Choroba to nie tylko wydatki ponoszone przez NFZ. Znacznie większy rachunek płacą pacjenci, ich rodziny oraz cała gospodarka. Zdrowie nie jest kosztem, tylko inwestycją, kapitałem społecznym, gospodarczym i ekonomicznym państwa – decydując o tym, czy dany lek, procedura medyczna będą w Polsce dostępne i refundowane, powinniśmy w znacznie większym stopniu niż dziś uwzględniać to, z jakimi kosztami wiąże się niepodjęcie optymalnego leczenia: to najważniejsze wnioski, które płyną z dwóch raportów przygotowanych przez EconMed Europe.
Tylko dwa obszary terapeutyczne: rak piersi i leczenie chorób siatkówki (AMD i DME) kosztowały polską gospodarkę w 2024 roku prawie 27,5 mld zł. A są to obszary terapeutyczne, które dziś w Polsce są stosunkowo dobrze leczone, w porównaniu do wielu innych chorób.
Obydwa raporty to pierwsze tak szczegółowe opracowania dotyczące pełnych kosztów społeczno-ekonomicznych tych chorób w Polsce. Dane są szokujące: łączny koszt raka piersi w Polsce to 18,18 mld zł rocznie, z czego aż 73 proc. to koszty niewidzialne, „poza systemem NFZ”. W przypadku chorób siatkówki aż 84 proc. to koszty niewidzialne dla systemu ochrony zdrowia.
„Jestem żywym obrazem, jak profilaktyka się opłaca”
Dominika Nawrocka jest ekspertką ds. finansów osobistych, autorką projektu „Kobieta i Pieniądze”. Na własną rękę wykonała u siebie badania genetyczne; okazało się, że ma mutację w genach BRCA1, BRCA2, co oznacza duże ryzyko zachorowania na agresywnego raka piersi i raka jajnika.
– Rekomendacja w tym przypadku jest jedna: profilaktyka, czyli usunięcie jajników oraz mastektomia prewencyjna. Dowiedziałam się o tym w marcu; w czerwcu poddałam się jednej operacji, w grudniu drugiej. I dziś jestem cała i zdrowa. Nie widać kosztów, które poniosłam: stresu, wizyt u psychologa, psychiatry, robienia badań, szukania lekarza. Byłam sama z tym wszystkim i pamiętam, jak się bałam. Nawet teraz drżą mi ręce, gdy o tym mówię. Ale jestem zdrowia i stoję tu jako dowód, że profilaktyka i prewencja jest najlepszym i najtańszym rozwiązaniem – mówi Dominika Nawrocka.
Za badania i wizyty u lekarzy płaciła z własnej kieszeni.
– Gdybym zachorowała na raka piersi czy raka jajnika, to leczenie kosztowałoby zarówno mnie, jak i państwo znacznie więcej. Jestem dziś zdrowa, mam siłę, energię; mogę dalej się rozwijać się zawodowo, prowadzić życie rodzinnie. Gdybym zachorowała, tych „rachunków” miałabym znacznie więcej do zapłacenia. Tyle że mnie było stać na to, żeby z własnej kieszeni zapłacić za wiele procedur, ale wielu osób na to nie stać. I tak nie powinno być. Bo dzięki temu, że jestem zdrowa, korzystam ja, ale też moja rodzina i gospodarka. Profilaktyka, prewencja i wczesne leczenie to inwestycja, która najbardziej się opłaca – podkreśla Dominika Nawrocka.
Nie widzimy prawdziwych kosztów choroby
Mimo że podczas wielu debat padają słowa, że „zdrowie to inwestycja, a nie koszt”, to jednak przy ocenie procedur medycznych i leków patrzy się na „opłacalność”, czyli koszty leczenia.
