonoterapii, dzięki której u odpowiednio dobranych pacjentek można odsunąć w czasie konieczność zastosowania bardziej intensywnego leczenia. Ma to znaczenie również dla jakości życia. Tabletka przyjmowana w domu nie oznacza oczywiście terapii pozbawionej działań niepożądanych i nadal wymaga kontroli onkologicznej, ale może ograniczać liczbę wizyt związanych z podawaniem leczenia dożylnego.
Dla chorych z zaawansowanym rakiem piersi szczególnie ważne jest jednak to, że pojawienie się kolejnej skutecznej opcji może oznaczać następny okres kontroli choroby. – Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli znowu mówić naszym pacjentkom: jest kolejna możliwość, jest nowe rozwiązanie, możemy leczyć dłużej – mówi Anna Kupiecka.
Cel: nie tylko nowe leki, ale lepsze wyniki leczenia
Zdaniem prezes OnkoCafe ostatnie lata pokazały, że polski system potrafi sukcesywnie poszerzać dostęp do nowoczesnego leczenia raka piersi. Nie oznacza to jednak, że wszystkie potrzeby zostały już zaspokojone.
Kolejnym etapem powinno być coraz lepsze łączenie rejestracji i refundacji nowych terapii z dostępem do diagnostyki molekularnej, która pozwala właściwie z nich korzystać. Dotyczy to nie tylko ESR1. Współczesne leczenie raka piersi w coraz większym stopniu zależy od biologii konkretnego nowotworu i zmian, które mogą pojawiać się w czasie terapii.
To właśnie na ten problem Anna Kupiecka zwraca uwagę również w kontekście raportu „Dogonić Europę – perspektywa onkologiczna”. Ostatecznym celem nie jest bowiem samo posiadanie coraz dłuższej listy nowoczesnych leków, ale rzeczywista poprawa wyników leczenia polskich pacjentek i zmniejszanie różnic między Polską a krajami osiągającymi najlepsze rezultaty w onkologii.
Czytaj też:
Nie bój się wiedzieć. Wczesna diagnoza może dać szansę Czytaj też:
Prof. Jan Lubiński: Zalecenia należy aktualizować w oparciu o wyniki najnowszych badań Czytaj też:
Onkologia odchodzi od leczenia narządu. Eksperci: trzeba leczyć człowieka
