Pani Wiktoria na trzy dni przed terminem porodu zgłosiła się na SOR Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie z regularnymi skurczami. Szpital ją jednak odesłał do domu. Kilkadziesiąt minut po powrocie do domu urodziła dziecko w łazience. Jak relacjonowała, odeszły jej wody, a chwilę później, „wypadł z niej syn i uderzył głową o podłogę”. Na szczęście bez poważnych konsekwencji. Dzieckiem zajęła się jego babcia, opiekowała się nim do czasu przyjazdu ratowników. Pogotowie przewiozło matkę i noworodka z powrotem do szpitala.
O porodzie w łazience dowiedział się partner pani Wiktorii, Karol. Przekonany, że dziecku coś poważnego się stało, pojawił się na oddziale w Szpitalu Międzyleskim. Jak potem relacjonowała policja, doszło do znieważenia personelu, naruszenia nietykalności cielesnej i kierowania gróź karalnych. Do tego doszło zniszczenie mienia o wartości 67 tys. zł.
O sprawie jako pierwsza napisała „Wyborcza”, teraz wrócił do niej Kanał Zero.
Kobieta urodziła w łazience
„To nie była moja pierwsza ciąża. Mam już ośmioletnie dziecko. Wiedziałam, co to są skurcze i że powinnam jechać do szpitala” – mówiła Wiktoria w rozmowie z „Wyborczą”. W szpitalu zbadał ją ginekolog, zrobiono badania USG i KTG. W ocenie lekarzy i położnej nie wyglądała na kogoś, kto miał zaraz urodzić. Skurcze oceniono jak „zapowiadające”, uznano, że akcja porodowa jeszcze się nie rozpoczęła.
Zalecono jej powrót to domu, wzięcie ciepłego prysznica i czekanie na dalszy rozwój sytuacji.
Wiktoria teraz przekonuje, że – wbrew temu co przekazuje placówka – nie wypisała się ze szpitala na własne żądanie i nie podpisała żadnego dokumentu świadczącego o takiej woli. Chciała być hospitalizowana.
Ojciec dziecka przekonany, że syn nie żyje
Kobieta wyjaśnia w materiale Kanału Zero, że świadkiem porodu w łazience była jej siostra Emilia. „Emilka zaczęła krzyczeć, ja stałam cała zakrwawiona. W toalecie była wszędzie krew. Karol zadzwonił do Emilki podczas tej paniki. Emilka rzuciła mu szczątkowe informacje, że dziecko na podłodze, a ja krwawię. I się rozłączyła” – opowiada.
Od tego momentu pan nie miał żadnego kontaktu z partnerką i po tej informacji udał się do szpitala – wyjaśnia adwokat Olaf Szczypiński, obrońca pana Karola.
„Byłem w pracy i dostałem telefon od siostry Wiktorii. Po tym, co usłyszałem, stwierdziłem, że udaję się do szpitala” – wyjaśnia Karol.
Oświadczenie szpitala
Do sprawy odniósł się szpital, opublikował oświadczenie "w związku z pojawiającymi się w mediach niepełnymi oraz nieprawdziwymi przekazami dotyczącymi zdarzenia".
„Pacjentka zgodnie z obowiązującymi najwyższymi standardami medycznymi została do niego przyjęta, przebadana i poddana obserwacji. Personel medyczny oddziału zaproponował pozostanie w szpitalu celem dalszej obserwacji. Pacjentka wyraziła wolę powrotu do domu. Personel uszanował wolę pacjentki, udzielając stosowanych zaleceń medycznych. Pacjentka, zgodnie z wyrażoną wolą, wróciła do swego miejsca zamieszkania” – pisze dyrektor placówki Elżbieta Mickiewicz-Dytko.
Dodaje, że ponowne przyjęcie do szpitala nastąpiło również zgodnie z procedurami, po porodzie domowym, pacjentka oraz dziecko byli w stanie dobrym i nie znajdowali się w stanie zagrożenia życia ani zdrowia.
Wszystkie działania podjęte przez Personel Szpitala były w pełni zgodne z zasadami sztuki medycznej, obowiązującymi standardami oraz wskazaniami medycznymi istniejącymi w chwili udzielania świadczeń zdrowotnych – przekonuje dyrektor.
Szpital podkreśla też, że zachowanie partnera Wiktorii dało podstawę do złożenia zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu, a jego zachowania zostały zarejestrowane przez system monitoringu i przekazane policji.
Adwokat: W stanie skrajnego wzburzenia
„Mężczyzna miał nieco inne wyobrażenie na temat tego, jak personel medyczny szpitala powinien postępować z jego ciężarną partnerką” – relacjonowała rzeczniczka policji zaraz po tym, jak Karol został zatrzymany w szpitalu.
Mężczyzna usłyszał cztery zarzuty: gróźb karalnych, znieważenia, naruszenia nietykalności cielesnej i zniszczenia mienia. Sąd jednak nie przychylił się do wniosku prokuratury o areszt tymczasowy dla 26-latka.
Teraz okoliczności zdarzenia wyjaśniają adwokaci reprezentujący ojca dziecka. Ich zdaniem działał w stanie wyższej konieczności i skrajnego wzburzenia, kwestionują też liczbę zarzutów.
„Stan wzburzenia naszego klienta wynikał z uzyskanych przez niego wiadomości, a nie z przemyślanego zamiaru wyrządzenia krzywdy personelowi szpitala. Wypowiadane słowa padły w stanie gniewu uzasadnionego okolicznościami porodu jego partnerki. W ocenie Sądu istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się wyłącznie JEDNEGO czynu zabronionego, z czterech mu postawionych” – przekazali za pośrednictwem Facebooka.
„Partnerka naszego klienta zgłosiła się do szpitala z uwagi na deklarowane przez nią skurcze porodowe. Po zbadaniu przez personel szpitala została odesłana do domu. Jeszcze tego samego dnia urodziła dziecko w domu, bez pomocy medycznej. Karol P. działał w głębokim przekonaniu, że dziecko nie żyje. W sprawie działania personelu szpitala, została złożona skarga do Rzecznika Praw Pacjentów. Okoliczność ta ma decydujące znaczenie dla oceny jego zachowania i powinna być uwzględniana w publicznym przekazie” – dodają.
