Fantomy ratują życie. Nowoczesne symulacje zwiększają skuteczność ratowników

Fantomy ratują życie. Nowoczesne symulacje zwiększają skuteczność ratowników

Dodano: 
Warsztaty w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie
Warsztaty w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie Źródło: 5. Szpital Wojskowy w Krakowie
Nowoczesne fantomy reagujące na leczenie, symulacje VR i trening w warunkach maksymalnego stresu zwiększają skuteczność ratowników nawet o 40–50 proc. Warsztaty w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie pokazują, jak sztuczna inteligencja i technologia zmieniają medycynę pola walki.

Oddychają, krwawią, reagują na leczenie i „pogarszają się”, jeśli ratownik popełni błąd. Współczesne fantomy high-fidelity to zaawansowane systemy wspierane sztuczną inteligencją, czujnikami i komputerowym sterowaniem, które odwzorowują realne reakcje organizmu rannego.

Podczas warsztatów w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie prawie sto osób – ratowników medycznych, żołnierzy, lekarzy i personelu cywilnego – trenowało udzielanie pomocy w warunkach symulujących realne pole walki.

Szkolenie bliskie rzeczywistości – bezpieczne, ale ekstremalne

– Symulatory wysokiej wierności umożliwiają ćwiczenia niemal w realnych, a jednocześnie bezpiecznych warunkach – podkreśla Paweł Oskwarek z Oddziału Symulacji Medycznej WIM-PIB.

Uczestnicy ćwiczyli m.in.:

  • zakładanie opasek uciskowych,
  • tamowanie masywnych krwotoków,
  • packing ran opatrunkami hemostatycznymi,
  • odbarczanie odmy prężnej.

To trening mający przygotować na sytuacje, w których błąd może kosztować życie.

Minuty decydują o przeżyciu rannych

Eksperci podkreślają, że 50 proc. rannych umiera w pierwszej minucie od urazu, a kolejne 30 proc. w ciągu pierwszej godziny. Dlatego kluczowa jest szybka reakcja – często jeszcze na linii frontu. – Każdy żołnierz powinien być przeszkolony na poziomie Combat Lifesaver (CLS) – zaznacza Paweł Oskwarek.

W realiach współczesnych konfliktów rannego trzeba utrzymać przy życiu nawet przez kilka dni, zanim nadejdzie pomoc.

Nowoczesne pole walki – nowe typy urazów

Zmienił się także charakter obrażeń. – Dziś większość urazów to rany od odłamków oraz wielonarządowe urazy powybuchowe – mówi płk lek. Janusz Piskorowski. – Metody działania muszą nadążać za realiami, inaczej nie będą skuteczne.

To wymusza zmianę zarówno sprzętu, jak i metod szkolenia.

VR i AR: trening pod ostrzałem – bez wychodzenia z sali

Wirtualna (VR) i rozszerzona rzeczywistość (AR) pozwalają przenieść szkolących się bezpośrednio na pole walki. – Zakładamy gogle i działamy w scenariuszu, w którym pacjent może się poprawić albo umrzeć – tłumaczy Anna Wereszczyńska.

Scenariusze obejmują m.in.:

  • symulację ostrzału,
  • odgłosy walki,
  • pojazdy bojowe w tle,
  • wsparcie asystenta AI lub działanie bez podpowiedzi.

Celem jest wywołanie stresu, który aktywuje pamięć mięśniową i przygotowuje do realnych warunków bojowych.

Skuteczność ratowników rośnie nawet o 50 proc.

Ratownicy podkreślają, że szkolenia na fantomach high-fidelity zwiększają skuteczność działań bojowych nawet o 40–50%.

GROM oraz inne jednostki korzystają z takich technologii, choć część ćwiczeń odbywa się także na realnych poligonach, z pełnym „tłem taktycznym”. – Obecnie nie ma lepszych narzędzi szkoleniowych – podkreślają instruktorzy.

Kolejny krok: haptyka i „dotyk” wirtualnego pacjenta

Trwają prace nad połączeniem rozszerzonej rzeczywistości z manekinami ewakuacyjnymi, co pozwoli fizycznie dotykać ran i wykonywać procedury. – Dzięki temu niewielkim kosztem rozszerzymy możliwości szkolenia – mówi Anna Wereszczyńska.

Pierwsze testy w Polsce mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

„Siłownia symulacyjna” – nowy standard szkolenia

Prof. Bartłomiej Guzik zapowiada rozwój infrastruktury szkoleniowej w Krakowie. – Chcemy stworzyć przestrzeń, w której żołnierz będzie mógł trenować konkretne umiejętności w dowolnym momencie – mówi.

Szpital wojskowy planuje rozwój kursów zarówno dla wojska, jak i personelu cywilnego.

Deficyt lekarzy wojskowych i potrzeba systemowych zmian

W Polsce jest ok. 166 tys. lekarzy, ale tylko nieco ponad 800 lekarzy wojskowych. Tymczasem normy NATO zakładają 1 lekarza na 100 żołnierzy, a Wojsko Polskie liczy ponad 215 tys. osób. Medycyna pola walki wraca jako kluczowa kompetencja. – Skończyłem medycynę wojskową prawie 40 lat temu – wspomina płk Piskorowski. – Medycyna pola walki to jest coś, czego wojskowy lekarz był uczony zawsze. Natomiast były czasy, kiedy uważano, że żadnego konfliktu nie będzie, więc ten temat odszedł trochę w zapomnienie i teraz wraca. Wiele uczelni zaczyna rozwijać medycynę pola walki. Trzeba pamiętać, że to inny rodzaj obrażeń, inny rodzaj urazów, inni chorzy niż ci, z którymi mamy do czynienia na co dzień w szpitalu. To jest coś, czego musimy się nauczyć. I to szybko. Zwłaszcza, że konflikt zbrojny lub ataki terrorystyczne nie dotyczą tylko personelu wojskowego. Ofiarami są również cywile więc niemundurowy personel w szpitalach musi być także gotowy na działanie w sytuacjach, do których nie jest przyzwyczajony.