5 maja to Światowy Dzień Astmy. Z tej okazji odbyła się konferencja prasowa pt. „Światowy Dzień Astmy. Astma i astma ciężka: systemowe potrzeby, skuteczne terapie”. Wśród ekspertów znalazł się prof. dr hab. nauk medycznych Marek Kulus, przewodniczący Koalicji na rzecz Leczenia Astmy, kierownik Kliniki Pneumologii, Alergologii Wieku Dziecięcego i Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Leczymy inaczej od 35 lat
Prof. Kulus rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że pierwsza publikacja mówiąca o zapaleniu w astmie pojawiła się w 1991 r. – Od tego czasu wiemy, jak właściwie leczyć astmę. Do wtedy leczyło się głównie lekami rozkurczającymi oskrzela, ale od 35 lat wiemy, co tak naprawdę leży u podłoża astmy. To jest zapalenie alergiczne – wyjaśnił.
W Polsce kraju około 4 miliony osób zgłasza występowanie duszności przynajmniej raz w roku, a 2,5 miliona ma rozpoznanie astmy i otrzymuje leczenie. Jednak nie sama duszność może świadczyć o astmie.
Prof. Kulus wymienił, że do rozpoznania astmy, potrzebne są dodatkowe dolegliwości, jak zapalenie alergiczne, nadreaktywność oskrzeli czy obturacja oskrzeli. Zaznaczył, że połowa dzieci doświadcza w swoim życiu epizodu związanego z dusznościami, ale tylko (lub aż) jedna trzecia tych przypadków ma związek z astmą.
Rozróżnienie, czy to jest astma, jest kolosalnie ważne. Bo jeżeli zastosujemy leczenie w innych chorobach, tych dwóch trzecich, to wtedy się okazuje, że leczenie jest niepotrzebne – dodał.
Z kolei w rozpoznanej astmie podawanie leków tylko od czasu do czasu prowadzi do niedoleczenia. A leczenie w astmie powinno być stosowane na stałe, żeby zapobiec postępowi choroby.
Co decyduje o rozpoznaniu astmy?
Co decyduje o rozpoznaniu astmy?
Przede wszystkim wywiad. To jest rozpoznanie kliniczne i raczej niepotrzebne są inne dodatkowe badania – zaznaczył prof. Kulus.
Dodał, że powstają algorytmy rozpoznawania astmy, wykorzystuje się sztuczną inteligencję, ale wciąż nie znaleziono uniwersalnego modelu, dlatego wiedza lekarska, "rozpoznanie analogowe", jest kluczowe. A tutaj najważniejsze są objawy.
Bardzo często tym nietypowym objawem w pediatrii jest przewlekły kaszel. – Jeżeli młody pacjent nie reaguje na leczenie wziewne, to jest mało prawdopodobne, że to jest astma. Także kaszel produktywny z odpływaniem ropnej wydzieliny, nie świadczy o astmie. Podobnie jak inne pojedyncze objawy, jak duszność, ból w klatce piersiowej, zapalenie krtani – wyjaśnił
Kolejnym etapem jest sprawdzenie braku skuteczności leczenia przy stwierdzonej już astmie. Przyczyną mogą być choroby współistniejące lub wady anatomiczne.
– Taka pozornie banalna choroba, jak alergiczny nieżyt nosa może komplikować przebieg astmy. Jeżeli zapomnimy o tym, że w 80 proc. przypadków ten nieżyt nosa towarzyszy astmie, to skupienie się wyłącznie na astmie może spowodować, że objawy nie będą w pełni kontrolowane – zaznaczył ekspert.
Przestrzegać zalecenia lekarskie
Podkreślił jak bardzo ważne jest przestrzeganie zaleceń lekarskich. – Na nieprzestrzeganie zaleceń w astmie w Stanach Zjednoczonych wydaje się ponad 8 mld dolarów – powiedział.
Tylko 50 proc. tamtejszych pacjentów pediatrycznych przestrzega zasad, u dorosłych ten odsetek wcale nie jest lepszy– dodał.
Dodał, że Koalicja na rzecz Leczenia Astmy stara zwiększyć świadomość, co z kolei wpłynie na poprawę efektywności leczenia.
– W tym naszym badaniu wyszło, że lekarze są świadomi, że pacjenci źle się leczą i często to akceptują. Aż 63 proc. lekarzy akceptowało to, że pacjenci używają więcej niż trzy opakowania leków rozkurczających oskrzela, co świadczy o braku kontroli astmy. Lekarz powinien ingerować, zintensyfikować leczenie, nie pozwalać na taką postawę – podkreślał.
– 30 proc. lekarzy uważa, że leki biologiczne nie są skuteczną terapią, co jest wbrew temu, co mówi na ten temat nauka – dodał profesor.
Dodał, że znacznie mniej lekarzy, niż deklaruje w badaniach, faktycznie sprawdza technikę inhalacji u pacjentów. – Lekarze powinni uderzyć się w piersi i nie zasłaniać się brakiem czasu – podkreślił.
Pacjenci są bardzo różni
Zaznaczył, że pacjenci z astmą są bardzo różni, różnie wyedukowani i do każdego z pacjentów trzeba indywidualnie dostosować terapię. Ale różnie też bywa z przestrzeganiem zaleceń przez pacjentów. – 95 proc. pacjentów deklarowało, że codziennie przyjmowało lek, ale urządzenia to weryfikujące wskazały, że było to tylko 58 proc. – wskazał.
Dodał, że wraz z upływem czasu pogarsza się przestrzeganie zaleceń, co wpływa z kolei na mniejszy odsetek prawidłowych pomiarów. Także ponad 30 proc. pacjentów tydzień już po wyjściu ze szpitala nie przestrzegało zaleceń.
– Powinniśmy z naszymi pacjentami współpracować, oni nie powinni się nas bać, ale powinniśmy być uczciwi w stosunku do siebie nawzajem – podkreślił.
Jak poprawić leczenie pacjentów?
– Edukacja, edukacja, jeszcze raz edukacja. To jest niezwykle ważne, żeby tę świadomość krzewić w różny sposób, co nie jest takie łatwe. Zalecenia powinny być proste, to jest kluczowe. Musi być prosty język, przekaz musi dotrzeć do pacjentów – zaznaczył.
Wspomniał o systemie wdrożonym w Chinach polegającym na codziennym przypominaniu telefonem lub SMS-em o braniu leków. Z kolej w Stanach Zjednoczonych wprowadzono podawanie leków na astmę w szkołach, co sprawiło, że znacznie wzrosła liczba dni bez astmy u dzieci.
Zaznaczył, że w Polsce jest dostępna aplikacja Masker, certyfikowana przez Ministerstwo Zdrowia, która pomaga nie tylko w kontrolowaniu astmy, ale także w dobieraniu i intensyfikacji leczenia.
Na koniec podkreślił, że Polskie Towarzystwo Alergologiczne i Koalicja na Rzecz Otrzymania Astmy stworzyły wytyczne dotyczące postępowania z astmą w szkole. – Jest bryk postępowania dla nauczycieli, ale okazało się, że brakuje rozwiązań systemowych, które szczęśliwie udało się przezwyciężyć w ubiegłym roku – stwierdził.
Przepisy teraz pozwalają na to, żeby świadek zdarzenia, który nie jest profesjonalistą, mógł podać leki, które są dostępne na receptę. – Są teraz wszelkie przesłanki, żeby ratować dzieci w naszych szkołach we właściwy sposób – zaznaczył.
