Radioterapia u dzieci wymaga nie tylko najwyższej precyzji medycznej, ale także wyjątkowej wrażliwości. W Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie zespół specjalistów wprowadził rozwiązanie, które zaskakuje swoją prostotą: ręcznie malowane, spersonalizowane maski unieruchamiające. Efekt? Zmniejszenie lęku i – w części przypadków – możliwość uniknięcia znieczulenia ogólnego u najmłodszych pacjentów. Tylko w ostatnich dniach dzięki takiemu podejściu udało się przeprowadzić leczenie bez znieczulenia u dwóch niespełna pięcioletnich chłopców. Maska zamiast przerażać – zachwyciła.
Radioterapia dziecięca w Polsce – skala i specyfika
Każdego roku w Polsce nowotwory rozpoznaje się u około 1300 dzieci i nastolatków. Część z nich wymaga leczenia z wykorzystaniem radioterapii. Tę formę terapii prowadzi 13 placówek w kraju, jednak jedynym ośrodkiem w pełni przystosowanym do potrzeb najmłodszych pacjentów jest Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego działające w Narodowym Instytucie Onkologii przy ul. Wawelskiej 15 w Warszawie. To właśnie tutaj trafia ponad 50 procent wszystkich dzieci poddawanych radioterapii w Polsce. Około 25 procent pacjentów stanowią dzieci poniżej piątego roku życia. Ośrodek został zaprojektowany z myślą o najmłodszych – zarówno pod względem sprzętu, jak i organizacji leczenia oraz podejścia do dziecka i jego rodziny.
„Leczenie promyczkami” – wyzwanie medyczne i emocjonalne
Radioterapia, którą mali pacjenci i personel często nazywają „leczeniem promyczkami”, jest procedurą bezbolesną, ale wymagającą ogromnej dokładności. Wiązka promieniowania musi być kierowana z milimetrową precyzją, a pozycja dziecka podczas każdej frakcji leczenia musi być codziennie odtwarzana niemal identycznie. U dorosłych współpraca jest zazwyczaj łatwiejsza. U dzieci – szczególnie najmłodszych – już sam widok aparatury, maski unieruchamiającej czy konieczność leżenia bez ruchu może wywoływać silny lęk. – Radioterapia pediatryczna stwarza wyjątkowe wyzwania – mówi dr n. med. Marzanna Chojnacka, koordynująca pracę Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego NIO. Jak podkreśla, wiele dzieci – zwłaszcza młodszych – ze względu na duży niepokój towarzyszący procedurom medycznym wymaga krótkiego znieczulenia ogólnego, co jest zgodne z praktyką stosowaną na całym świecie.
– Dzięki doskonałej współpracy z zespołem anestezjologicznym kierowanym przez dr n. med. Małgorzatę Symonides realizujemy radioterapię w znieczuleniu nawet u sześciu dzieci dziennie. Jesteśmy jedynym ośrodkiem w Polsce, który znieczula powyżej 20 pacjentów pediatrycznych rocznie. Proces leczenia trwa średnio od trzech do sześciu tygodni, co wiąże się z przeprowadzeniem od 15 do 30 znieczuleń u jednego dziecka – wyjaśnia dr Chojnacka.
Dlaczego ograniczanie znieczuleń ma znaczenie?
Choć znieczulenie ogólne jest bezpieczne, każda jego procedura stanowi dodatkowe obciążenie organizmu. W przypadku leczenia trwającego kilka tygodni liczba znieczuleń może być znacząca. Dlatego w ośrodku rozwijane są strategie ograniczania potrzeby sedacji: przygotowanie psychologiczne, edukacja, oswajanie sprzętu, techniki rozproszenia uwagi oraz tworzenie bardziej przyjaznego środowiska leczenia. Jednym z kluczowych elementów stały się właśnie personalizowane maski unieruchamiające.
Maska – medyczna konieczność, emocjonalne wyzwanie
Maski stosowane w radioterapii wykonywane są z materiału termoplastycznego. Po podgrzaniu w kąpieli wodnej staje się on miękki i elastyczny, co pozwala na dokładne dopasowanie do kształtu twarzy i leczonego obszaru. – Aby zapewnić odpowiednie unieruchomienie wykonujemy specjalne maski z materiału termoplastycznego, który po podgrzaniu w kąpieli wodnej staje się miękki i elastyczny, co pozwala na idealne dopasowanie kształtu maski do leczonego obszaru ciała – wyjaśnia dr Chojnacka.
Dla dziecka jednak maska bywa symbolem „czegoś strasznego”. Zasłania twarz, ogranicza ruch, jest obcym przedmiotem w nieznanym środowisku. Zmiana jej wyglądu może całkowicie odmienić odbiór procedury.
Kolorowa maska, ulubiony bohater i poczucie kontroli
W Centrum przez lata brakowało osoby, która zajmowałaby się zdobieniem masek. Ze względu na duże obciążenie emocjonalne trudno było znaleźć wolontariusza gotowego pracować z dziećmi onkologicznymi. Ostatecznie zdecydowano się na zatrudnienie dedykowanego pracownika. – Zatrudnienie pani Emilii dało możliwość przygotowania barwnych, wymarzonych przez dzieci unieruchomień. Obserwujemy obecnie sytuację, gdy nowo zgłaszające się dzieci wiedzą już od wcześniej leczonych pacjentów, że będą miały wykonaną kolorową maskę. Zgłaszają się z gotowym pomysłem zdobień – podsumowuje dr Marzanna Chojnacka.
Maski ozdabiane są zgodnie z życzeniami dzieci – pojawiają się motywy z bajek, zwierzątka, superbohaterowie, a czasem po prostu ulubione kolory. – Dzieci demonstrują mniejszy lęk, postrzegają już na początku otoczenie jako przyjazne, chętniej przyjeżdżają. Podobnie jak w innych ośrodkach na świecie, dzięki takiemu postępowaniu udaje się uniknąć znieczulenia – wyjaśnia Emilia Rybicka.
Dla dziecka maska przestaje być symbolem zagrożenia. Staje się „jego” maską – czymś, co współtworzyło i na co czeka.
Medycyna precyzyjna i wrażliwa jednocześnie
Radioterapia dziecięca to obszar, w którym najwyższa technologia spotyka się z ogromną empatią. Precyzja napromieniania pozostaje kluczowa – maski są niezbędne dla bezpieczeństwa i skuteczności leczenia. Jednak ich forma może wpływać na przebieg całej terapii.
Personalizacja nie zmienia parametrów technicznych, ale może zmienić poziom lęku, współpracę dziecka oraz decyzje kliniczne dotyczące znieczulenia. To przykład, że innowacja w medycynie nie zawsze oznacza nowy aparat czy przełomowy algorytm. Czasem realną poprawę przynosi rozwiązanie, które dotyka emocji pacjenta. W przypadku najmłodszych pacjentów onkologicznych różnica między strachem a poczuciem bezpieczeństwa może mieć wymiar nie tylko psychologiczny, ale i terapeutyczny.
