„Zmiany w systemie ochrony zdrowia trzeba wdrożyć już teraz, bo za kilka lat nie będzie czego zbierać”

„Zmiany w systemie ochrony zdrowia trzeba wdrożyć już teraz, bo za kilka lat nie będzie czego zbierać”

Dodano: 
Wojciech Wiśniewski
Wojciech Wiśniewski Źródło: Archiwum prywatne / Wojciech Wiśniewski
Koszt zaniechania działań w systemie zdrowia jest olbrzymi – mówi Wojciech Wiśniewski, reprezentujący stronę pracodawców w Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia. I przypomina, że pracodawcy już w ubiegłym roku postulowali zakaz zawierania umów z tak zwanymi spółdzielniami lekarskimi.

W ostatnim czasie dużo się działo w polskim systemie ochrony zdrowia i wokół samej minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Szefowa resortu do wtorku miała przedstawić premierowi Donaldowi Tuskowi plan radykalnych zmian w polskim systemie ochrony zdrowia, głównie chodziło o pomysł na reformę systemu wynagrodzeń lekarzy pracujących na kontraktach. Brak odpowiedniego planu miał skutkować dymisją Sobierańskiej-Grendy.

Ostatecznie minister przedstawiła plan i pozostała na stanowisku.

Adrian Dąbek, NewsMed: Pytanie trochę się zdezaktualizowało, bo Jolanta Sobierańska-Grenda ostatecznie zachowała tekę ministra zdrowia. Ale gdyby miał być nowy minister, to kto powinien nim być? Nawet nie chodzi o personalia, tylko bardziej o charakter i umiejętności.

Wojciech Wiśniewski, Polskie Towarzystwo Gospodarcze, wiceprzewodniczący Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia: Ja nie mam żadnych oczekiwań co do cech ministra, poza tym, żeby miał poparcie koalicji rządzącej i zaplecze parlamentarne. Cała reszta, czy to jest lekarz, nie lekarz, menadżer, nie menadżer, jest kwestią wtórną. Przede wszystkim ważny jest plan. Jeżeli będzie przedstawiony plan, który ma szansę przywrócić stabilność funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, wyjdzie naprzeciw strukturalnym problemom i będzie miał poparcie w zapleczu parlamentarnym, czyli w tym przypadku w obecnej koalicji, to wystarczy. To równie dobrze może być pani minister Sobierańska-Grenda. Bo bez zmian na poziomie ustaw nie uda się tego uporządkować.

Kolejne pytanie też poniekąd dotyczy pani minister, a dokładniej zadania, jakie otrzymała od premiera. Co trzeba zmienić w systemie ochrony zdrowia w Polsce?

Trzeba dokonać równoczesnej zmiany systemu podatkowego, która przywróciłaby możliwość samofinansowania swoich zadań przez Narodowy Fundusz Zdrowia, żeby nie był zależny od wielomiliardowych i niepewnych dotacji z budżetu państwa. Do tego trzeba dokonać zmiany struktury właścicielskiej, przede wszystkim szpitali i przekazania poziomu odpowiedzialności na poziom marszałków województw, bo na poziomie powiatów dostosowanie struktury oddziałów czy likwidacji niektórych placówek w obecnym kształcie nie uda się przeprowadzić.

Wiele powiatów jest zbyt mało liczebnych, żeby sobie pozwolić na utrzymywanie placówek, które są w coraz trudniejszej sytuacji finansowej.

Więc postuluję jednoczesną zmianę systemu podatkowego i samorządu terytorialnego. Ale wszyscy wiemy, że szansa na przeprowadzenie tak masywnych zmian półtora roku przed wyborami jest z przyczyn politycznych niemożliwe. Po wyborach, bez względu na to, jaka się wyłoni większość parlamentarna i jaki rząd uzyska poparcie w Sejmie, trzeba będzie przystąpić niezwłocznie do realizacji planu, który – mam nadzieję – do wyborów będzie przez poszczególne środowiska polityczne opracowany.

Mam niestety przekonanie, na które mam pewne dowody, że jeżeli głębokie zmiany w systemie ochrony zdrowia nie będą już teraz zainicjowane i wdrażane z pełną determinacją po wyborach w 2027 r., to w kolejnych wyborach w roku 2031 naprawdę nie będzie czego zbierać.

