Katarzyna Pinkosz: Bardzo rzadka choroba, nazywana popularnie „demencją dziecięcą”, choć ta nazwa nie oddaje istoty tej choroby i cierpienia dzieci. Co to za choroba i dlaczego potrafi zniszczyć organizm?
Prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych: Ceroidolipofuscynoza neuronalna (CLN2) to choroba neurozwyrodnieniwa, genetycznie uwarunkowana, autosomalnie recesywna. Oznacza to, że obydwoje rodzice muszą być nosicielami mutacji genetycznej, żeby choroba się ujawniła. Niekiedy nazywa się ją demencją dziecięcą, chociaż ta nazwa jest nieco myląca i nie od daje istoty choroby.
Największym problemem w tej chorobie nie są problemy z pamięcią?
Nie, dlatego powiedziałam, że nazwa jest myląca. Choroba zwykle ujawnia się około 2-4. roku życia. Dziecko czasem wcześniej ma nieco zaburzony rozwój mowy, jednak w tym wieku trudno jest jesz cze to ocenić. Tak naprawdę dziecko trafia do neurologa po pierwszym napadzie padaczkowym. Z reguły są to napady trudno poddające się leczeniu.
Jeśli mamy pacjenta, który ma pierwszy napad padaczkowy po 2. roku życia, nieco opóźniony rozwój mowy, a padaczka trudno poddaje się leczeniu, to neurologowi powinno zapalić się czerwone światło i powinien rozpocząć szczegółową diagnostykę.
Choroba wynika z niedoboru enzymu – tripeptydylopeptydazy 1 – TPP1. Badanie jest stosunkowo proste: wystarczy wykonać tzw. test suchej kropki krwi na bibułce. Jeśli wynik jest nieprawidłowy, to konieczne jest wykonanie badania genetycznego. Potwierdzeniem diagnozy jest badanie genetyczne plus ewentualnie badanie rezonansem magnetycznym, w którym często u pacjentów objawowych widoczny jest zanik móżdżku.
Problem polega na tym, że gdy u dziecka wystąpią już objawy, to przebieg choroby jest już bardzo gwałtowny – mówimy, że pacjent „spada z klifu”. Bardzo szybko dochodzi do pogorszenia funkcji poznawczych. Pojawiają się napady padaczkowe, dołączają objawy neurologiczne, jak ataksja, zahamowanie rozwoju mowy. Może dochodzić do zaburzeń widzenia, utraty wzroku, a z czasem – do całkowitej niepełnosprawności ruchowej.
Objawy rozwijają się bardzo szybko, dlatego bardzo ważne byłoby szybkie wykrycie choroby, by móc działać?
Oczywiście, najlepsze byłyby wprowadzenie badań przesiewowych, dzięki którym chorobę można byłoby wcześniej uchwycić. Takie badania pilotażowe toczą się w Stanach Zjednoczonych. Jest jednak sens włączania choroby do przesiewu noworodkowego, gdy mamy możliwość interwencji medycznej.
W przypadku CLN2 jest już możliwe leczenie?
Tak, leczeniem jest enzymatyczna terapia zastępcza zawierająca substancję czynną cerliponaza alfa. Dostarczamy do mózgu – do komór mózgu – enzym, którego dziecko ma niedobór. Lek może zahamować postęp choroby, dlatego należy go zastosować jak najszybciej, najlepiej zanim jeszcze pojawią się objawy choroby, gdyż on już ich nie cofnie.
Enzymatyczna terapia zastępcza co prawda nie uleczy choroby, ale może spowolnić jej przebieg. Niestety, na razie nie jest w Polsce dostępna. Dziś nasi pacjenci albo pozostają nieleczeni, albo – jeśli rodzice mają taką możliwość, to z dzieckiem z CLN wyjeżdżają z zagranicę, głównie do Niemiec i Włoch. Tam dzieci są poddawane terapii.
W Niemczech jest 5 ośrodków, które leczą za pomocą enzymatycznej terapii zastępczej. Najwięcej pacjentów z Polski jest leczonych w Hamburgu, jednak wiąże się to z tym, że rodziny muszą przeprowadzić się do Niemiec, podjąć pracę, ubezpieczyć się. De facto wywracają swoje życie do góry nogami, często pracując poniżej swojego wykształcenia.