– Zwykle mówiąc o kosztach choroby, bierzemy pod uwagę koszty bezpośrednie, czyli wydatki NFZ. Jednak NFZ nie jest jedynym płatnikiem; za chorobę „płacą” też pacjenci i ich rodziny, a także gospodarka. To koszty pośrednie, związane z utraconą produktywnością pacjentów, którzy muszą rezygnować pracy, czasem na pewien czas, czasem na zawsze. Często nawet, jeśli wracają do pracy, to pracują mniej efektywnie (to tzw. prezenteizm). Trzeba zwracać też uwagę na koszty, które w związku z chorobą pacjenta ponosi cała rodzina, gdyż z osobą chorą trzeba jechać do szpitala, a często się nią także opiekować – mówi dr Michał Seweryn, specjalista zdrowia publicznego i epidemiologii, wiceprezes EconMed Europe.
Jak wyglądają prawdziwe koszty raka piersi pokazuje raport „Systemowa analiza opieki onkologicznej nad pacjentami z rakiem piersi w Polce”. W 2024 leczonych było ponad 231 tys. pacjentów. Koszy bezpośrednie, ponoszone przez NFZ, wyniosły 3,8 mld zł; koszty bezpośrednie ponoszone przez pacjentów – 1,38 mld zł. Znacznie wyższe były koszty pośrednie: to aż 13,35 mld zł! Na to składają się koszty: krótkotrwałych zwolnień lekarskich (3,4 mld zł), długotrwałej nieobecności w pracy (1,7 mld zł); tzw. prezenteizmu, czyli pracy mniej efektywnej (2,9 mld zł), opieki nieformalnej (2,42 mld zł). Osoby chore rzadziej są w stanie wykonywać obowiązki domowe czy opiekować się dziećmi (koszty tzw. pracy nieodpłatnej oszacowano na 2,65 mld zł). – Aż 73 proc. wszystkich kosztów raka piersi to koszty utraconej produktywności, niewidoczne dla NFZ – zaznacza dr Michał Seweryn.
Spośród aktywnych zawodowo kobiet z rakiem piersi aż 66 proc. zrezygnowało z pracy zawodowej, a pracująca panie korzystały ze zwolnień lekarskich średnio 31 dni rocznie.
Podobne były wyniki raportu dotyczącego leczenia chorób siatkówki – AMD i DME. – W 2024 w Polsce było prawie 340 tys. leczonych pacjentów, roczne koszty to 9,42 mld, ale tylko 8 proc. to koszty ponoszone przez NFZ. Aż 84 proc. to koszty pośrednie, niewidoczne dla NFZ. Prawie 33 proc. pacjentów z AMD i DME pacjentów zredukowało czas pracy. 10 proc. opiekunów brało zwolnienia lekarskie – wylicza dr Seweryn.
Uwzględnienie kosztów społecznych umożliwiłoby pełne spojrzenie na chorobę.
– Dziś decyzje m.in. na temat refundacji leków podejmujemy na podstawie perspektywy płatnika. Znikoma część analiz uwzględniała perspektywę społeczną przy wnioskach refundacyjnych. Niektóre kraje, jak Holandia czy Szwecja już uwzględniają perspektywą społeczną. Problemem w Polsce jest jednak resortowość, bo np. perspektywa utraconej produktywności to kwestia ministra gospodarki, a nie ministra zdrowia – zaznacza dr Seweryn.
– Brakuje całościowego spojrzenia; ¾ góry lodowej to koszty, których nie widać – potwierdza dr Jakub Gierczyński, ekspert systemu ochrony zdrowia. I przytacza dane statystyczne: W 2025 w Polsce mieszkało 37,3 mln osób. Wydłuża się długość życia, jednak długość życia w zdrowiu jest niska: to 63 lata dla kobiet i 62 lata dla mężczyzn. W 2025 roku w Polsce zmarło 406 tys. osób, z czego szacuje się, że 36 tys. zgonów to były zgony możliwe do uniknięcia – mówi dr Gierczyński.
Z punktu widzenia demografii i zmniejszającej się liczby Polaków należałoby robić wszystko, by zgonów możliwych do uniknięcia było jak najmniej. A to jest możliwe tylko dzięki traktowaniu pieniędzy wydawanych na zdrowie jako inwestycja, a nie koszt.
Czy Ministerstwo Zdrowia bierze pod uwagę koszty społeczne
Przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych koszty społeczne systemowo nie są dziś brane pod uwagę, choć na pewne kwestie Ministerstwo Zdrowia zwraca uwagę.