To, co się dzieje w tej chwili w systemie, w pewnych miejscach może być nieodwracalne, biorąc pod uwagę jak szybko narasta kryzys na wielu poziomach. To jest też kwestia erozji zaufania obywateli do systemu, którzy jednak to finansują. Możemy obudzić się w miejscu, w którym nie chcielibyśmy się obudzić.

Jak popracować nad odzyskaniem tego zaufania, które faktycznie jest bardzo niskie?

Trzeba przedstawić plan. Musimy pokazać obywatelom, w którą stronę chcemy zmierzać, jeżeli chodzi o publiczny system ochrony zdrowia w Polsce. A nie wydaje mi się, żebyśmy traktowali obywateli szczególnie poważnie. Mam coraz gorsze przeczucia. To naprawdę wymaga bardzo dużej determinacji rządu i zaplecza, a widać w koalicji, że kolejne ugrupowania wychodzą ze swoimi propozycjami, które kompatybilne nie są.

Najwięcej emocji budzi kwestia wynagrodzeń, głównie kontraktowych. Jak to można ucywilizować, żeby nie dochodziło do takich sytuacji jak te ze szpitala w Mogilnie?

Strona pracodawców przyjęła swoje stanowisko co do koniecznych zmian w systemie wynagradzania jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. I przekazaliśmy je pozostałym dwóm stronom w ramach Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. Proponowaliśmy m.in., żeby uniemożliwić zawieranie umów z tak zwanymi spółdzielniami lekarskimi. Gdyby wówczas rozpoczęto prace w tym kierunku, to nie mówię, że Mogilno by się nie wydarzyło, bo nie pamiętam jakiego okresu to dotyczy, ale na pewno sprawiłoby, że w przyszłości tego typu sytuacje by nie mogły się zdarzyć.

Chcę wyraźnie podkreślić, że koszt zaniechania działań jest olbrzymi.

W przypadku lekarzy pracujących na kontraktach limity są dobrym rozwiązaniem?

Trzeba znaleźć rozwiązanie, które ogranicza ryzyko związane z limitami, bo o ile ograniczymy te ekstremalnie wysokie zarobki, to istnieje szansa, że ci, którzy zarabiają poniżej tego minimum, będą oczekiwali, że zostanie im to wyrównane, że będą zarabiać maksymalną stawkę godziną.

Ważna jest też kwestia społecznej kontroli. Jeszcze kiedy byłem częścią Federacji Przedsiębiorców Polskich, postulowaliśmy rozwiązania dotyczące przejrzystości – chcieliśmy, żeby podmiot w swoim biuletynie informacji publicznej musiał publikować informacje, jeżeli zawrze umowę powyżej pewnej wartości za godzinę, bo to spowoduje, że lokalna opinia publiczna będzie wiedzieć, na co idą ich podatki.

Nie musi być za każdym razem, że staramy się złapać wszystkich za twarz. Czasami też trzeba dać mediom, lokalnej opinii publicznej i lokalnym samorządom możliwość kontroli. Ale nie na zasadzie, że jak nie wiemy co robić, to wchodzimy z kontrolą, tylko tworzyć mechanizmy, które powodują, że ktoś się siedem razy zastanowi, zanim zawrze taką umowę.

Zwracam uwagę, że z kominami płacowymi to nie jest problem wyłącznie lekarzy. Ktoś z nimi te umowy zawarł. Trzeba przywrócić odpowiedzialność w tym systemie za podejmowanie tak kosztownych dla jednostki decyzji.

Jeżeli starosta powie opinii publicznej, że nie remontujemy szkoły, bo musimy utrzymać ortopedię, to uważam, że zwiększy się kontrola lokalnej społeczności nad wydatkami. Bo to są pieniądze publiczne, pieniądze podatników. Oni w pełni zasługują na to, żeby wiedzieć na co te pieniądze idą.

Czytaj też:
Afera w Szpitalu Południowym. Dymisje w stołecznym ratuszu i zapowiedź zmian antykorupcyjnyc
Czytaj też:
Wylała się fala hejtu na lekarzy. Dr Sutkowski odpowiada po aferze

Źródło: NewsMed