Wraz z początkiem kwietnia weszło w życie zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zmieniające zasady finansowania części świadczeń diagnostycznych. Za tzw. nadwykonania w badaniach gastroskopowych i kolonoskopowych fundusz zapłaci 60 proc., a w przypadku rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej 50 proc. za badania wykonane ponad limit.
We wprowadzeniu limitów nie chodzi tylko o oszczędności
Lekarze, pacjenci i dyrektorzy szpitali alarmują, że ograniczy to dostęp do badań diagnostycznych i wydłuży cały proces diagnostyczny. Tymczasem gen. prof. Grzegorz Gielerak zwraca uwagę na zupełnie inny aspekt.
„Od 1 kwietnia Narodowy Fundusz Zdrowia płaci 50 proc. za badania tomografii komputerowej wykonane ponad limit kontraktu. Media piszą o cięciach. Szpitale o zagrożeniu dla pacjentów. Środowisko o kolejkach. Przeanalizowałem dane o ekspozycji radiologicznej pacjentów w Polsce na tle krajów Unii Europejskiej i doszedłem do wniosku, którego nie spotkałem w żadnej z tych dyskusji” – pisze gen. Gielerak w serwisie X.
„Stawka degresywna NFZ miała być cięciem budżetowym. A jeśli to element szerszej reformy, o której Ministerstwo Zdrowia na razie głośno nie mówi”? – zastanawia się.
Przedstawia dane, z których wynika, że w Polsce dawka promieniowania medycznego w przeliczeniu na jednego pacjenta się potroiła, głównie za sprawą tomografii komputerowej (wzrost wolumenu o 74 proc.). W tym samym czasie Niemcy obniżyły dawkę populacyjną o 17 proc., a Stany Zjednoczone o 27 proc.
„Nie dlatego, że wykonują mniej badań – dlatego, że dysponują narzędziami kontroli, których nasz kraj nie posiada. 84,8 proc. radiologów i 75,3 proc. lekarzy medycyny ratunkowej wskazuje CT jako badanie najczęściej zlecane na SOR bez wystarczającego uzasadnienia klinicznego” – pisze dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.
Nie mamy mechanizmów ochrony radiologicznej
Podkreśla, że polskie diagnostyczne poziomy referencyjne (DRL) zostały skopiowane z zagranicy ponad dekadę temu i nie są oparte na krajowych danych dozymetrycznych. Nie istnieje krajowy rejestr dawek pacjentów, podobnie jak system weryfikacji zasadności zleceń tomografii komputerowej.
Trzy filary ochrony radiologicznej, z których w Polsce nie funkcjonuje żaden – zaznacza.
Promieniowanie nie zapomina, kumuluje się, szczególnie w organizmach dzieci, które na skutki zbędnej ekspozycji mają całe życie – podkreśla gen. Gielerak.
„Zmiana konsultanta krajowego, stawka degresywna i zbieżność liczb tworzą obraz, który trudno przypisać zbiegowi okoliczności. Profil nowej konsultantki – certyfikacja umiejętności, standaryzacja praktyki – dopełnia ten obraz w sposób, który nie pozostawia wiele miejsca na przypadek” – zaznacza.
„Stawka degresywna przestaje wyglądać na instrument wyłącznie fiskalny, a zaczyna przypominać mechanizm korekcyjny ochrony radiologicznej – reformę spóźnioną o ponad dekadę” – podsumowuje.
Wątpię, żeby to był początek reformy
Wpis gen. Gieleraka spotkał się już z odzewem w serwisach społecznościowych
„Na raka zmarła moja Mama i Siostra, w sporym odstępie czasu. Agnieszka dokładnie 3 lata temu. Widziałam, jak dostęp do diagnostyki wpływa na los pacjenta, boleśnie, bo z bliska. Widziałam też zmianę ku dobremu, wykutą niestrudzoną ręką pełnych pasji klinicystów, którzy nie chcieli za milion monet leczyć ciężkich stanów, by odrobinę wydłużyć życie człowieka, zamiast je na wcześniejszym etapie ratować dzięki znacznie tańszym badaniom” – napisała Maria Libura.
„Reforma bez zadeklarowanego celu, która zaczyna się od cięcia wycen, bez zmiany logiki kontraktowania świadczeń, TO NIE JEST redukcja bezwartościowej opieki, na którą słusznie zwraca uwagę gen. Gielerak” – czytamy.
„Dlaczego jestem większym pesymistą, niż Pan Generał, i wątpię, by był to początek reformy? Bo ścięto też wyceny badań, które nie niosą takiego ryzyka jak TK, Gdyby ktoś myślał o bezpieczeństwie pacjenta, zaczęlibyśmy od standardów postępowania, jasnych wytycznych i kontroli jakości. A tak, możemy spodziewać się po prostu ograniczenia kosztów NFZ i rozrostu segmentu komercyjnego" – podsumowuje Libera.
facebookCzytaj też:
Limity wracają do NFZ. Lekarze alarmują: dla pacjentów to oznacza dłuższe kolejkiCzytaj też:
Gen. Gielerak: To wręcz przewrót kopernikański, czekaliśmy na to 30 lat
