120 mln długu i walka o przetrwanie. „Każdy dzień to gaszenie pożarów”

120 mln długu i walka o przetrwanie. „Każdy dzień to gaszenie pożarów”

Dodano: 
Szpital w Lesku ma problemy finansowe i kadrowe
Szpital w Lesku ma problemy finansowe i kadrowe Źródło: Szpital w Lesku
120 mln zł długu, braki kadrowe i codzienna walka o utrzymanie działalności. Była p.o. dyrektor szpitala w Lesku mówi wprost o kulisach zarządzania w kryzysie. „Każdy dzień to gaszenie pożarów” – przyznaje.

Anna Kopras-Fijołek, NewsMed, Wprost: Pracuje pani nadal w szpitalu?

Małgorzata Bryndza, była p. o. Dyrektora SP ZOZ w Lesku: Tak, obecnie przebywam na urlopie, ale wkrótce wracam do pracy.

Jak długo pełniła pani funkcję p. o. dyrektora?

16 miesięcy.

Od 1 marca jest nowy dyrektor – dokładnie p. o. dyrektora. Jest pani zaskoczona?

Nie, ja wypowiedzenie umowy o pracę złożyłam na koniec września. Moja umowa kończyła się w grudniu. Pan starosta poprosił jeszcze o trzy miesiące, zgodziłam się na dwa, musieli znaleźć nową osobę, więc nie jestem niczym absolutnie zaskoczona.

Jaki był ten czas – tych 16 miesięcy? Co było trudne?

Jeżeli chodzi o moją kadencję, o tych 16 miesięcy, myślę, że spośród moich poprzedników miałam najcięższą sytuację, ale mam świadomość, że mój następca ma jeszcze trudniej. To, co jest największym problemem, to wiadomo – utrzymanie bieżącej działalności szpitala, zwłaszcza w trybie ostrym. Szpital – oprócz problemów finansowych – ma też bowiem duże problemy kadrowe, a jedno drugie napędza. Żeby pozyskać dzisiaj kadrę, zwłaszcza na takim terenie, jakim są Bieszczady, trzeba mieć na to fundusze. My tych funduszy nie mamy i jest po prostu bardzo ciężko. To przede wszystkim codzienna walka o utrzymanie działalności, pracy szpitala.

Który moment był dla pani najbardziej stresujący, dramatyczny, w czasie tych 16 miesięcy?

Proszę mi wierzyć, że każdy dzień to było gaszenie pożarów. Nie da się wszystkiego wymienić... To było na pewno utrzymanie ciągłości, poprzez utrzymanie zaplecza kadrowego, utrzymanie dostaw przez kontrahentów w zakresie leków, odczynników, utrzymanie świadczenie usług diagnostycznych przez podwykonawców

Dzień rozpoczynał się od patrzenia, czy mamy zajęcie komornicze na koncie, jakimi środkami finansowymi będziemy mogli dysponować w ciągu dnia. Rozmowy i prośby kierowane do dostawców materiałów, usług to była rutyna wpisana w codzienne działania.

Obecny p. o. dyrektora zarządzał kilkoma szpitalami... Dla pani to było szczególne wyzwanie – wcześniej kierowała pani laboratorium...

Na taką skalę to było moje pierwsze takie doświadczenie, ale myślę, że ciężko jest porównać zarządzanie tą placówką z placówkami, które mają w miarę stabilną sytuację. To jest zupełnie inny wymiar pracy – zarządzanie placówką, jeśli każdego dnia walczy się, żeby funkcjonowała i każde jutro jest coraz trudniejsze do przetrwania. Tutaj zupełnie inaczej to wygląda. Pan dyrektor ma wiedzę, doświadczenie, ale myślę, że chyba go sytuacja tutaj – że jest aż tak źle – trochę zaskoczyła. Widzi, jak ta codzienność tak naprawdę wygląda... Na pewno ma jeszcze ciężej niż miałam ja.

W czasie tych miesięcy walki o to, żeby szpital mógł działać, na czyją pomoc pani liczyła?

