Bezpieczeństwo, zarówno dotyczące całego państwa, jak i bezpieczeństwo zdrowotne, ma bardzo wiele aspektów. Zwłaszcza w obecnej, dynamicznie się zmieniającej sytuacji geopolitycznej. Rozmawiali o tym eksperci podczas panelu otwierającego IX Konferencję Wprost i NewsMed „Wizjonerzy – Liderzy zmian w zdrowiu 2026”.
Jednym z uczestników debaty „Liderzy zmian – dziś decydujemy o zdrowiu jutra. Odpowiedzialne przywództwo, zdrowie publiczne, profilaktyka, bezpieczeństwo” był gen. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego. Zwrócił uwagę na plany związane z kształceniem w zakresie medycyny pola walki.
Przełom na miarę przewrotu kopernikańskiego
– Uważam, że teraz dokonał się przełom na miarę przewrotu kopernikańskiego, bo skoro czekaliśmy na to 30 lat, to zasługuje na taki termin. Wreszcie wchodzimy w obszar kształcenia medycyny pola walki, taktycznej, czy umiejętności medycznych niezbędnych do tego, aby przeciwdziałać skutkom sytuacji kryzysowych, w tym związanych z zagrożeniem wojennym – podkreślił gen. Gielerak.
– Ministerstwo Zdrowia uruchamia projekt, który jest dedykowany kształceniu personelu medycznego w systemie podyplomowym, do maja mają także zostać przygotowane założenia kształcenia przeddyplomowego w tym zakresie – dodał.
Z kolei w sprawie bezpieczeństwa lekowego Polska powinna jak „najszybciej pobiec do przodu”, ale zagwarantować sobie pozycję lidera Europy Środkowo-Wschodniej, czyli regionu z budżetem na poziomie 3 bln zł.
Poziom bezpieczeństwa lekowego wszystkich tych krajów jest niski. Polska powinna wykorzystać pozycję lidera, bo kwestią czasu jest wystąpienie kolejnego kryzysu epidemicznego lub ryzyko wyłączenia fabryk przez Chińczyków– zaznaczył szef WIM.
– Kolejny element bardzo istotny to jest infrastruktura. W Ministerstwie Zdrowia prowadzone są prace nad opracowaniem wzorcowego podmiotu leczniczego, który uczestniczy w sieci systemu bezpieczeństwa medycznego państwa – zaznaczył.
Nowoczesne technologie i właściwa infrastruktura
Gen. Gielerak podkreślił też, że nie powinniśmy budować systemu ewakuacji medycznej, tylko tworzyć nowoczesne technologie, które pozwolą udzielić pomocy w miejscu zdarzenia. – Wynalazkiem na jednym z ostatnich konkursów NATO było urządzenie służące do dializy otrzewnej. Jeśli to ma szansę uratować tego człowieka przez te kilkanaście godzin, które dzielą go od momentu ewakuacji, to tego typu procedury właśnie będą wykonywane – podkreślił.
Wskazał też, jak powinna wyglądać infrastruktura medyczna w sytuacji zagrożenia. – Nie każdy szpital, nie każde miejsce w Polsce musi posiadać wyposażenie, które będzie przygotowywać ten podmiot do potencjalnego konfliktu zbrojnego. To jest rozrzutność. Taka infrastruktura powinna być w kluczowych regionach, a pozostałe ośrodki powinny stanowić zaplecze – powiedział. Jego zdaniem takie rozwiązanie oszczędza zasoby i daje szansę przygotowania się w możliwie krótkim czasie.
Na koniec wspomniał o strategii. Powołał się na model, który od dekad stosuje Finlandia. – Tam państwo wyszło z założenia, że nie ma pojęcia czasu pokoju i wojny. Budujemy system we wszystkich obszarach, które odpowiedzialne są za bezpieczeństwo, który jest w stanie w jednej chwili przestawić się na zagrożenie, jakie w danym momencie występuje – powiedział.
Zaznaczył przy tym, że nieprawdą jest, że centralne zarządzanie jest najlepsze. – Centralnie jest dobrze zarządzać z punktu widzenia budowania strategii i efektywnego zarządzania zasobami finansowymi, natomiast struktury lokalne, na poziomie regionów, na poziomie powiatów, mają olbrzymią przewagę, bo znają wszystkie zasoby na miejscu. Dzisiaj system ochrony zdrowia w całej Europie dąży do tego, aby optymalnie wykorzystywać wszystkie zasoby, jakimi ten system dysponuje, bez względu na to, kto jest ich właścicielem – wyjaśnił.
Na bezpieczeństwo trzeba patrzeć kompleksowo. Sprawność całego systemu wymaga, aby wszystkie elementy układanki, które decydują o funkcjonalności, muszą działać – zaznaczał prof. Gielerak
Czytaj też:
„To niebywałe, że nie kształcimy w kierunku medycyny pola walki”
