Anna Kopras-Fijołek, NewsMed, Wprost: Panie profesorze, w jakiej kondycji są dziś serca Polaków?
Prof. Maciej Banach: Gdy spojrzymy na ostatnie dekady, widać pewien postęp. Lepsza diagnostyka, większa wiedza, nowe programy, skuteczniejsze leczenie. Tyle że z drugiej strony mamy twarde dane: choroby serca i naczyń nadal odpowiadają za około 40 proc. wszystkich zgonów w Polsce. To największy zabójca Polaków. I właśnie dlatego nie możemy mówić, że jest dobrze, bo nie jest.
Poprawa jest, ale zdecydowanie za mała?
Dokładnie tak. Nadal za dużo osób umiera po zawale, nadal za dużo mamy udarów, nadal jesteśmy krajem bardzo wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. A jednocześnie wielu ludzi wciąż się nie bada, nie kontroluje wyników, nie konsultuje ich z lekarzem. To jest jeden z naszych największych problemów: nie tylko chorujemy, ale bardzo często dowiadujemy się o tym za późno.
Mamy przecież programy profilaktyczne i koordynowaną opiekę. To nie działa?
Działa, ale za słabo. Mamy programy, które w założeniu są naprawdę dobre. Jest KOS-Zawał, jest „Moje Zdrowie”, jest Narodowy Program Chorób Układu Krążenia, jest Krajowa Sieć Kardiologiczna. Problem polega na tym, że w Polsce zbyt często kończymy na wdrożeniu i ogłoszeniu sukcesu. Brakuje regularnego monitorowania, poprawiania błędów, zbierania informacji zwrotnej od lekarzy i pacjentów. Samo uruchomienie programu nie leczy ludzi i rozwiązuje wszystkich problemów.
Co należałoby poprawić i to jak najpilniej?
Na przykład rozszerzyć i uszczelnić opiekę po zawale. Jeśli wiemy, że koordynowana opieka – czyli KOS zAWAŁ realnie zmniejsza ryzyko kolejnych incydentów i obniża koszty leczenia, to dlaczego nie obejmuje wszystkich pacjentów? Dlaczego po roku chory wypada z systemu i znowu zostaje z tym sam? Tego nie rozumiem. Jeżeli coś działa, powinno być powszechne i dopracowane – np. rozszerzone o kolejne 24 miesiące – kiedy ryzyko kolejnych incydentów jest wciąż bardzo wysokie, a nie traktowane jak półśrodek.
System bardziej oszczędza, niż zapobiega?
Często tak to właśnie wygląda. Szukanie oszczędności przez ograniczanie profilaktyki albo dostępu do skutecznych rozwiązań to bardzo kiepski interes. Można na chwilę mniej wydać, ale później płacimy znacznie więcej: za kolejne hospitalizacje, rehabilitację, powikłaniam w tym niewydolność serca, absencje chorobowe, renty. Zdrowie to nie koszt, tylko inwestycja. I to jedna z najbardziej opłacalnych inwestycji państwa.
Dziś brakuje nie tylko pieniędzy, ale też myślenia długofalowego?
Właśnie. W ochronie zdrowia nie wolno patrzeć wyłącznie na najbliższy kwartał czy rok budżetowy. Jeśli dziś dobrze zainwestujemy w profilaktykę, badania przesiewowe, edukację i nowoczesne leczenie, to już za dwa, trzy, cztery lata zobaczymy realne oszczędności i lepsze rokowanie pacjentów. Problem w tym, że u nas nadal zbyt często wybiera się gaszenie pożarów zamiast zapobiegania.
Gdzie w tym wszystkim jest pacjent?
Pacjent jest często zagubiony. I chcę to bardzo wyraźnie powiedzieć: to nie jest wina pacjenta. Jeżeli chory nie rozumie wyników, nie wie, po co ma brać leki, nie orientuje się, gdzie ma pójść dalej, to znaczy, że system źle go poprowadził. Edukacja kuleje. Lekarz, pielęgniarka, farmaceuta, dietetyk – wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby pacjent wiedział, co mu dolega i po co się leczy, jak ma się poruszać po systemie.
