Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Kardiologia to dziś przede wszystkim coraz nowocześniejsze technologie, nowe leki i mało inwazyjne zabiegi. Jak widzi Pan rozwój kardiologii: polskiej i światowej? Co nowego nas czeka?
Prof. Marcin Grabowski, kierownik Kliniki Kardiologii WUM: Nie powinniśmy mieć kompleksów w stosunku do Europy.
Jesteśmy na bieżąco, jeśli chodzi o nowe technologie, nowe leki, cyfrowe terapeutyki; toczą się badania kliniczne, pilotaże. Nowe technologie są wprowadzane w Polsce. Często są to zabiegi pierwsze w Europie, pierwsze na świecie.
Jeśli chodzi o nowe trendy, to w pierwszej kolejności zwróciłbym uwagę na małą inwazyjność procedur zabiegowych, które często wcześniej były związane z rozleglejszym zabiegiem, na przykład z otwarciem klatki piersiowej. Obecnie mamy możliwość leczenia przezskórnie wad strukturalnych serca, czyli wad zastawkowych, otworów, wrodzonych defektów. Dla pacjenta oznacza to nakłucie pachwiny, nakłucie ręki. Przez tę „dziurkę od klucza” jesteśmy w stanie manipulować w obrębie serca i pozostawiać różnego typu implanty: zapinki, zastawki, klipsy, które „łapią” nieszczelne zastawki, albo umieścić nową zastawkę, która rozpręża się w pozycji starej, zwężonej. Te technologie związane są z miniaturyzacją.
Jak te nowe technologie przekładają się na sytuację pacjentów?
Nie ma miesiąca, żebyśmy nie mieli nowego modelu w zakresie technologii, którą do tej pory stosowaliśmy, albo kolejnej generacji urządzenia. Tu mogę zwrócić uwagę na implanty, które ulegają biodegradacji. Mieliśmy historię stentów biodegradowalnych,, związaną z pewnym niepowodzeniem materiału, z którego były użyte. Badania pokazały, że mamy odległy problem z takim stentem. Ale są już też „zapinki”, które zamykają ubytki w sercu. Organizm pokrywa te zapinki własnymi tkankami, a to „rusztowanie” zanika, wchłania się. Mamy nadzieję, że taki przejściowy implant będzie skuteczniejszy.
Ta mała inwazyjność jest związana z mniejszymi komplikacjami dla pacjenta. To tak jakby porównać operację na otwartej jamie brzusznej z operacją laparoskopową. A w naszym przypadku dostęp jest jeszcze mniejszy, zaś pacjent zazwyczaj nawet tego samego dnia lub w kolejnej dobie, może wyjść ze szpitala.
Oczywiście są pacjenci, u których nie można wykonać zabiegu metodą przezskórną. Coraz częściej wykonujemy jednak zabiegi hybrydowe, czyli na jednej sali w trakcie jednego zabiegu są dwa zespoły: kardiologiczny i kardiochirurgiczny, które współdziałają.
Rozwój kardiologii to też rozwój telemedycyny. Jak ona już pomaga pacjentom i wspomaga pracę lekarzy?
Początki telemedycyny to telekardiologia. Mieliśmy pierwsze doświadczenia transmisji EKG, dzisiaj są one już powszechnie wykorzystywane przez zespoły ratownictwa medycznego – przesyłania EKG pacjentów z podejrzeniem zawału serca.
Później była możliwość monitorowania pacjentów z niewydolnością serca, którzy mają wszczepiony defibrylator. Od lat defibrylatory, które wszczepialiśmy, były gotowe, żeby zbierać informacje na temat pacjenta: nie tylko na temat arytmii, ale też zaostrzenia objawów, przewodnienia klatki piersiowej. Byliśmy w stanie odbierać te bardzo zaawansowane parametry i odczytywać w centrum monitorowania. Mamy szczęście, że od kilku lat jest to usługa refundowana w Polsce, wpisana do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dzięki temu dzisiaj robimy to nie tylko jako pasjonaci, jako naukowcy, i już nie na koszt szpitala, ale z możliwością rozliczenia. Są jeszcze pewne dysproporcje, województwa, gdzie jeszcze nie ogłoszono konkursów na monitorowanie pacjentów. Apelujemy, że skoro jest procedura, to żeby ogłosić konkurs, bo wtedy ośrodek może zaoferować pacjentowi taką usługę.
W kardiologii rozwija się też sztuczna inteligencja. Czy już wspomaga pracę lekarza?