Za finansowanie ochrony zdrowia odpowiadają decydenci w rządzie, w Ministerstwie Zdrowia, w Narodowym Funduszu Zdrowia. Problem szpitala powiatowego w Lesku nie jest jednostkowym problemem. Dzisiaj ogólnie szpitale powiatowe mają problem i wiemy, że w systemie ochrony zdrowia brakuje pieniędzy. Na kogo ja liczyłam? Przez 16 miesięcy byłam 40 razy w delegacji – były wyjazdy do Warszawy, do Rzeszowa. Nie ukrywam, że liczyłam na jakieś rozwiązania ze strony rządu, bo tutaj są potrzebne rozwiązania systemowe. Uważam też, że od paru dobrych lat szpital w Lesku powinien przechodzić procesy restrukturyzacyjne. Tych decyzji nie było. Trzeba, żeby współdziałały wszystkie szczeble władzy. Tego tutaj zabrakło.

Polityka wkracza również, niestety, do systemu ochrony zdrowia. Cierpią na tym ostatecznie pacjenci. Pani odczuła to, że właśnie polityka często decydowała o tym, czy coś można zrobić dla szpitala, czy nie?

Mnie polityczna działalność nigdy nie interesowała. Uważałam, że polityki nie powinny być w ochronie zdrowia, ale ona jest. Pani minister zdrowia odpolityczniła samo ministerstwo, ale kiedy schodzimy na niższe szczeble, polityka jest tu obecna. To też jest duża przeszkoda uniemożliwiająca zmiany w systemie ochrony zdrowia. Nie ukrywam, że to też była przyczyna mojej rezygnacji. Uważam, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za ten system ochrony zdrowia, bo jesteśmy jego uczestnikami i musimy zrobić wszystko, żeby go zmienić, a nie patrzeć, kto jest u władzy, czy to ogólnopolskiej, czy lokalnej. To nie powinno mieć żadnego znaczenia.

Pani zrezygnowała, widząc, że po prostu nie da się, że można mieć dobre chęci, ale – w tej sytuacji, głównie upolitycznienia, ale też braku podejmowania odpowiednich decyzji – to za mało?

Zapał do pracy, chęci – to za mało. Trzeba wiedzieć, kiedy trzeba przestać walić głową w mur, przy takim braku decyzyjności, braku otwartości, po prostu braku odwagi. Restrukturyzacja to jest proces kosztowny, potrzebne są na to środki, ale to wymaga też odwagi w podjęciu decyzji, która jest też obarczona pewnym ryzykiem. Tutaj polityka jest dużą przeszkodą, bo wiadomo – przy restrukturyzacji są trudne i bolesne decyzje.

Na pewno nie jest pani łatwo o tym mówić wprost – funkcjonuje pani w tym środowisku. Zapytam jednak – kto lub co szkodzi temu szpitalowi?

Ja nie wchodzę w ramy polityczne. Uważam – tak jak powiedziałam – że wszyscy muszą się zaangażować, od góry do samego dołu i zrozumieć, że tu trzeba odwagi, decyzyjności i środków finansowych. My tego lokalnie nie udźwigniemy finansowo. Wiemy, że były – czy też nadal są – rozmowy o konsolidacji. Do tego wsparcie rządu jest jak najbardziej potrzebne. Decyzje zapadają jednak lokalnie, jeśli chodzi o kształt szpitala, strukturę. Trzeba więc iść w kierunku zmian.

Czego Pani życzy nowemu p. o. dyrektora placówki?

Życzę mu cudu. Życzę mu cudu, w którym wszyscy zrozumieją, jaką rolę mają do odegrania i podejmą działania, aby ten szpital udało się uratować. Kibicuję panu dyrektorowi. Nadal jestem tu pracownikiem i zawsze będę wspierać osoby, działania, które będą miały na celu realną poprawę sytuacji Naszego Szpitala, bo to jest największy zakład pracy. To jest Nasz Szpital. Życzę nowemu dyrektorowi siły, wytrwałości, aby wszyscy potrafili stanąć ponad polityką. By udało się doprowadzić do tego, żeby szpital powiatowy w Lesku przetrwał.

SZPITAL W LESKU

  • Zadłużenie: ok. 120 mln zł 
  • Zatrudnienie: 323 osoby (21 lekarzy, 117 pielęgniarek)
  • Zamknięty oddział: ginekologiczno-położniczy
  • Główne braki kadrowe: chirurgia, anestezjologia, pediatria
  • W szpitalu w Lesku znajduje się najbliższy SOR dla Bieszczad.
  • Najbliższy oddział porodowy znajduje się ok. 37 km stąd.

Czytaj też:
Co dalej ze szpitalem w Lesku? 120 mln długu i brak lekarzy