Dla tych pacjentów możliwość kontynuowania terapii w Polsce jest bardzo ważna. Jest to choroba rzadka; jeśli w chorobie rzadkiej pojawia się terapia, to zawsze stara my się jak najszybciej rozpoznawać chorobę, wykonywać badania, by jak najszybciej zdiagnozować pacjenta i rozpocząć leczenie.
Jak wiele dzieci w Polsce choruje?
Choroba występuje rzadko; szacujemy, że w ciągu roku rodzi się 1-2 dzieci z tą chorobą.
Bez leczenia choroba postępuje?
Bez leczenia jest to choroba śmiertelna, jedna z chorób najbardziej dewastujących: dziecko ma napady padaczkowe, które są lekooporne. Postępują objawy degradacji ośrodkowego układu nerwowego, postępuje niepełnosprawność ruchowa, utrata widzenia, degradacja umysłowa. Choroba nieuchronnie prowadzi do zgonu. Każda choroba jest zła, ale jeśli mówimy o chorobie wyjątkowo złej i wyjątkowo dewastującej, to jest nią właśnie ceroidolipofuscynoza neuronalna.
U pacjentów, którzy są leczeni – na razie za granicą – widać, że terapia realnie spowalnia postęp choroby?
Wiemy, że pacjenci, którzy otrzymali leczenie, utrzymują umiejętności, które do tej pory mieli, nie tracą ich. W najlepszej sytuacji są dzieci, które wcześnie rozpoczęły leczenie – miały rozpoznaną chorobę na bardzo wczesnym etapie ze względu na to, że występowała ona u rodzeństwa: te dzieci wcześniej otrzymały terapię i zdecydowanie lepiej rokują. Dlatego bardzo zależy nam również na jej wczesnym rozpoznaniu.
Leczenie jest trudne, ponieważ terapię podaje się domózgowo, co dwa tygodnie, przez tzw. zbiornik Rickhama, który jest implantowany do komór mózgu. Jednak to leczenie jest bardzo ważne. Terapia nie uleczy choroby, ale może zatrzymać lub spowolnić jej postęp. Będą żyć bez bólu, życiem lepszej jakości – to ważne zarówno dla nich, jak i ich rodziców.
Patrząc na tę chorobę, od razu przychodzi na myśl SMA (rdzeniowy zanik mięśni): jeszcze niedawno była to również bardzo trudna choroba, odbierająca sprawność, często śmiertelna. Dziś jest wspaniale leczona. Czy widzi Pani szansę, że podobnie stanie się w przypadku CLN2?
Mam nadzieję, że niedługo w Polsce pojawi się możliwość podawania w ramach programu lekowego enzymatycznej terapii zastępczej, ponieważ jest ona dostępna za naszą zachodnią granicą, a nasi pacjenci nie różnią się szczególnie od pacjentów w Niemczech. Jeśli jest terapia, która może zatrzymać lub opóźnić przebieg choroby będącej jedną z najbardziej dewastujących chorób ośrodkowego układu nerwowego w wieku dziecięcym, to myślę, że – wszystkie ręce na pokład, by dzieci mogły otrzymać takie leczenie.
To choroba bardzo rzadka, wystarczą w Polsce 2-3 ośrodki, w których takie leczenie będzie prowadzone. Pacjenci na pewno do nich będą przyjeżdżać. Pozytywne jest też to, że w tej chorobie toczy się dużo badań klinicznych– także na poziomie terapii genowych. Nadzieja jest ogromna. Naprawdę mamy poczucie, że w medycynie świat się zmienia. Jeszcze 30 lat temu nie spodziewałam się, że będą pojawiać się takie możliwości leczenia w chorobach, w których rokowanie było naprawdę bardzo złe. Żyjemy w wyjątkowych czasach.
Czytaj też:
Choroby rzadkie pod lupą. „Są możliwości skutecznego leczenia, wykorzystajmy je”
