Coraz więcej przypadków boreliozy w Polsce. Mimo mroźnej zimy aktywność kleszczy nie zmniejszyła się, o czym świadczą oficjalne statystyki.
Coraz więcej przypadków boreliozy
Wg danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH od początku roku do połowy czerwca zarejestrowano w Polce 10 118 przypadków boreliozy. W analogicznym okresie ubiegłego roku stwierdzono 8 641 zachorowań. To oznacza, że obecnie mamy o ponad 17 proc. więcej zachorowań niż do połowy czerwca 2025 r.
Liczba zachorowań wzrosła szczególnie w ostatnich dwóch tygodniach. Do końca maja było 7 446 zachorowań, a to oznacza, że w ciągu dwóch tygodni czerwca stwierdzono aż 2 672 przypadki.
Jak rozpoznać?
Borelioza to najczęstsza z chorób przenoszonych przez kleszcze. Powodowana jest przez bakterię zwaną Borrelia burgdorfe. Nie każdy kontakt z zakażonym kleszczem powoduje zachorowanie, ale jeśli borelioza się rozwinie, może prowadzić do poważnych powikłań neurologicznych, zaburzeń serca czy chorób stawów.
Ważne jest wczesne rozpoznanie. Najbardziej charakterystycznym objawem boreliozy jest rumień wędrujący, czyli okrągłe lub owalne zaczerwienienie, które z czasem się powiększa, często z jasnym środkiem wokół miejsca ukąszenia. Rumień może też pojawić się w innej części ciała niż miejsce ukąszenia.
Mogą się też pojawić objawy grypopodobne, jak gorączka, bóle mięśni i stawów, silne osłabienie i zmęczenie. Na zakażenie może też zareagować układ nerwowy, sygnalizując to porażeniem nerwu twarzowego czy ostrym bólem głowy.
Najważniejsze badania
Badanie w celu rozpoznania boreliozy może zlecić specjalista chorób zakaźnych, ale także neurolog, okulista lub dermatolog, ponieważ choroba atakuje różne organy.
Jak podkreśla prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji w Białymstoku, badanie jest dwuetapowe.
– Najpierw wykonujemy badanie metodą ELISA. Jeśli jest dodatnie, weryfikujemy jego poprawność testem Western Blot. Nie można przeskoczyć pierwszego etapu i opierać diagnozy na teście Western Blot – mówi w rozmowie z Wprost.
Prof. Zajkowska przy okazji zwraca uwagę na jedną niebezpieczną rzecz. – Borelioza jest jedną z nielicznych chorób, gdzie pacjenci bardzo często wykonują badania sami – szukają rozwiązania problemu. Idą do laboratorium, proszą o test na boreliozę – podkreśla.
Pacjenci wybierają test według własnego uznania, a nie można któregoś z tych etapów ominąć. – Ale powszechna praktyka jest inna: mam dwie kreski w teście Western Blot, więc idę do lekarza. Gdy mówi, że wynik nie świadczy o boreliozie, to część osób szuka innego lekarza. I w końcu znajduje ośrodki, które leczą m.in. biorezonansem, ziołami, antybiotykami – mówi ekspertka.
Czytaj też:
98 tys. pacjentów rocznie. Kleszcze wciąż groźne – jak się chronić i co robić po ukąszeniu?
