„To nie jest jak w filmach”. Lekarz: w hospicjum umiera rocznie 300 osób

„To nie jest jak w filmach”. Lekarz: w hospicjum umiera rocznie 300 osób

Dodano: 
„To jest tajemnica, której my dotykamy” – mówi lekarz
„To jest tajemnica, której my dotykamy” – mówi lekarz Źródło: Hospicjum Proroka Eliasza
– To nie jest tak, jak w romantycznych filmach. Dotykamy tajemnicy, twardo stojąc po ziemi – mówi dr Paweł Grabowski. W 5. części wywiadu opowiada o samotności pacjentów, braku lekarzy i zespole, który co roku towarzyszy śmierci setek osób – bez systemowego wsparcia.

W poprzednich częściach rozmowy dr n. med. Paweł Grabowski opowiadał o swojej drodze do medycyny paliatywnej, tworzeniu pierwszego w Polsce wiejskiego hospicjum oraz o modelu opieki, który okazał się skuteczny, ale wciąż nie został wdrożony systemowo.

W kolejnej części rozmowy poznajemy codzienność hospicjum – daleką od „filmowych” wyobrażeń. To opowieść o samotności pacjentów, braku lekarzy i zespole, który każdego roku towarzyszy śmierci setek osób – często bez żadnego wsparcia.

Anna Kopras-Fijołek, NewsMed, Wprost: Czego obecnie potrzeba kierowanemu przez pana doktora hospicjum?

Dr Paweł Grabowski: Jak to mówi nasza pani księgowa, jesteśmy w tzw. złotym okresie – mamy wybudowane budynki, wyposażone i to przyzwoicie funkcjonuje. Wyzwaniem jest budowa zespołu. Bardzo nam brakuje lekarzy. Zależy nam na osobach, które są dojrzałe, lubią pracę z człowiekiem chorym, rozumieją wagę tego etapu życia, na którym nasi podopieczni się znajdują. Jesteśmy gotowi pomóc w znalezieniu lokum, jeśli ktoś zdecyduje się na uprawianie wraz z nami medycyny z człowiekiem w centrum i polubi naszą podlaską egzotykę.

Co najbardziej doskwiera pacjentom, którzy już nie mogą być dalej leczeni? Mówią o cierpieniu czy bardziej – o samotności?

Ten człowiek nie musi tego mówić. Z mowy ciała można odczytać, że na przykład po prostu tęskni za drugą osobą. Po to jest w hospicjach wolontariat. Po to są osoby, które pełnią rolę „zastępczych członków rodziny”.

Co mogę dać? Daję czas. Siedzimy, pijemy razem herbatę. Ja opowiem panu czy pani, co się wydarzyło u mnie. Pani – jeżeli mi zaufa – może się wyżalić.

Czy usłyszał pan doktor coś takiego, co szczególnie zapadło w pamięci?

Trudno jest w tej chwili coś takiego sobie przywołać... My mamy różne wyobrażenia na temat umierania. Zwłaszcza te osoby, które rzadko towarzyszyły komuś umierającemu. Najczęściej nie jest tak, że jest to ktoś, kto leży oparty o poduszki, blady, słaby i wypowiada jakieś mądrości – dla każdego coś tam, co zapadnie głęboko w serce. Często jest tak, że jest to osoba w jakimś półśnie. Często jest tak, że ta osoba jest już jakby jedną nogą w innej rzeczywistości. Kontakt jest ograniczony, gorszy, słabszy. Dość często nie jest tak „romantycznie”, jakby się mogło wydawać, jak to widzimy nieraz w filmach.

To jest tajemnica, której my dotykamy. Pewnego rodzaju mistyka. Nie ma unoszenia się dwa metry nad ziemią z głową w chmurach. Dotykamy tajemnicy, twardo stojąc po ziemi.

Co dodaje panu doktorowi sił? Zajmowanie się pszczołami, pisanie ikon, spacery z psami... Co daje chwilę wytchnienia?

Jest nas mało do pracy. Odpoczywamy tak naprawdę bardzo niewiele. Widzę, jak jesteśmy umęczeni. Staramy się, żeby każdy miał czas na krótki urlop. Niestety, nie ma chętnych do pracy w hospicjum. Bardzo trudno znaleźć lekarzy, którzy chcieliby w tą pracę się zaangażować.

Kiedy na przykład strażak bierze udział w akcji, wyciągnie spaloną osobę albo któraś z ratowanych osób nie przeżyje, ma opiekę, wsparcie. Nam umiera rocznie około 300 osób. Wszyscy uważają, że to jest naturalne, że nie potrzebujemy – ani lekarze, ani pielęgniarki, ani opiekunki – żadnego wsparcia. Bo to jest naturalne, że nam tyle osób umiera. Nie myśli się o nas jak o strażakach, policjantach, żołnierzach. To jest też trudne. Dla wielu osób jest to zupełnie naturalne, że w hospicjum ludzie umierają, a my – ze stali – jakoś sobie poradzimy…

ZOBACZ też wcześniejsze części wywiadu z dr Pawłem Grabowskim:

Nie odpuścił marzenia o medycynie. Droga, która zaczęła się od porażki, zmieniła wszystko (cz. 1)

„Zakochałem się w medycynie paliatywnej”. Decyzja, która zaprowadziła go na Podlasie (cz. 2)

Hospicjum na końcu świata. „Na wsi choruje się i umiera inaczej” (cz. 3)

Ten model hospicjum działa lepiej i taniej. Polska go nie wykorzystuje (cz. 4)