Wprowadzenie limitów finansowania świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS) może istotnie ograniczyć dostęp pacjentów do badań diagnostycznych i konsultacji specjalistycznych. O konsekwencjach tych zmian alarmowali przedstawiciele samorządu lekarskiego podczas śniadania prasowego.
Z doniesień wynika, że już od kwietnia część poradni i pracowni diagnostycznych rozważa ograniczenie liczby przyjęć. Powód jest prosty – konieczność dostosowania się do limitów finansowych narzuconych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Mniej badań, dłuższe kolejki
Zdaniem lekarzy powrót limitów oznacza w praktyce konieczność „planowania chorób” – czyli określania, ilu pacjentów można przyjąć w danym okresie. Po wyczerpaniu kontraktu placówki będą zmuszone:
- przesuwać terminy wizyt,
- wstrzymywać zapisy,
- ograniczać liczbę badań.
Najbardziej ucierpieć może diagnostyka ambulatoryjna – już dziś uznawana za jedno z największych „wąskich gardeł” systemu.
„Nie leczymy usług, tylko pacjentów”
Podczas spotkania wybrzmiał mocny głos środowiska lekarskiego.
- W medycynie samo pojęcie "wykonania usługi" nie powinno właściwie funkcjonować. Leczymy pacjenta w momencie, w którym wymaga tego jego stan zdrowia
– podkreślał dr n. med. Klaudiusz Komor, wiceprezes NRL.
Eksperci zwracają uwagę, że badania takie jak kolonoskopia czy gastroskopia nie są wykonywane „na życzenie”, lecz z konkretnych wskazań medycznych. Ograniczanie ich dostępności oznacza więc realne ryzyko opóźnienia rozpoznania choroby.
Diagnostyka pod presją systemu
Szczególnie zagrożone są kosztowne badania:
- tomografia komputerowa,
- rezonans magnetyczny,
- endoskopia.
To właśnie one często decydują o szybkim postawieniu diagnozy i rozpoczęciu leczenia. Ich ograniczenie może wydłużyć ścieżkę pacjenta – a w przypadku chorób nowotworowych czy kardiologicznych czas ma kluczowe znaczenie.
Problem dotyka wielu obszarów medycyny
Lekarze wskazują, że skutki limitów będą widoczne w różnych dziedzinach.
– Kardiologia cofnie się o dwa kroki. W stomatologii ten proces trwa już od dawna
– mówił lek. dent. Paweł Barucha, zwracając uwagę na niedofinansowanie publicznej opieki stomatologicznej.
Z kolei lek. Jakub Kosikowski podkreślał, że ograniczenia uderzą także w pacjentów onkologicznych: – Pacjenci wymagają pilnej terapii, ale zanim ją rozpoczną, muszą mieć wyleczone zęby. System często nie zapewnia im takiej możliwości.
Szpitale zamiast poradni
Zdaniem ekspertów powrót limitów może odwrócić kierunek zmian w systemie ochrony zdrowia.
– Od lat mówimy o przenoszeniu diagnostyki do AOS, bo jest tańsza i bezpieczniejsza. Tymczasem wracamy do sytuacji, w której szybciej wykonuje się badania w szpitalu niż ambulatoryjnie
– wskazywał lek. Marcin Karolewski.
Efekt?
- większe koszty systemowe,
- niepotrzebne hospitalizacje,
- większe ryzyko powikłań – szczególnie u pacjentów starszych.
Ryzyko nierównego dostępu do leczenia
Samorząd lekarski ostrzega, że limity mogą prowadzić do selekcji pacjentów. W praktyce oznacza to, że dostęp do badań stanie się trudniejszy dla osób wymagających pilnej diagnostyki, a leczenie będzie się opóźniać.
To z kolei może mieć bezpośredni wpływ na rokowanie – szczególnie w chorobach przewlekłych i nowotworowych.
Apel o pilne zmiany
Przedstawiciele środowiska lekarskiego apelują o dialog z decydentami i zmianę zasad finansowania świadczeń. Ich zdaniem system powinien być oparty na rzeczywistych potrzebach zdrowotnych, a nie sztywnych limitach.
Bez takich zmian problem ograniczonego dostępu do diagnostyki może się pogłębiać. A to oznacza jedno:
pacjenci zapłacą za system – czasem zdrowiem, a czasem życiem.