– Nie ma możliwości, żeby koszty społeczne były zerowe; one zawsze będą, ponieważ nawet na badanie profilaktyczne pacjent musi przyjechać. W przypadku leczenia chorób siatkówki nie ma możliwości podawania leków w domu, pacjent musi przyjechać do szpitala. Podobnie np. na radioterapię. W przypadku intensywnego leczenia nie ma możliwości prowadzenia aktywności zawodowej – zwraca uwagę Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę refundacyjną w latach 2018-2024.
Zaznacza jednak, że Ministerstwo Zdrowia zwraca uwagę na to, że leczenie powikłań może być dużo kosztowniejsze.
– Przykładem jest leczenie zaćmy: to najtańsza procedura zabiegowa, która zmieniła życie społeczeństw na świecie, zmniejszyła koszty powikłań, urazów, utraty wzroku, wydłużyła życie. Zwrot z inwestycji w leczenie jest niesamowicie wysoki. Podobnie jest w DME i AMD: efektywność tych programów jest bardzo duża. Dobrze leczona cukrzyca zmniejsza ryzyko groźnych powikłań, m.in. stopy cukrzycowej, które są olbrzymim kosztem systemu ochrony zdrowia. Podobnie np. skuteczne leczenie takich chorób jak nadciśnienie tętnicze bardzo zmniejsza ryzyko powikłań i ich późniejszego leczenia. Jeśli mówimy o inwestycjach czy innowacjach, to możemy mówić o dodatkowym efekcie zdrowotnym, który udaje się uzyskać – zaznacza Maciej Miłkowski, zwracając jednocześnie uwagę na to, że na leczenie nie można patrzeć tylko przez pryzmat zysku dla gospodarki, bo w takim przypadku najbardziej opłacałoby się leczyć osoby do 60.-65. roku życia, które pracują.
– Gdy ocena AOTMiT i Komisji Ekonomicznej była negatywna, to chcąc zrefundować produkt, uzasadniałem to uniknięciem olbrzymich kosztów ZUS; starałem się uzasadniać, dlaczego dana terapia jest przełomowa. Przy podejmowaniu decyzji można wziąć pod uwagę wiele rzeczy, które nie są obligatoryjne – podkreśla Maciej Miłkowski.
Pytajmy: Ile kosztuje brak skutecznego leczenia
Dr Michał Seweryn podkreśla, że przy ocenie technologii medycznych koszty społeczne powinny być w większej mierze uwzględniane w sposób systemowy. – Nie ma technologii, dzięki której można całkowicie wyeliminować koszty społeczne, możemy jednak pokazać, co zyskujemy. To chcieliśmy zaprezentować w naszych raportach – zaznacza dr Seweryn.
– Przy ocenie technologii medycznych należałoby brać pod uwagę koszty społeczne. Jednak nasz system ochrony zdrowia zupełnie nie jest skoncentrowany na tym, żeby ludzie wracali do pracy. Praca jest źródłem bogactwa narodu, ale w Polsce zatraciliśmy myślenie, że praca jest wartością – zaznacza Anna Gołębicka, ekonomistka, ekspertka Centrum im. Adama Smitha.
W ostatnich latach wiele nowych terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną znalazło się w refundacji, tym bardziej warto na innowacje patrzeć w szerszym ujęciu. Przez wiele lat głównym pytaniem było: „Ile kosztuje leczenie?”. Być może trzeba teraz częściej pytać: „Ile kosztuje brak profilaktyki, opóźnione leczenie, brak włączenia nowoczesnego leczenia?”. Pierwsze polskie raporty pokazują, że prawdziwy rachunek za chorobę jest znacznie wyższy niż wydatki widoczne w budżecie NFZ, a najwięcej kosztuje właśnie to, czego na pierwszy rzut oka nie widać.
Czytaj też:
Prof. Ostrowska: Szokujące jest to, jak jest traktowana w Polsce choroba otyłościowa Czytaj też:
Polki tracą zdrowie przez choroby, których nie widać. „To nie tylko rak”: debata kobiet