Wsparcie się przysłowiowym czatem GPT przez pacjenta czy przez lekarza, szukanie odpowiedzi na proste pytania, analiza dokumentacji medycznej, odniesienie się do wytycznych: myślę, że większość z nas już się tym posiłkuje.
Ja lubię pacjentów, którzy przychodzą na wizytę przygotowani, oczytani, mówią, że sprawdzili coś „w czacie”. Zdarzyło mi się nawet, że pacjent powiedział mi o czymś, co dla mnie nie było oczywiste.
Zdarzają się pacjenci, które potrafią zaskoczyć?
Zdarzają się pacjenci, którzy potrafią zaskoczyć, natomiast to, że pacjent przychodzi przygotowany, jest już bardzo powszechne, choć może częściej niż samych pacjentów dotyczy to członków rodziny: dzieci, wnuków. Nic w tym złego, nie obrażam się. Nie boję się, że AI odbierze nam chleb, bo to musi być narzędzie wspierające.
Natomiast są już certyfikowane urządzenia, które „obrabiają” te gigantyczne ilości danych medycznych, klinicznych, których człowiek sam by nie przeanalizował, a urządzenie potrafi przy użyciu algorytmów nie tylko przeanalizować, ale też „nauczyć się” konkretnego pacjenta.
Algorytm sztucznej inteligencji na bieżąco analizuje, jakie pacjent ma wartości progowe i do tego na przykład dostosowuje alarm. Nie ma standardowego alarmu dla wszystkich pacjentów, tylko jest on dobierany indywidualnie dla każdego. Są oprogramowania, które prognozują przebieg zabiegu hemodynamicznego, podpowiadają, jak implantować stent, w jakiej pozycji.
W naszej klinice – w ramach KPO – mamy pilotaż algorytmu wspierającego rozpoznanie zawału serca szpitalu, żeby nie pojawiła się sytuacja, że nie dostrzeżemy zawału serca u pacjenta np. na oddziale chirurgicznym czy internistycznym. AI analizuje EKG i alarmuje, jeżeli jest taki pacjent. To nie są gadżety, to są przyrządy medyczne, zaakceptowane, certyfikowane przez EMA, FDA.
Takie nowoczesne technologie wsparte przez AI będą powoli wchodzić do szpitali?
Nie ma od tego odwrotu. W systemach szpitalnych mamy już asystentów, którzy pomagają nam robić notatki, analizują dokumentację, przygotowują raporty. To powoduje, że jesteśmy efektywniejsi, ale też mniej wrażliwi na pewne błędy wynikające ze zmęczenia, przeoczenia, niedopatrzenia. Bardzo to cenię.
Natomiast po drugiej stronie musimy uczulać, że jest to system doradczy, który może się mylić, konfabulować, mieć halucynacje, wpaść w pewną pętlę uczenia się na swoich wcześniejszych wynikach, które mogły mieć pewien ułamek błędu, i on się będzie powielać.
Wydaje mi się, że dzisiaj musimy rozmawiać o tym, gdzie AI zmierza w medycynie i w ogóle w życiu. Jakie są granice wsparcia, wykorzystania i pewnej kontroli, żebyśmy nie wykreowali rzeczywistości stworzonej przez AI.
Czy zastosowanie tych nowoczesnych technologii będzie z czasem opłacalne?
Dla większości tych technologii mamy dane, że tak.
Natomiast jest w ogóle pytanie, na ile nowoczesna medycyna powinna być opłacalna, tania? Pewnie nie. To jest inwestycja w zdrowie.
Ratujemy chorych, którzy kiedyś by nie przeżyli. Na pewno każda profilaktyka się opłaca. Każde leczenie, dzięki któremu unika się hospitalizacji, jest związane z mniejszym ryzykiem powikłań, jest związane z benefitem. Natomiast leczymy większą liczbę trudniejszych pacjentów, bardziej skomplikowanych, i to leczenie na pewno będzie droższe.
Nie wiem, gdzie tu jest złoty środek. My przedstawiamy dowody naukowe, osiągnięcia, możliwości. Wiemy jednak, że ktoś musi ten „suwak” postawić w jakimś miejscu. My zawsze będziemy go ciągnęli w kierunku lepszych możliwości dla pacjenta, ale wiemy, że system ma też swoje ograniczenia.
Czytaj też:
Prof. Gierlotka: Czas na zmiany w polskiej kardiologii. Polacy zbyt szybko umierają Czytaj też:
AI w kardiologii. Prof. Marcin Grabowski o technologiach, które już zmieniają leczenie
