– Naprawdę wszyscy wiemy, że żeby było mniej zachorowań na bardzo dużo różnych chorób, to by dwie rzeczy wystarczyło zwalczyć: palenie papierosów i alkohol – podkreślił Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jak zauważył profesor, palenie tytoniu wciąż dotyczy około 30 proc. Polaków, a nadużywanie alkoholu pozostaje ogromnym, często przemilczanym problemem. – Każdy lekarz pracujący w szpitalu powie, że jedna czwarta, jedna trzecia pacjentów trafia tam dlatego, że ostro albo przewlekle pije – powiedział.
Zdrowie to odpowiedzialność jednostki, ale system zawodzi
Profesor zwrócił uwagę, że profilaktyka wciąż nie działa tak, jak powinna. – My cały czas mamy do odrobienia pracę domową, która polega na tym, że zdrowie jest moim własnym problemem, a nie tylko sprawą państwa czy lekarza – zaznaczył.
Z danych i doświadczeń klinicznych wynika, że z profilaktyki korzysta głównie 30–40 proc. osób – tych, które mają świadomość wpływu własnych decyzji na zdrowie. Reszta często sięga po „najtańszy antydepresant”, czyli alkohol.
Reklamy alkoholu i papierosów: temat nietykalny?
W ocenie prof. Czupryniaka państwo od lat unika realnych działań. – Tu państwo jest ślepe kompletnie, nie zakazuje reklam alkoholu. Samo podniesienie ceny czy akcyzy też nie wystarczy, bo natychmiast wzrośnie przemyt – podkreślił. – Państwo – mówią o tym od wielu lat osoby odpowiedzialne za ochronę zdrowia – zachowuje się jak sutener, to znaczy czerpie korzyści z papierosów i z alkoholu.
Granice zostały przekroczone
Profesor wskazał, że być może właśnie teraz pojawia się szansa na zmianę. – Reklama choinki z butelek piwa wzbudziła oburzenie. (…) Trzeba przekroczyć pewną masę krytyczną, żeby politycy uznali: to trudny temat, ale trzeba działać – mówił. Nie ukrywał, że sprzeciw budzą także reklamy alkoholu z udziałem znanych aktorów. – Moje protesty wzbudziło występowanie Marcina Dorocińskiego, który gra Wokulskiego w (ekranizacji – przyp. red.) najlepszej polskiej powieści i – reklamuje alkohol. (…) Może nakręćmy, za pieniądze ministerstwa, reklamy, jak Dorociński z Woronowiczem „szaleją” zarzygani w szpitalu, w zespole abstynencyjnym. Może uświadomienie skali problemu by pomogło – dodał.
Profilaktyka ważniejsza niż leki
– Kardiolodzy mówią jasno: trzy czwarte zmniejszenia ryzyka zawałów to nie leki, ale ograniczenie palenia i picia – przypomniał prof. Czupryniak. Leki są najprostsze, ale nie rozwiążą problemu systemowego.
Profesor wykazuje ostrożny optymizm. – Młodzi, 20–30-latkowie piją trochę mniej i coraz częściej dostrzegają wartość bycia zdrowym – ocenił. Zastrzegł jednak, że realne efekty zobaczymy dopiero za kilkanaście, a raczej kilkadziesiąt lat.
Czytaj też:
Prof. Czupryniak: Jak Wokulski może reklamować piwo? To wstydCzytaj też:
Tak można poprawić zdrowie Polaków. Eksperci: „Ekonomiści muszą przekonać polityków”
