Choć w ostatnich dekadach poprawiła się diagnostyka i leczenie chorób sercowo-naczyniowych, Polska nadal pozostaje krajem bardzo wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego.
- Nadal ponad 160 tysięcy osób umiera na choroby serca. To stanowi 40 proc. wszystkich zgonów Polaków, czyli to jest największy zabójca
– mówi prof. Maciej Banach.
- A jednocześnie nie boimy się go aż tak bardzo jak chorób nowotworowych.
Profesor zwraca uwagę, że współczesna medycyna daje dziś możliwości, które jeszcze kilkanaście lat temu były nieosiągalne. Problem polega jednak na tym, że system nie wykorzystuje ich w pełni. – Z punktu widzenia optymalnego leczenia, którym naprawdę dysponujemy w 2026 roku, zawał mięśnia sercowego powinien się zdarzać wyjątkowo rzadko – podkreśla.
Programy są, ale państwo nie wykorzystuje ich potencjału
Prof. Banach zaznacza, że w Polsce powstało wiele potrzebnych programów: opieka koordynowana w POZ, KOS-Zawał, „Moje Zdrowie”, Narodowy Program Chorób Układu Krążenia czy ostatnio Krajowa Sieć Kardiologiczna. Jego zdaniem problem zaczyna się później – na etapie monitorowania efektów i poprawiania błędów.
- Samo uruchomienie programu nie leczy ludzi
– mówi ekspert.
- Nie wiem, dlaczego my nie potrafimy do końca zrobić czegoś, czyli na przykład wprowadzić, szczegółowo monitorować, analizować dane, poprawiać i mieć optymalne rozwiązanie, a nie tylko wprowadzić i wszędzie mówić: „super, wprowadzone”.
Profesor podkreśla, że wiele reform kończy się na ogłoszeniu sukcesu, a później brakuje realnej kontroli tego, jak rozwiązania działają w praktyce.
– To musi być ciągle monitorowane, poprawiane we współpracy z wykonawcami i pacjentami. A właściwie analizowane dane tych programów mogą stanowić najlepsze źródło wiedzy co do stanu zdrowia Polaków i dalszych systemowych decyzji rządzących – zaznacza.
KOS-Zawał działa, ale nadal obejmuje zbyt mało pacjentów
Jednym z przykładów dobrze działającego rozwiązania jest program KOS-Zawał, czyli koordynowana opieka nad pacjentami po zawale serca. Prof. Banach nie ma wątpliwości, że program poprawia rokowanie i zmniejsza ryzyko kolejnych incydentów sercowo-naczyniowych.
- Jeżeli wiemy, że coś działa, coś realnie zmniejsza ryzyko kolejnego incydentu sercowo-naczyniowego i zmniejsza koszty, to dlaczego nie robimy tego obowiązkowo?
– pyta ekspert.
Dziś w programie jest tylko połowa pacjentów po zawale, a opieka kończy się po 12 miesiącach.
– To znaczy, że ktoś czegoś nie rozumie w tym systemie. To znaczy, że ktoś źle alokuje pieniądze. To znaczy, że ktoś po prostu nie wie, czym jest prewencja
– mówi prof. Banach. Jego zdaniem koordynowana opieka po zawale powinna trwać co najmniej trzy lata – bo według danych jest to okres kiedy ryzyko kolejnego incydentu i zgonu jest największe.
„Wciąż wolimy leczyć skutki niż zapobiegać chorobom”
Profesor bardzo krytycznie ocenia podejście polegające na szukaniu oszczędności poprzez ograniczanie profilaktyki, diagnostyki czy dostępu do skutecznych terapii.
– Szukamy oszczędności dokładnie tam, gdzie te oszczędności są na wyciągnięcie ręki. Tylko trzeba najpierw zainwestować w prewencję. Rządzący wolą jednak mieć natychmiastowe oszczędności, niezależnie, że już w perspektywie kilkuletniej narazi to system na znacznie większe koszty
– podkreśla. Jak zaznacza, Polska nadal zbyt mocno koncentruje się na leczeniu skutków chorób, zamiast na ich zapobieganiu.
- Wciąż wolimy leczyć bardzo drogie skutki niż zapobiegać chorobom, choć wiemy, że to się po prostu nie opłaca
– mówi ekspert.
Prof. Banach przypomina, że ograniczanie profilaktyki i nowoczesnego leczenia może przynieść jedynie chwilowe oszczędności.
