Paweł Płuska, szef programu „19.30” w TVP, w rozmowie z Magdaleną Rigamonti z Onetu opisał wiele nieprawidłowości i zaniedbań podczas leczenia jego żony w szpitalu MSWiA w Warszawie. To kolejna bulwersująca sprawa związana z funkcjonowaniem placówek medycznych w Polsce, także tych najbardziej znanych.
Nie mówili o konsekwencjach
Elżbieta Płuska przeszła udaną operację usunięcia dwóch oponiaków w październiku ubiegłego roku. Operował dr Maciej Bujko. Dramat rozpoczął się w lutym tego roku, gdy trzeba było operować trzeci z guzów. Operacja była zaplanowana na 2 lutego, jednak została odłożona z powodu ryzyka zakrzepicy. Zabieg wykonano tydzień później. Jak mówi dziennikarz, po zakończeniu operacji kobieta nie nawiązywała kontaktu.
Płuska podkreśla, że choć jego żona podpisała zgodę na operację, nikt ze szpitala nie informował o możliwych konsekwencjach i komplikacjach.
Zarzutów pod adresem szpitala i lekarza prowadzącego operacja jest znacznie więcej. Dziennikarz mówi w rozmowie m.in. o kilkunastu nieudanych próbach wykonania wkłucia centralnego ("W czasie tego wkłuwania była pani anestezjolog i chyba stażysta i pewnie on miał się uczyć na mojej żonie"), często zmienianych decyzjach dotyczących badań, niekonsekwencji i braku kontroli nad leczeniem.
Odstawienie leków skończyło się udarem
Najpoważniejszy zarzut dotyczy decyzji lekarza o odstawieniu leków przeciwobrzękowych po operacji. Kobieta obecnie jest po udarze niedokrwiennym z powodu obrzęku, jest sparaliżowana i ma afazję. Płuska mówi też o braku należytej opieki ze strony szpitala po operacji i niereagowaniu przez dr Bujko na sygnały o złym stanie pacjentki.
„Lekarz wyciął jej niezłośliwy guz mózgu, po czym wyjechał, jak napisał mi w SMS-ie, operować do Wiednia. Jednocześnie, według dokumentów, miał być w tym samym czasie w warszawskim szpitalu MSWiA i opiekować się moją żoną oraz innymi pacjentami. Bilokacja” – mówi dziennikarz.
Wątpliwości budzą też informacje zawarte w dokumentacji medycznej. Neurochirurg wpisał „stan stabilny” w dniu, kiedy stan żony dziennikarza gwałtownie się pogarszał, a sam lekarz przebywał wtedy w Wiedniu.
„W dokumentacji przeczytałem, że według dr. Bujko stan zdrowia mojej żony w sobotę 14 lutego był wręcz znakomity. Pisze też o zmniejszeniu leczenia przeciwobrzękowego, choć, jak wynika z dokumentacji, tych leków Ela nie dostawała już od środy 11 lutego” – mówi Płuska.
Bałagan, chamstwo i oszustwo
Dziennikarz mówi też, że wyciąganie dokumentacji ze szpitala trwało miesiące.
„Złożyłem pismo do Rzecznika Praw Pacjenta, teraz przygotowuję zawiadomienie do prokuratury. Będę walczył w imieniu swojej żony, swoim i całej naszej rodziny. I w imię tego, żeby inni pacjenci nie doświadczali takich sytuacji” – zaznacza.
Zobaczyłem w tym szpitalu, na tym oddziale, bałagan, prawdopodobnie oszustwo, chamstwo. Zobaczyłem zostawianie pacjenta samego sobie – mówi.
Płuska sceptycznie podchodzi natomiast do procesu cywilnego, który w Polsce może trwać kilkanaście lat i kosztować bardzo wiele. Jednocześnie apeluje do rodzin pacjentów, aby nie ufały ślepo lekarzom, głośno pytały, reagowały i kontrolowały działania personelu medycznego.
NIL: zajmujemy się sprawą
Sprawą zajmie się Naczelna Izba Lekarska. "Kierujemy sprawę do Pionu Odpowiedzialności Zawodowej w celu uzyskania pełnej dokumentacji medycznej. Jest to konieczne, aby można było zapoznać się z przebiegiem leczenia, ponieważ treść artykułu budzi podejrzenia dotyczące licznych nieprawidłowości" – powiedział w rozmowie z Medonetem rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
W sprawie nieobecności lekarza w szpitalu NIL będzie „współpracować z rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej, a jeśli zostanie wszczęte postępowanie, także z Rzecznikiem Praw Pacjenta oraz prokuraturą. Aby jednak rzetelnie ocenić całe zdarzenie, musimy dysponować pełną dokumentacją medyczną”.
Minister: To są poważne sprawy
Wyjaśnienie sprawy zapowiedziało też Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu podlega szpital.
"Rozmawiałem z dyrektorem medycznym szpitala i zażądałem pełnego stanowiska w tej sprawie. Departament Zdrowia MSWiA oficjalnie wystąpi o szczegółowe wyjaśnienia do Państwowego Instytutu Medycznego. Zapewniam, że zrobimy wszystko, żeby wyjaśnić tę sytuację i ustalić, czy faktycznie było tak, że lekarz podpisywał dokumenty, choć go nie było w kraju" — zapewnił wiceminister MSWiA Wiesław Szczepański w rozmowie z Onetem.
„Złamanie procedur medycznych czy potencjalne poświadczenie nieprawdy w dokumentacji to sprawy niezwykle poważne, które wymagają natychmiastowego i bezwzględnego wyjaśnienia” — dodał.
Czytaj też:
Pomylenie zarodków przy in vitro. Prof. Kurzawa: Nie wiemy, ile takich przypadków jest w Polsce Czytaj też:
Ponad 1600 zł za godzinę pracy. Zadłużony szpital tak płacił lekarzowi