To dlatego tak wielu chorych odstawia leki albo bierze je wybiórczo?
Oczywiście. Pacjent często nie jest nieodpowiedzialny, tylko po prostu nikt mu tego dobrze nie wytłumaczył. A przecież czasem wystarczą dwa proste zdania: ten lek jest na cholesterol, ten na ciśnienie, ten zmniejsza ryzyko kolejnego zawału. Jeśli chory rozumie sens terapii, dużo częściej się jej trzyma. Jeśli nie rozumie, po kilku tygodniach uzna, że leczenie „nie działa” albo „nie jest potrzebne”.
Co pacjent może zrobić sam, nawet jeśli system nie działa idealnie?
Bardzo dużo. Po pierwsze – zadbać o ruch. Regularny, dopasowany do wieku i możliwości. Nie musi to być od razu siłownia i sport wyczynowy. Chodzi o nawyk. Spacer, marsz, rower, ćwiczenia w domu. Ja sam codziennie – jeśli spędzam kilka godzin w samochodzie – staram się „dorobić” kroki. Po drugie – dbać o dietę. Mniej żywności wysokoprzetworzonej, brak fast foodów, więcej prostych, normalnych wyborów: warzywa, owoce, niesłodzony jogurt, lżejsze posiłki. Po trzecie: ograniczyć używki. I po czwarte: dbać o regularne badania.
Nie tylko więc powinniśmy żyć zdrowiej, ale też systematycznie kontrolować swój stan zdrowia?
Tak. I nie odkładać tego w nieskończoność. Jeżeli jest możliwość zrobienia badań profilaktycznych, trzeba z niej korzystać. A potem z tymi wynikami pójść do lekarza i domagać się wyjaśnienia. Nie machnąć ręką, nie wrzucić kartki do szuflady. Wyniki mają służyć człowiekowi, a nie leżeć w segregatorze.
Co w sytuacji, gdy wyniki są „prawie dobre”, lekarz każe wrócić za pół roku, ale chory czuje, że coś jednak jest nie tak?
Wtedy trzeba drążyć temat. Jeśli pojawiają się bóle w klatce piersiowej, kołatania serca, duszność, spadek tolerancji wysiłku, zawroty głowy, przewlekłe osłabienie – nie wolno tego nigdy lekceważyć. Pacjent ma pełne prawo wrócić do lekarza, zapytać drugi raz, poprosić o dodatkowe wyjaśnienie, skonsultować się z innym specjalistą. I żaden lekarz nie ma prawa się na to obrażać.
Druga opinia to nic złego?
To coś całkowicie naturalnego. Pacjent ma prawo mieć pewność i poczucie bezpieczeństwa. Czasem usłyszy to samo od drugiego lekarza i wtedy się uspokoi. Czasem ten drugi specjalista zwróci uwagę na coś, co wymaga dalszej diagnostyki. Najgorsze, co można zrobić, to zignorować niepokojące objawy tylko dlatego, że ktoś nie chce „zawracać komuś głowy”.
Na zakończenie – jedna ważna rada dla pacjentów?
Nie czekajcie, aż serce upomni się o uwagę zawałem. Badajcie się, ruszajcie się, leczcie się świadomie i pytajcie, dopóki wszystko nie będzie dla was jasne. Dziś naprawdę wiemy o sercu bardzo dużo. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko przekładamy tę wiedzę na codzienną praktykę.
Prof. Maciej Banach – prorektor ds. Collegium Medicum KUL, kierownik Zakładu Kardiologii Prewencyjnej i Lipidologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, założyciel i przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, przewodniczący Międzynarodowego Panelu Ekspertów Lipidowych.
Czytaj też:
Mówią o zdrowiu, dbają o zdrowie? Prof. Maciej Banach