– To chyba najbardziej ekonomiczna inwestycja, jaką można sobie wyobrazić: mniej absencji chorobowych, większa długość życia w dobrym zdrowiu, mniej kosztochłonnych procedur – zaznacza.
Program B.101 pokazuje, że nowoczesne leczenie działa
Ekspert podaje przykład programu B.101 dotyczącego nowoczesnego leczenia lipidowego u pacjentów po zawale.
– Pacjent po zawale w programie B.101 ma trzyipółkrotnie mniejsze ryzyko zgonu i prawie dwukrotnie mniejsze ryzyko zgonu lub kolejnego zawału w porównaniu z programem KOS-Zawał
– podkreśla prof. Banach. Jego zdaniem, program powinien być obowiązkowo realizowany we wszystkich ośrodkach objętych KOS-Zawał, a rozszerzony dostęp do takich terapii – zgodnie z wynikami badań – już w prewencji pierwotnej i przed incydentem – początkowo wymagałby większych nakładów finansowych, ale wg szacunkowych wyliczeń już od 2-3 roku zacząłby realnie przynosić oszczędności dla systemu. – To są oszczędności wynikające z poprawy stanu zdrowia Polaków – mówi.
„Pacjent ma prawo nie wiedzieć”
Prof. Banach krytycznie ocenia poziom edukacji zdrowotnej. Podkreśla, że pacjenci często nie wiedzą:
- jak poruszać się po systemie,
- po co przyjmują leki,
- jak interpretować wyniki badań,
- na czym polega moja choroba
- kiedy zgłosić się do lekarza.
– To jest przerażające, że pacjenci wciąż są zagubieni w systemie i to nie jest wina samych pacjentów. To jest wina braku edukacji – mówi ekspert. – Pacjent ma prawo nie wiedzieć! To naszą rolą jest wytłumaczyć mu, po co bierze leki i dlaczego ma je stosować codziennie.
Profesor podkreśla, że bez edukacji, a w konsekwencji bez adherencji, nawet najlepsze programy i najnowocześniejsze leki nie przyniosą oczekiwanych efektów. – Co z tego, że będziemy walczyli o najlepsze programy i najlepsze leki, jeśli pacjent z tego nie skorzysta, bo nikt mu tego właściwie nie wyjaśnił? – pyta.
„W zdrowiu cały czas funkcjonuje myślenie: jakoś to będzie”
Prof. Banach nie ukrywa rozczarowania sposobem zarządzania ochroną zdrowia w Polsce.
– Nie rozumiem, co się dzieje obecnie w systemie, że pewne działania, nad którymi pracowano latami, są wstrzymywane albo zawieszane
– mówi. Jego zdaniem problemem jest brak myślenia długofalowego.
– W zdrowiu cały czas funkcjonuje myślenie: „jakoś to będzie”. Problem w tym, że to „jakoś” często oznacza bylejakość
– podkreśla.
Ekspert zwraca uwagę, że zdrowie nadal nie jest traktowane przez państwo jako strategiczna inwestycja. – Ministerstwo Zdrowia nadal nie jest resortem, którym rząd przejmuje się wystarczająco mocno – ocenia. Jeśli potrafiliśmy dojść z 2 do 5 proc. PKB na obronność, to zatem może, poza koniecznymi reformami w systemie, Rząd powinien postawić sobie strategiczny cel dojścia do średniej europejskiej wydatków publicznych na zdrowie – 7.3 proc. PKB, co by oznaczało dodatkowo ok. 38 mld zł rocznie?
„Za kilka lat może być znacznie trudniej”
Prof. Banach ostrzega, że odkładanie decyzji dotyczących profilaktyki i zdrowia publicznego będzie miało bardzo poważne konsekwencje.
– Jeżeli teraz nie zainwestujemy w zdrowie Polaków, za 5-10 lat będzie już znacznie trudniej niż teraz
– podsumowuje ekspert. Jego zdaniem inwestowanie w zdrowie powinno być dziś traktowane równie poważnie jak inwestowanie w bezpieczeństwo państwa.
– Zdrowie i bezpieczeństwo to dwie najważniejsze rzeczy dla społeczeństwa. Tylko że zdrowie nadal zbyt często przegrywa z polityką krótkoterminowych oszczędności
– podkreśla mówi prof. Maciej Banach.
Czytaj też:
Polskie serca biją na alarm. Prof. Banach mówi wprostCzytaj też:
„Mamy narzędzia, ale nie mamy odwagi”. Prof. Banach o kryzysie prewencji sercowo-naczyniowej
